Szef warszawskiej policji o Marszu Niepodległości: "Realne zagrożenie dla życia policjantów"

Środowy Marsz Niepodległości upłynął pod znakiem awantur, starć z policją, obrzucania funkcjonariuszy racami. Jeden policjant został ciężko ranny. "Wydarzenia te należy określić jako realne zagrożenie dla życia i zdrowia policjantów" - pisze w oświadczeniu Komendant Stołeczny Policji.
Zobacz wideo

Podczas wczorajszego Marszu Niepodległości w Warszawie doszło do zamieszek i starć z policją, chuligani rzucali w funkcjonariuszy kamieniami, petardami i racami, spłonęło też prywatne mieszkanie, do którego wrzucono racę. Wczorajsze wydarzenia skomentował Komendant Stołeczny Policji. "Z całą pewnością Święto Niepodległości jest wyjątkowym dniem dla każdego z nas. Dlatego też od wczesnych godzin porannych na ulicach Warszawy dbaliśmy o bezpieczeństwo każdej z osób, które chciały świętować. Świętowanie to było jednak utrudnione z powodu pandemii" - pisze w oświadczeniu nadinspektor Paweł Dobrodziej. 

Szef stołecznej policji ocenia, że "wśród osób, które wyszły na ulicę, znaleźli się także chuligani, którzy to świętowanie zniszczyli". "Najbardziej dramatyczne były wydarzenia w okolicach Ronda de Gaulle'a. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z brutalną agresją, która była ukierunkowana zarówno na mienie, jak i na policjantów. Przy tego typu działaniu niezbędne jest zdecydowanie" - czytamy w oświadczeniu. 

Dlatego, jak tłumaczy Dobrodziej, do akcji wkroczyły pododdziały zwarte oraz nieumundurowani policjanci. "Wydarzenia te należy określić jako realne zagrożenie dla życia i zdrowia policjantów. W okolicach ronda obrażeń twarzoczaszki, pęknięcia oczodołu oraz urazu mięśnia lewego oka doznał jeden z interweniujący policjantów, który nadal przebywa w szpitalu. Nie może zatem dziwić, że w indywidualnych przypadkach policjanci użyli także broni gładkolufowej" - stwierdził komendant. 

 "Należy jednak podkreślić, że celem działań policjantów w pododdziałach zwartych jest przywrócenie ładu i porządku. W centrum wydarzeń oprócz nas zawsze są dziennikarze, z którymi współpracujmy, zapewniając im również bezpieczeństwo" - zaznaczył. Jak pisze dalej, w trakcie dynamicznych działań, gdy dochodzi do aktów chuligańskich, może dojść do sytuacji, gdy obrażeń doznają osoby postronne. "Dlatego tak ważne jest, by miejsce naszych działań opuścić, z uwagi na swoje własne bezpieczeństwo" - podkreślił. 

Komendant przyznaje, że "bardzo poważnie" wyglądają obrażenia, których doznał jeden z fotoreporterów. Chodzi tu o Tomasza Gutrego, który został postrzelony gumową kulą.  "Po ludzku jest mi bardzo przykro. Liczę na szybki powrót do zdrowia Pana Tomasza. Wyjaśnimy dokładnie okoliczności tej sytuacji. Tak samo, jak wyjaśnimy każdą inną wątpliwość. Dlatego już wydałem polecanie, by sprawą tą zajął się Wydział Kontroli. Już teraz mogę jednak zapewnić, że broń gładkolufowa była użyta wobec chuliganów, a tu mieliśmy do czynienia z nieszczęśliwym wypadkiem" - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM