Półtora roku minęło, a rządowa komisja pracy nie zaczęła. Tylko ks. Isakowicz-Zaleski chce przesłać kilkanaście spraw dot. pedofilii

Pierwszy film braci Sekielskich sprawił, że premier Mateusz Morawiecki zapowiedział powstanie komisji. Kiedy pojawił się drugi, do komisji powołano pierwszego członka. Co jeszcze udało się komisji zrobić? Przez ponad półtora roku - prócz tego, że zdążyła powstać - zdołała ustalić pensje członków, a także ogłosić kilka przetargów. Na rozpoczęcie pracy merytorycznej cały czas czekamy.
Zobacz wideo

Gdy bracia Sekielscy wypuścili pierwszy film o pedofilii w Kościele, premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że powstanie państwowa komisja, która zajmie się sprawami pedofilii. Nie tylko wśród duchownych, ale w każdym środowisku. Po trzech miesiącach pojawiła się ustawa, która ustanawiała powstanie takiej komisji. Ale pierwszego jej członka powołano po kolejnych dziewięciu miesiącach, gdy bracia Sekielscy opublikowali drugi film.

- Żartobliwie mówiłem, że ta komisja powinna nosić imię braci Sekielskich - śmieje się w rozmowie z TOK FM ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Sejm kandydaturę duchownego na członka komisji odrzucił, choć ksiądz sprawami ofiar pedofilii w Kościele zajmuje się od lat.

Łącznie od pierwszej zapowiedzi premiera, że komisja powstanie, do pierwszego posiedzenia komisji minęło ponad półtora roku. Liczba podjętych spraw? Zero. Ponieważ tak naprawdę komisja działać nie zaczęła. Chociaż ma członków, którym ustalono już pensje, ogłosiła także kilka przetargów, a rozpoczęcie działalności zapowiadane jest od miesięcy. Znów zrobiło się o niej głośno, gdy ukazał się dokument "Don Stanislao" o kard. Stanisławie Dziwiszu, a Watykan wydał raport o kardynale McCarricku.

Tysiące, żeby zacząć działać. Miliony, żeby urząd utrzymać

Bilans działalności państwowej komisji zacząć trzeba od wydatków, bo właściwie tylko to da się policzyć. Pieniędzy ma mieć niemało, bowiem na początku mówiło się o 12 milionach rocznego budżetu, później jednak o ośmiu mln, a ostatecznie o pięciu mln na rok 2020. Na stronie można odnaleźć informacje o przetargach. I tak na telefony komisja wyda prawie 90 tys. złotych, a na usługi pocztowe 290 tys. złotych. Wkrótce kupi też komputery za 135 tys. i zamówi setki rodzajów artykułów biurowych. 

Rozporządzeniem premiera ustalono też stanowiska w urzędzie, a wraz z nimi listę płac, które sięgają nawet 11 tys. złotych. Na takie uposażenie zasadnicze (maksymalnie) może liczyć dyrektor generalny, dyrektor i radca prawny. Na niższych stanowiskach pracownicy także nie powinni narzekać na pensje. Podstawowe wynagrodzenie urzędowego kierowcy może wynieść nawet ponad siedem tys. złotych, a informatyka osiem tys. złotych. Do tego oczywiście przewidziano różnego rodzaju dodatki.

Powołanie komisji to dobry pomysł. Ale ten pomysł ma słabe punkty

Wszyscy jednak czekają, aż w pełni wyposażona komisja zajmie się pierwszą sprawą dotyczącą pedofilii. Zdaniem księdza Isakowicza-Zaleskiego członkowie komisji muszą być gotowi na miesiące ciężkiej pracy. - Komisja zostanie zasypana wnioskami, w tej chwili bardzo dużo środowisk czeka na to, żeby przekazać informacje. Również ja posiadam wiele listów i też czekam na to, aż będzie opublikowany adres. Komisja naprawdę będzie miała co robić - mówi w rozmowie z TOK FM. - Będzie część wniosków, która dotyczy duchownych, ale to nie jest komisja tylko do rozpatrywania tych spraw - zaznacza. 

Ks. Isakowicz-Zaleski chce zawiadomić komisję o przynajmniej kilkunastu sprawach, z których wszystkie dotyczą duchownych. - Zajmowałem się na przykład sprawą duchownego z diecezji tarnowskiej, który molestował kilkanaście osób. Chodzi o małych chłopców, którzy dzisiaj są dorosłymi mężczyznami. Byłem zdumiony, ile osób zgłosiło się z powodu tego jednego sprawcy. Może być tak, że sprawców nie będzie aż tak wielu, ale ofiar bardzo dużo - przyznaje.

