Michał Boni: Mam świadomość, że jestem dziadersem

- Dokonuje się dzisiaj pewna rewolucja cywilizacyjna i kulturowa. Także polityczna, ponieważ widać już, że PiS musi odejść. Nie rozumie tego, czego chcą ludzie w dzisiejszym świecie - mówił w TOK FM Michał Boni, jeden z członków Rady Konsultacyjnej powołanej przez Strajk Kobiet.
Zobacz wideo

Michał Boni, pomimo swoich 66 lat i politycznej przeszłości, został jednym z członków Rady Konsultacyjnej, którą powołał Ogólnopolski Strajk Kobiet. Jak sam przyznał w Radiu TOK FM, spotyka się z uszczypliwymi uwagami dotyczącymi tych dwóch kwestii, ale ani jedno, ani drugie, nie ma jego zdaniem większego znaczenia. - Mam świadomość, że jestem "dziadersem", ale Kaja Puto niedawno napisała, że bycie "dziadersem" to nie jest kwestia wieku, tylko mentalności - stwierdził Boni. 

- Ataki dotyczą tego, że jestem albo wiekowy, albo że jestem politykiem. Nie, ja już nie jestem czynnym politykiem. Jestem ekspertem zajmującym się sprawami społecznymi - zaznaczył gość TOK FM, który dziś pracuje na Uniwersytecie SWPS. - Pracowałem nad różnymi raportami o młodych, prowadziłem seminarium Fundacji Batorego - Marta Lempart z resztą w nim uczestniczyła dotyczące tożsamości, wyzwań w młodym pokoleniu - kontynuował. 

Jak powiedział, nie "prosił się sam", aby uczestniczyć w pracach Rady, a protesty kobiet wspiera od samego początku. - Myślę, że wiem i rozumiem - stwierdził. - Uważam, że to jest niesłychane ważne doświadczenie i zdarzenie w polskiej historii, jedno z najważniejszych w ostatnich pięćdziesięciu latach. Myślę, że skoro mnie zaproszono, to jako eksperta, a nie polityka - dodał. 

- Uważam, że istotą, sensem tego zdarzenia, z którym mamy do czynienia, jest ulica, która uznała, że chce mocno zamanifestować swoje poglądy - ocenił Boni. - Katalizatorem było orzeczenie TK, ale to się zbierało przez lata. Już w wyborach prezydenckich było jasne, że przeszło 70 procent młodych ludzi, którzy głosowali, było po stronie obozu demokratycznego, a nie pisowskiego - zauważał. 

Zdaniem Boniego dzisiaj młodzi ludzie powiedzieli "stop", a wśród postulatów Strajku Kobiet nie ma polityki. - Jak prześwietlić każdy z tych postulatów, to one dotyczą takiego poczucia bycia w świecie, że coś mi grozi. Ulica jasno powiedziała, że grozi państwo pisowskie, które odbiera mi prawa, jeżeli jestem kobietą, jeżeli mam inną orientację seksualną - stwierdził. - W przeciwieństwie do innych krajów, gdzie traktowane jest to normalnie, jako prawo człowieka, a nie jako coś ideologicznego - dodał. 

- Poza tym Kościół, który się wtrąca we wszystko, stad postulat o świeckości państwa. Praworządność? To oczywiste - mówi dalej. Zauważał, że postulat o końcu umów śmieciowych dotyczy tego, żeby na rynku pracy najważniejszy był człowiek, a inne postulaty mówią o wsparciu dla dzieci, wsparciu dla osób z niepełnosprawnościami. 

Michał Boni zauważał też "siłę symboliczną" języka, który używany jest na demonstracjach. - Wypier... stało się normalnym elementem tego języka, młodzi używają tego na co dzień, to jest ich rewolucja - oznajmił. - Ci, którzy tę rewolucje prowadzą, czyli ulica, i ci, którzy starają się jej nadać dobry ton, myślę o Ogólnopolskim Strajku Kobiet, nie mogą bać się tego języka - stwierdził.

Przypomniał, zaznaczając, że robi to jako "dziaders", że w latach osiemdziesiątych tak samo nowe były słowa "niezależny, samorządny związek zawodowy". - To była przecież rewolucja - zauważył. - Dzisiaj też dokonuje się pewna rewolucja, cywilizacyjna i kulturowa. Także polityczna w takim sensie, że widać już, że PiS musi odejść. Dlatego, że nie rozumie tego, czego ludzie w dzisiejszym świecie chcą - ocenił. 

- Jak spojrzy się na każdy z tych punktów, to te postulaty zostały zaproponowane przez ulice, nie wolno nimi manipulować - zaznaczył Boni. Zauważył, że jako Rada Konsultacyjna muszą opracować, w jaki sposób zrealizować ogłoszone postulaty. - Naszą rolą jest przekazanie swojej wiedzy, a później, jak będzie trzeba, rozmawianie o tych wszystkich sprawach - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM