Wśród wierzących katoliczek też są kobiety, które popierają protesty przeciw TK. Co nimi kieruje?

- One nie widzą problemu, żeby pogodzić w sobie przekonanie o świętości każdego życia ze świadomością, że życie jest skomplikowane, że czasami jest konflikt wartości. I czasem ten konflikt wartości to konflikt między matką a poczętym w niej życiem - opowiadała w TOK FM Zuzanna Radzik o katoliczkach, które nie popierają wyroku TK.
Zobacz wideo

Stanowisko Kościoła jest w kwestii aborcji jasne i niezmienne od lat. Na protestach po wyroku Trybunału Konstytucyjnego słychać było wiele antykościelnych haseł, protestujący zakłócali też msze, a niektóre świątynie zostały pokryte plakatami lub graffiti. Co więcej, jeden z postulatów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet mówi o świeckości państwa i odsunięciu Kościoła od polityki.

Jednak Zuzanna Radzik, w swoim tekście na łamach "Tygodnika Powszechnego", oddała głos katoliczkom, które również nie popierają wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. 

- Protest ma swój bieg, swój charakter, swoją wymowę. Kościół twardo oficjalnie stoi po stronie świętowania tego wyroku. Nie ma katolickiego głosu, którym mówimy, że nie jesteśmy zadowolone z tego wyroku - mówiła dziennikarka w TOK FM. - Chciałam pokazać innym, że jest nas więcej. To nie jest tak, że ty jedna w zaciszu domowym masz poczucie jakiejś ambiwalencji, takiej bezdomności, bo to było słowo, które wielokrotnie padało - opowiadała. 

Dziennikarce udało się znaleźć wiele katoliczek, które myślą podobnie. Niektóre z nich deklarowały, że biorą udział w protestach. Inne - że nie zgadzają się z wyrokiem, ale na demonstracje nie chodzą. - Mówiły, że nie lubią demonstracji, nie lubią języka tego protestu albo że nie do końca wiedzą, za czym by protestowały. Przeciwko czemu by wiedziały - ale za czym nie do końca - mówiła Radzik. - To nie jest tylko rozterka katoliczek, bo od przyjaciela, który jest ateistą, też dostałam taką wiadomość. Nie do końca chciałby wyjść na ulice, bo nie do końca wie, w co się to wpisuje - dodała. 

- Ważne jest to, że one czują w sobie zderzenie tego, co mówi oficjalnie Kościół i tego, że one w swoim doświadczeniu, jako kobiety, często matki, wiedzą, że to jest bardzo skomplikowane - oceniła. 

Jedna z bohaterek tekstu Radzik opowiadała, że gdy była dzieckiem, w swoim kościele wciąż słyszała, że jest odpowiedzialna za uczucia i reakcje mężczyzn, np. jeśli nosi krótką spódniczkę, to ich prowokuje. - Teraz jeszcze nagle usłyszała, że nie może być odpowiedzialna za własne decyzje - mówiła dziennikarka.

- Wiele kobiet będzie chciało za wszelką cenę chronić życie, ale niekoniecznie stawiając siebie poniżej w tym zderzeniu wartości. Trzeba zrozumieć, gdzie ten konflikt się odbywa - dodała. 

- Problem z kontrolą polega na tym, że z jednej strony jest rząd i Kościół, które chcą kobiety kontrolować, a z drugiej strony jest kobieta, w której ciele wszystko się odbywa. Bezradność obu tych władz polega na tym, że to i tak kobieta rozstrzygnie, że oni nie mają nad tym do końca kontroli. Być może dlatego jest to tak dla nich frustrujące - podsumowała Radzik. 

DOSTĘP PREMIUM