Ukradli jej wizerunek, żeby szydzić ze Strajku Kobiet. "Byłam przerażona"

Zdjęcie Aldony Zawady zaczęło krążyć po prawicowych fanpage'ach jako fotografia promująca fałszywą akcję "Ogól głowę, a nie nogi!". Pojawiały się pod nim dziesiątki agresywnych komentarzy. - Byłam przerażona - mówiła w TOK FM Aldona Zawada.
Zobacz wideo

Wszystko zaczęło się od ogłoszenia o akcji "Ogól głowę, a nie nogi!", którą miał organizować Strajk Kobiet. Informacja była oczywiście fałszywa, ale do "akcji" wykorzystano zdjęcie prawdziwej osoby - Aldony Zawady.

Młoda kobieta obcięła się na zero w czasie pandemii i opowiedziała o tym w "Wysokich Obcasach". W cyfrowym wydaniu pisma zilustrowano artykuł jej zdjęciem. Później ktoś zestawił je z fotografią nieogolonych nóg i dodał informację o rzekomej akcji Strajku Kobiet. Mało subtelny żart zaczął krążyć po prawicowych grupach, stronach i w mediach. 

Pod zdjęciem szybko pojawiły się obraźliwie i agresywne komentarze. Internauci pisali, że to "fajny pomysł, przynajmniej będzie widać, ile jest kretynek" albo zauważali, że "w czasie okupacji golono głowy kolaborantkom lub prostytutkom dającym Niemcom". - Zupełnie niczego nieświadoma obudziłam się rano i dostałam link od kolegi, który trafił na to zdjęcie. Zapytał, czy w ogóle wiem, o co chodzi. Przeżyłam absolutny szok - opowiadała w TOK FM Aldona Zawada. - Poczułam wstyd, że będę musiała się z tego tłumaczyć - dodała. 

Obrazek udostępniały kolejne osoby, także prawicowi dziennikarze i publicyści. Niektórzy dodawali swoje komentarze. "Żadna dbająca o siebie kobieta nie wpadłaby na tak debilny pomysł! Nie ma to jak skutecznie ośmieszać Strajk Kobiet" - napisała Ewa Zajączkowska, dziennikarka portalu wsensie.pl. - Fala nienawiści dotycząca tego, że mam ogolona głowę, rosła w siłę. Byłam przerażona - mówiła Zawada. 

Część komentarzy dotyczyła jej osoby, część ośmieszała Strajk Kobiet. Aldona Zawada postanowiła, że nie puści tego płazem. Najpierw skontaktowała się z Fundacją Cyberetyka, która wspiera ofiary cyberprzemocy. - Skorzystałam z pomocy prawnej i pomyślałam, że muszę doprowadzić do tego, żeby osoby odpowiedzialne za stworzenie tego fotomontażu poniosła konsekwencję - stwierdziła. - Na razie są zamieszczone przeprosiny, ale nie wszędzie - dodała. 

Twórców skandalicznego "ogłoszenia" nie udało się jeszcze odnaleźć. Za swój wpis przeprosiła, póki co Ewa Zajączkowska, zniknęło też kilka tweetów, w których udostępniano grafikę. Zawada podkreślała w TOK FM, jak ważne jest to, aby przypominać ludziom, że choć niektórzy są anonimowi w sieci, to ich komentarze mogą ranić. Teraz, jak stwierdziła, trudno będzie powstrzymać lawinę komentarzy i udostępnień jej zdjęcia. 

- Na razie udało mi się to zatrzymać w dwóch miejscach - opowiadała. - Natomiast liczba osób, które to zapisały, udostępniły dalej... Ja nie jestem w stanie tego policzyć, idzie to w setki, może nawet tysiące - mówiła. - To, coś, co, delikatnie mówiąc, wprowadza głęboki niepokój w moją codzienną egzystencję. Byliśmy w ostatnich dniach świadkami przemocy wobec osób na ulicach. Mam świadomość obrzydliwości tej sytuacji - dodała. 

Zdaniem gościni TOK FM, ktoś z "pełną świadomością" wykorzystał budzące wiele emocji wydarzenia ostatnich dni i wykorzystał je do stworzenia fake newsa. Apelowała do wszystkich, którzy padną ofiarą cyberprzemocy, żeby zgłaszały to odpowiednim organom. - Jeżeli nie wiesz, jak i komu, zapytaj organizacje, które pomagają ofiarom cyberprzestępstw, takie jak Fundacja Cyberetyka - radziła. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM