Mieszkanie, które podpalili narodowcy, zawierało cenne zbiory. Mieszkańcy kamienicy są przerażeni

Uczestnicy Marszu Niepodległości podpalili racą mieszkanie przy ulicy 3 Maja w Warszawie. Robert Bąkiewicz starał się zbagatelizować zajście "Był to prawdopodobnie pustostan" - napisał na Twitterze. Okazuje się jednak, że mieszkanie nie tylko nie stało puste, ale mieściło cenne zbiory, które udało się uratować od ognia.

Pożar mieszkania przy ulicy 3 Maja widać na nagraniach udostępnianych w social mediach przez świadków. "Nie gaś tego. Niech płonie ta k***a" - słychać na jednym z nich.

Na innym filmie wyraźnie widać, że mieszkanie zajęło się od racy, którą ktoś celowo rzucił w okno. Prawdopodobnie celował dwa piętra wyżej - w okno, gdzie wisiał symbol Strajku Kobiet oraz tęczowa flaga.

Tłumaczenia organizatorów marszu były absurdalne. 

- Jeśli chodzi o pożar mieszkania to my, mówię tu o sobie, o prezesie stowarzyszeniu Marszu Niepodległości Robercie Bąkiewiczu, byliśmy w tym momencie na tamtym odcinku mostu i widzieliśmy rzucających race w kierunku balkonów. Widzieliśmy też, że dwa balkony obok stała ustawiona kamera, a operator też był ubrany na czarno, więc też jesteśmy przekonani, że to była prowokacja w wywołanie jakichś napięć, także ideologicznych - mówił rzecznik stowarzyszenia Marsz Niepodległości Damian Kita.

"Palące się mieszkanie było najprawdopodobniej pustostanem, nad którym wisiały emblematy ze strajku kobiet. Na Stadionie Narodowym na własne oczy widziałem, jak policja prowokowała do konfrontacji z kibicami" - napisał z kolei Robert Bąkiewicz na Twitterze.

Mieszkanie faktycznie w chwili podpalenia było puste. Znajdowały się w nim jednak cenne zbiory należące do właściciela lokalu Stefana Okołowicza. 

Dziennikarzom "Super Expressu" udało się z nim porozmawiać. "Straty, które poniósł pan Stanisław są bardzo duże. W ogniu stanęły zabytkowe drewniane ramy w oknie balkonowym mieszkania. W pracowni znajdują cenne fotografie, a także reprodukcje obrazów Witkacego. Przerażony pan Stefan wpadł do pracowni zaraz po ataku, by ocenić straty. Jak powiedział tylko nam jest załamany tym co się stało" - czytamy na stronie internetowej dziennika.

Jak podaje "SE", Stefan Okołowicz oczekuje teraz przeprosin od organizatorów Marszu Niepodległości. Większych strat udało się uniknąć tylko dzięki szybkiej akcji straży pożarnej.

Mieszkańcy kamienicy przy 3 Maja są jednak przerażeni całym zajściem. "- W tej kamienicy mieszkają głównie starsi ludzie. Wiem, bo mieszka tu też moja mama. Jak tylko usłyszałam, co się stało, od razu tu przyjechałam, bo na pewno strasznie się boi - mówi kobieta po 40., która z nastoletnim synem i młodszą córką zmierza w stronę jednej z klatek schodowych. – Zabierzemy mamę na spacer, gdzieś z dala od tych wrzasków – dodaje kobieta" - czytamy w relacji "Gazety Wyborczej".

DOSTĘP PREMIUM