Pandemiczny krajobraz przemocy domowej wobec dzieci. "Niektóre zginęły nam z systemu"

Państwo nie zbiera danych dotyczących przemocy domowej, a to co wiemy z akt sądowych i policyjnych nie pokazuje prawdy. Bo ta kryje się w liczbach ukrytych - mówiła w TOK FM Jolanta Zmarzlik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.
Zobacz wideo

Najnowsze badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wskazują, że w czasie pandemii (od połowy marca do końca czerwca) 27 proc. dzieci i młodzieży doświadczyło co najmniej jednej z 12 badanych form krzywdzenia (m.in. przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna, bycie świadkiem przemocy, przemoc rówieśnicza). Co dziesiąte dziecko (11 proc.) doświadczyło przemocy ze strony bliskiej osoby dorosłej. Tyle samo doświadczyło wykorzystywania seksualnego (10 proc.). Co ważne, 1 dziecko na 11 przyznało, że nie ma nikogo, kto mógłby zaoferować mu wsparcie w trudnej sytuacji. Badanie zostało przeprowadzone wśród dzieci i młodzieży w wieku 13-17 lat (N=500). Pełen raport z badania zostanie opublikowany 20 listopada.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Jolanta Zmarzlik, specjalistka ds. ochrony dzieci przed krzywdzeniem w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wskazywała, że przemoc domowa jest zjawiskiem trudnym do zbadania.

- Prawda kryje się w liczbach ukrytych, a nie w statystykach policyjnych, czy sądowych. Niewiele osób decyduje się na długą i wyboistą drogę prawną. Bo potrzebne są badania, obdukcje, niezbite dowody. Dla wielu wspomnienia są zbyt dramatyczne, by podejmować takie kroki. Zatem próbują same sobie jakoś zaradzić. Często przyjmują, że ta przemoc to "dar losu". Mówią: zdarzyło się mnie, widocznie na to zasłużyłam. Taka jest "uroda" przemocy domowej, że ofiary myślą o sobie jako o współwinnym -  opowiadała ekspertka.

Szczególnie to widać właśnie w przypadku dzieci. - Młodsze są przekonane, że to ich wina, że w domu dzieje się coś takiego. Nie sięgają po pomoc, bo uważają, że są niegrzeczne, odrażające i nie zasługują na to. Dopiero ktoś musi zobaczyć, ze dziecku dzieje się coś niedobrego - przyznawała gościni TOK FM. 

Państwo nie zdaje egzaminu

Zmarzlik przekonywała, że organizacje pozarządowe są niejako zostawione same sobie w kwestii pomocy osobom, które doznały przemocy w rodzinie. - W trakcie wiosennej fali pandemii okazało się, że jesteśmy jednym krajem, który nie gromadzi danych na ten temat. To co mamy, to są jedynie własne badania. Poza tym, nikt nie przyjął planu, że w związku z lockdownem wielu sprawców przemocy zostało uwięzionych z ofiarami w domach. Nikt nie pomyślał, że warto zmienić taktykę czy opracować inne sposoby pomocy. Żadne dodatkowe środki nie pojawiły się ze strony państwa - ubolewała Zmarzlik.

Wskazywała, że największe źródło wiedzy dla fundacji to telefon zaufania. A płyną z niego przerażające wnioski. - W czasie pandemii nie zawiesiliśmy działalności. Mieliśmy dwa razy więcej drastycznych zgłoszeń od dzieci, które miały myśli samobójcze, ale już podjęły do takiego kroku przygotowania. Podjęliśmy dwa razy więcej sytuacji interwencji ratujących życie. Tak było na początku pandemii - mówiła gościni TOK FM.

Opowiadała dalej, że w kolejnych miesiącach sytuacja się załagodziła, natomiast pokazuje to bezradność państwa i systemu. - W normalnym wymiarze przestali pracować kuratorzy sądowi czy pracownicy socjalni. Niektóre dzieci zginęły nam z systemu. Nie wiedzieliśmy o nich nic, jeśli same się nie zgłosiły. Współpracujemy z innymi organizacjami pomocowymi i lokalnie wytworzył się system komunikacji przez okno. Szło się na podwórko i wydzierało się, żeby wywołać dziecko, aby chociaż przez okno kiwnęło głową, że jest ok. To była taka praca chałupnicza, bo nie było żadnej systemowej narady - ubolewała ekspertka.

Dlatego Fundacja rozpoczyna kampanię społeczną "Pandemia przemocy", która ma zwrócić uwagę społeczeństwa na ten problem i zachęcić do reagowania i pomocy. Koncepcja kampanii nawiązuje do okresu pandemii, a towarzysząca jej seria plakatów przywołuje zasady, które w ostatnich miesiącach obowiązują w ramach bezpieczeństwa przed wirusem. Zasadom tym nadano jednak nowe znaczenie - w kampanii odnoszą się bezpośrednio do przemocy wobec dzieci i zwracają uwagę na szczególną potrzebę zadbania o najmłodszych (np. "Zakrywaj usta, ale nie milcz, gdy widzisz przemoc").

DOSTĘP PREMIUM