- Uważam, że powołanie komisji jako takiej to rzecz pozytywna - mówi ksiądz. Dodaje jednak od razu, że ma wobec niej poważne zastrzeżenia. - Komisja powinna o wiele szerzej spojrzeć na problem, nie tylko na molestowanie dzieci do 15. roku życia - podkreśla. - Nie może być tak, że ktoś przekracza 15. rok życia i już nie jest ofiarą. Mam taki przypadek, chodzi o molestowanie na obozie harcerskim, gdzie ofiara miała 15 lat i parę miesięcy. Kiedy zwróciła się do prokuratury, to po aptekarsku wyliczono, ile miała lat w chwili molestowania - opowiada. Oczywiście w związku z wiekiem poszkodowanego śledczy nie zajęli się sprawą.

Największa słabość nowej komisji? Zdaniem Isakowicza-Zaleskiego to przede wszystkim jej bardzo duże upolitycznienie. Choć formalnie powinna być niezależna, bo tak stanowi ustawa. - Kandydaci to na pewno ludzie uczciwi, niektórych znam, mam o nich dobre zdanie. Natomiast są wskazywani przez środowiska polityczne. Pozostaje pytanie, na ile będą niezależni. Czy politycy będą ingerować w sprawy? - zastanawia się nasz rozmówca. 

- Dużo będzie od nich zależało: czy obronią swoją niezależność, czy nie. Nie mam cienia wątpliwości, że będą naciski - dodaje ksiądz. I chwali rozwiązania obowiązujące we Francji. - Komisja zajmuje się tam wyłącznie pedofilią kościelną, ale szeroko rozumianą, czyli do 18. roku życia, ale także sprawami bezbronnych dorosłych, czyli klerykami i siostrami zakonnymi - wyjaśnia. Ks. Isakowicz-Zaleski podkreśla, że francuska komisja, choć powołana przez biskupów, składa się wyłącznie z osób świeckich. Są wśród nich odpowiedni fachowcy, ale też wierzący różnych wyznań, agnostycy i ateiści. 

Kiedy komisja zacznie działać? "Trwają bardzo intensywne prace"

Na czele "naszej" komisji stoi Błażej Kmieciak, którego rekomendował Rzecznik Praw Dziecka. Mikołaj Pawlak zachwalał, że jego kandydat to "bezkompromisowy ekspert", dzięki któremu "każdy sprawca, któremu dotąd udawało się uniknąć sprawiedliwości, odpowie za swoje czyny". - Nie będzie taryfy ulgowej dla żadnej osoby, dla żadnego środowiska. Pedofilia to zbrodnia, którą trzeba wypalić rozgrzanym żelazem - stwierdził wówczas Mikołaj Pawlak. Powoływał się jednocześnie na słowa Jana Pawła II, który mówił o dziecku jako "najpiękniejszym darze".

- Moim celem jest naprawienie zła, które nigdy nie powinno się zdarzyć. Zła w najpodlejszym wydaniu. Zła, które pozostawiło u każdego skrzywdzonego dziecka ślad do końca jego życia. Dlatego każdy, kto takie zło czynił, musi za to odpowiedzieć. I zrobię wszystko, aby tej misji sprostać - mówił wtedy sam Kmieciak, któremu media szybko wytknęły powiązania z Ordo Iuris.

Kiedy komisja zacznie pracować? Próbowaliśmy zapytać o to przewodniczącego - i dowiedzieliśmy się, że jego kalendarz jest obecnie bardzo napięty. 

"Zarówno w samej Komisji, jak i w Urzędzie Komisji trwają bardzo intensywne prace związane z planowanym w najbliższych dniach uruchomieniem pełnych działań dedykowanych osobom poszkodowanym w wyniku przestępstwa pedofilii" - napisał nam Błażej Kmieciak.

I choć zadeklarował chęć rozmowy, to dogodnego terminu nie udało się ustalić. 

Warto przypomnieć, że początkowo pierwszy raport komisji miał powstać do września 2020 roku. Później termin ten przesunięto na rok od powołania członków komisji - do lipca 2021 roku, czyli ponad dwa lata od zapowiedzi premiera, że komisja powstanie.

DOSTĘP PREMIUM