Posłanka PiS interweniuje ws. radnego z Podkarpacia, bo brał udział w protestach Strajku Kobiet

"Radny stał na czele manifestacji, która pełna była nietolerancji, wulgaryzmów, obraźliwych haseł, nie tylko pisanych, ale także wykrzykiwanych (...). Taka postawa zasługuje na potępienie" - pisze w liście do burmistrza i przewodniczącej rady jedna z posłanek PiS.
Zobacz wideo

Protesty dotyczące orzeczenia TK w sprawie aborcji odbywają się nie tylko w dużych miastach, ale też w mniejszych miejscowościach, takich jak na przykład Lubaczów na Podkarpaciu. Udział w nich - wraz z żoną - brał m.in. Marcin Piotrowski, powiatowy radny i wicedyrektor Centrum Kultury i Promocji w Lubaczowie. Jak mówi nam, z "wyrokiem" Trybunału Konstytucyjnego się nie zgadza. Chce, by kobiety miały wybór, również w sprawie aborcji.

Piotrowski przyznaje, że był mocno zaskoczony, gdy zobaczył, ile osób pojawiło się na lubaczowskim rynku. Na manifestacjach w obronie sądów stawiały się tam ledwie pojedyncze osoby. - Tym razem było inaczej. Zobaczyliśmy około stu protestujących, a cały czas dochodziły kolejne osoby. To było coś wyjątkowego. Dzień później, w niedzielę, było nas już 700 - 800 osób. Jak na Lubaczów to coś naprawdę wyjątkowego. Chyba takich strajków nie było tutaj od Strajków Chłopskich w latach '30. Wielka pozytywna energia ludzi - mówi nam sam zainteresowany.

Protestujący zapalili znicze przed biurami posłów PiS, przeszli też spacerem przez miasto. - Ludzie, głównie młodzi, zrozumieli, czym jest zmiana społeczna. Zrozumieli, że można wyjść na ulicę swojego miasteczka i powiedzieć, że się nie zgadzamy z tym, co się dzieje obecnie w Polsce - mówi Piotrowski.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Listy posłanki PiS

Dużym zaskoczeniem były dla niego listy, które już po protestach - w jego sprawie - wysłała wywodząca się z Lubaczowa posłanka PiS Teresa Pamuła. "Pan wicedyrektor Centrum Kultury i Promocji w Cieszanowie, radny powiatu lubaczewskiego Marcin Piotrowski, stał na czele manifestacji, która pełna była nietolerancji, wulgaryzmów, obraźliwych haseł, nie tylko pisanych, ale także wykrzykiwanych na ulicach Lubaczowa. Taka postawa zasługuje na potępienie" - napisała w liście do burmistrza Cieszanowa.

Dowodziła przy tym, że wicedyrektor Centrum Kultury powinien dawać przykład młodzieży, a nie "promować wulgaryzmy w przestrzeni publicznej". "Taka postawa stoi w sprzeczności z definicją kultury" - przekonywała posłanka i zakończyła list apelem: "Proszę o zajęcie stanowiska".

- Pisma pani poseł mają znamiona donosów, próby wpływania na samorządowców. Ja to odbieram w taki sposób, żeby w końcu coś zrobili z Piotrowskim, a przez Piotrowskiego - coś zrobili z tym buntem. By zrobili coś również z tym, że prowincja postanowiła pokazać sprzeciw i własne zdanie - mówi wiceszef ośrodka kultury. Przypomina, że po wyborach - gdy PiS znacznie wygrał na Podkarpaciu - z wielu stron słychać było głosy, że "Podkarpacie to inny stan umysłu". - To nieprawda. To piękne miejsce, w którym żyjemy i to są ludzie o różnych poglądach. Ostatnie protesty pokazały, że Polska jest różnorodna i nie można wrzucać wszystkich do jednego worka - przekonuje Piotrowski.

Co na to burmistrz Cieszanowa?

Burmistrz Cieszanowa Zdzisław Zadworny nie zamierza wyciągać wobec Piotrowskiego konsekwencji. Jak mówi, solidaryzuje się z nim i wspiera. A list pani poseł? - Jako człowiek już prawie 60-letni doskonale pamiętam czas komuny, w którym chcieliśmy zmienić to, żebyśmy mogli swobodnie wymieniać swoje poglądy. Pismo o takiej treści, niestety, ale troszkę trąci myszką i przypomina tamte czasy - mówi burmistrz.

- Nie wiem, kto doradził pani poseł, by takie pismo przygotować. Na pewno nie byli to jej przyjaciele. Jeśli chodzi o tego typu protesty, zdecydowanie się z nimi zgadzam. Jako człowiek mam prawo do poglądów i takie ma też Marcin Piotrowski. Dlatego uważam, że pismo było nadużyciem do tego, co się działo w Lubaczowie - dodaje.

Anna Knap, mieszkanka Lubaczowa, która działa w Komitecie Obrony Demokracji i wielokrotnie brała udział w różnych protestach, mówi: "Wiemy, że w takim miasteczku jak Lubaczów, społeczność jest typowo PiS-owska, ale są też ci, którzy nie zgadzają się z tym, co rząd czy partia z nami robi. Mają swoje zdanie i to pokazują".

Jak dodaje, nie zgadza się na "ręczne sterowanie", którym - jej zdaniem - posłużyła się posłanka Teresa Pamuła, wysyłając pisma do burmistrza Cieszanowa i szefowej rady powiatu. Zdaniem naszej rozmówczyni, cel tych pism był jeden: zwolnienie z pracy pana Marcina lub przekonanie go do "dobrowolnego odejścia".

- Jakim prawem w ten sposób pani poseł domaga się zwolnienia osoby, która właściwie pokazała tylko swoje poglądy? Na proteście każdy mógł powiedzieć to, co chciał. A zapalenie zniczy przed biurem pani poseł oznaczało jedno - że nie zgadzamy się na to, co PiS zrobił - tłumaczy Anna Knap. Cieszy ją, że obudzili się młodzi, których teraz na protestach - również w małym Lubaczowie - było wyjątkowo dużo. - Pismo pani poseł w sprawie Marcina w ogóle nie powinno mieć miejsca. Wywołało w nas wściekłość - dodaje nasza rozmówczyni.

Sam Piotrowski zapowiada też, że nie zamierza rezygnować z udziału w protestach.

- Jak odnieść się do zarzutów pani poseł o tym, że brak mi kultury? Zajmuję się szeroko pojętą kulturą od wielu lat. Na własnym podwórku organizuję Festiwal Folkowisko, zebrałem kilka nagród, w tym Ambasadora Wschodu. A zarzut wulgarnego języka, który jest mi przypisywany? Nie przypominam sobie, abym na demonstracji akurat ja używał takiego języka. Owszem, jest tam kilka fajnych haseł, z którymi się zgadzam. Rozumiem zasadność takiego, a nie innego języka. A że budzi zgorszenie? Pamiętajmy, że sufrażystki na początku XX wieku też były zgorszeniem, bo paliły, jeździły na rowerze, odważyły się rozmawiać z mężczyznami. Dziś mamy w Polsce niezwykle ważny moment - moment walki o prawa kobiet - podsumowuje nasz rozmówca.

DOSTĘP PREMIUM