Rzeczniczka ratusza: Miasto nie mogło rozwiązać marszu. Był nielegalnym zgromadzeniem

Mimo że w Warszawie dochodziło do awantur, władze miaste były bezradne. Nie mogły rozwiązać zgromadzenia, które było nielegalne. - Dopełniliśmy wszelkich starań, żeby nie doszło do Marszu Niepodległości - mówiła w TOK FM rzeczniczka warszawskiego ratusza Karolina Gałecka.
Zobacz wideo

Marsz Niepodległości miał być zmotoryzowany, ale wbrew zapowiedziom organizatorów uczestniczy tłumnie przeszli pieszo przez Warszawę. Po drodze dochodziło do awantur, chuligani atakowali policję, która użyła gazu łzawiącego, do akcji ruszyły też armatki wodne. Uczestnicy marszu rzucali racami w okna mieszkań, z których jedno zaczęło płonąć. 

- Przede wszystkim pamiętajmy, że mamy do czynienia ze zgromadzeniem nielegalnym, w tym przypadku zapewnienie bezpieczeństwa leży po stronie policji - podkreśliła w TOK FM rzeczniczka ratusza Karolina Gałecka. - My, jako miasto, nie mamy kompetencji, żeby nielegalne zgromadzenie rozwiązać. Formalnie ono nie istnieje. Dopełniliśmy wszelkich starań, żeby nie doszło do Marszu Niepodległości - dodała. 

Jak wyjaśniła, nie chodziło o to, że miasto nie chciało organizować marszu, ale należy pamiętać, że "są przepisy, które urzędnicy są zobowiązani przestrzegać". - Wszyscy doskonale wiemy, ze jesteśmy w stanie epidemii, są jasne przepisy, że można gromadzić się maksymalnie w pięć osób. Ze swojej strony wysłaliśmy pismo do wojewody z prośbą o opinię - zaznaczyła. 

Rzeczniczka przypomniała, że Marsz Niepodległości został zgłoszony jako zgromadzenie cykliczne, rejestrowane przez wojewodę, ale zostało to zrobione kilka lat temu, gdy sytuacja epidemiczna była zupełnie inna. - Prezydent Trzaskowski zwrócił się z pismem do wojewody, wojewoda również wysłał pismo do inspekcji sanitarnej z prośbą o opinię i otrzymał opinię negatywną, tak samo jak miasto - powiedziała Gałecka. 

- W tej sytuacji, kiedy mamy dwie negatywne opinie inspekcji sanitarnej, kiedy mamy przepisy administracji rządowej, które jasno wskazują, w jaki sposób można się gromadzić, prezydent Rafał Trzaskowski zakazał marszu, bo tak stanowią przepisy, nie miał innej możliwości - podkreśliła. - Sąd apelacyjny podtrzymał stanowisko prezydenta, bo organizator Marszu Niepodległości się odwołał, ale smutne jest to, że pomimo wyroku Sądu Apelacyjnego, organizator robi sobie za nic wyrok sądu - dodała. 

Przyznała, że trudno w tej chwili oszacować, jakie straty poniosło miasto. Zaznaczyła, że doszło do próby podpalenia drzwi jednego z biur urzędu miasta, spłonęło też mieszkanie prywatne. - Straty będą dotyczyły nie tylko infrastruktury miejskiej, ale również mieszkań prywatnych - podkreśliła. - Nie powinniśmy w ten sposób świętować - podsumowała. 

DOSTĘP PREMIUM