RPO pyta policję o przemoc wobec dziennikarzy na Marszu Niepodległości

Rzecznik Praw Obywatelskich w liście do komendanta stołecznego policji pyta o przyczyny stosowania przez funkcjonariuszy przemocy fizycznej wobec dziennikarzy podczas Marszu Niepodległości w Warszawie. Według rzecznika, działania te budzą wątpliwości z punktu widzenia wolności słowa.
Zobacz wideo

Rzecznik zwrócił się też o informację, jakie działania zostały podjęte w celu wyjaśnienia przyczyn zastosowania przemocy fizycznej wobec dziennikarzy i zapobieżenia takim sytuacjom w przyszłości.

Jak wskazano w liście do KSP, chodzi o pobicie przez policję dziennikarzy relacjonujących marsz, zastosowanie wobec nich środków przymusu bezpośredniego i zranienie jednego z nich w twarz.

W ocenie Rzecznika do szczególnie bulwersujących sytuacji doszło w okolicach dworca PKP Warszawa-Stadion. RPO podkreślił, że wobec znajdujących się na miejscu dziennikarzy zastosowano gaz łzawiący, pałki służbowe i granaty hukowe. "Działo się tak, mimo że dziennikarze mieli na sobie kamizelki z napisem PRESS oraz informowali funkcjonariuszy, że są na miejscu w celach służbowych. Wielu z dziennikarzy odniosło obrażenia w wyniku działań policji. Przykładem jest fotoreporter "Tygodnika Solidarność" Tomasz Gutry, trafiony gumową kulą w okolicach ronda de Gaulle'a" - zwrócił uwagę Rzecznik.

- Pocisk, który mnie ranił miał długość 7 centymetrów. Wszedł na taką głębokość, że mam złamane kości i założono mi płytkę tytanową - relacjonował w czwartek raniony przez policjantów podczas środowego Marszu Niepodległości fotoreporter "Tygodnika Solidarność" Tomasz Gutry.  - Kiedy policja wkroczyła to ludzie, jak zwykle w panice uciekli. Ja jeszcze trochę stałem, 10 metrów od policjantów i w pewnym momencie nikogo już nie było. Jeden z policjantów strzelił do mnie. On stał w szeregu z innymi - przebieg zdarzenia Gutry opisał w rozmowie z PAP. Wedle jego relacji nikt z policji do niego nie podszedł, jakaś dziewczyna pomogła mu dotrzeć do pogotowia przy rondzie de Gaulle'a, karetka zabrała go do szpitala przy ul. Szaserów. 

Relację z tego Marszu Niepodległości napisała też Renata Kim, dziennikarka "Newsweeka". "Na błoniach wokół Stadionu Narodowego czekała już policja. Z megafonów monotonnie powtarzany był komunikat wzywający dziennikarzy, posłów i senatorów oraz kobiety w ciąży, by opuściły teren." - napisała. Dziennikarze terenu nie opuścili, ruszyli za policją na stację metra Stadion. Tam policjanci najpierw wyłapywali uciekających uczestników zamieszek, a potem zawrócili i przyparli do barierki tych, którzy wszystko obserwowali i robili zdjęcia. "Nie pomogło to, że krzyczeliśmy, że jesteśmy z prasy, zaczęli nas pałować. Miałam na sobie niebieską kamizelkę z napisem PRESS, podniosłam do góry ręce i krzyczałam, że jestem tu służbowo, ale policjanci, teraz już naprawdę rozwścieczeni, bili nas pałkami. Mnie po nerkach, ale fotoreporter Adam Tuchliński oberwał po głowie i został zrzucony ze schodów." - pisze dalej Kim. Dziennikarka opisuje też jak non-stop na trasie marszu, jego uczestnicy krzyczeli „Zawsze i wszędzie policja jebana będzie”. Sama zaś dziennikarka ma obolałą po obiciu nerkę i rękę poparzoną gazem

Zdaniem rzecznika, działania policji budzą ogromne wątpliwości z punktu widzenia wolności słowa i bardzo negatywnie wpływają na zaufanie obywateli do policji jako formacji powołanej do zapewniania bezpieczeństwa.

RPO podkreślił, że konieczne jest poszanowanie istotnej roli dziennikarzy w relacjonowaniu wydarzeń publicznych, "którzy powinni wykonywać swoją pracę w bezpiecznych warunkach, w sposób wolny od ataków fizycznych i werbalnych". "Bardzo ważne jest, aby bezpieczeństwo relacjonowania demonstracji przez dziennikarzy oraz swoboda wykonywania przez nich zadań zawodowych były respektowane zarówno przez służby policyjne zabezpieczające dane wydarzenie, jak i przez jego uczestników. (...) Rolą organów państwa w urzeczywistnianiu wolności prasy jest natomiast zapobieganie przemocy i zapewnienie bezpiecznego otoczenia dla dziennikarzy, aby umożliwić im wykonywanie ich pracy w sposób niezależny, bez niestosownych ingerencji i bez obawy, że staną się ofiarami przemocy, prześladowania, czy retorsji" - podkreślił Rzecznik.

Według RPO prawo do relacjonowania demonstracji przysługuje dziennikarzom niezależnie od tego, czy zgromadzenia mają legalny charakter, czy pokojowy przebieg. Jak dodał, nielegalna demonstracja, czy agresywny przebieg zgromadzenia, mogą tym bardziej uzasadniać dostęp mediów do tego wydarzenia.

Zdaniem Rzecznika fakt, że demonstracja ma nielegalny charakter i agresywny przebieg, zwiększa ryzyko konieczności zastosowania środków przymusu wobec protestujących. "A to tym bardziej uzasadnia potrzebę zapewnienia mediom swobodnego dostępu do demonstracji oraz możliwości nagrywania wydarzenia wraz z interwencją policji" - wskazał RPO.

DOSTĘP PREMIUM