Ksiądz w szpitalu na etacie. "A z ustawy wcale nie wynika konieczność zatrudnienia, wręcz przeciwnie"

- Nie ma pieniędzy na psychologów czy psychoterapeutów w szpitalach, a są pieniądze na to, żeby duchowny jednej konkretnej religii miał tam etat. Dochodzi do groteskowej deformacji interpretacji prawa - mówiła w TOK FM Agata Diduszko-Zyglewska.
Zobacz wideo

Agata Diduszko-Zyglewska jest działaczką społeczną, dziennikarką i warszawską radną, znaną m.in. z tego, że współtworzy i prowadzi "Mapę kościelnej pedofilii i przemocy seksualnej w Polsce". W środowym wydaniu audycji "A teraz na poważnie" mówiła jednak o innej kwestii, choć też związanej z Kościołem. Chodzi o zatrudnianie księży katolickich w szpitalach. 

- To jest sprawa, którą zajmuję się od dłuższego czasu. Ostatnio bardziej intensywnie, bo COVID wzmocnił dramatyczność tego zjawiska - powiedziała dziennikarka. Jak dodała, składała w tej sprawie interpelacje do władz Warszawy i z uzyskanych odpowiedzi wynika, że księża są zatrudniani na etatach w szpitalach na podstawie Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. - Chodzi dokładnie o rozdział dziesiąty, który mówi o prawie pacjenta do opieki duszpasterskiej. Przeczytałam dokładnie te dokumenty i z nich nie wynika konieczność zatrudniania księży katolickich na etatach, wręcz przeciwnie - dziwiła się radna w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Jak opisywała Diduszko-Zyglewska, wspomniana ustawa wskazuje, że "w razie pogorszenia zdrowia lub trudnej sytuacji każdy pacjent szpitala lub placówki, gdzie się przebywa na stałe, ma prawo do kontaktu z duchownym jego wyznania i że szpital w razie konieczności musi pokryć koszty". - Kontakt ten ma nastąpić tylko na życzenie pacjenta i to ma być duchowny jego wyznania. Mamy w Polsce ludzi wyznających różne religie lub niewyznających żadne - podkreślała dziennikarka.

Jej zdaniem, najprostszym i "sensownym ekonomicznie" rozwiązaniem byłaby tablica informacyjna z telefonami do duchownych kilku wyznań. Wtedy, na życzenie pacjenta, pielęgniarka wykonywałaby telefon do duchownego, który przychodziłby do szpitala i odbywał konkretną rozmowę.

- I za takie spotkanie ewentualnie szpital ponosiłby koszt. To [stawki - red.] powinno być rozwiązane na poziomie organizatora, czyli na przykład miasta, jeśli mówimy o szpitalach miejskich. (...) Aczkolwiek tu też mam wątpliwości, bo opieka duszpasterska to jest główna czynność, którą w ramach swojej pracy dla danego Kościoła wykonują duchowni - przyznała radna.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Ile szpitali w Polsce zatrudnia księży na etatach? Tego - jak mówiła Diduszko-Zyglewska - dokładnie nie wiadomo, ponieważ nie ma precyzyjnych ewidencji w tej sprawie. - Natomiast KAI [Katolicka Agencja Informacyjna - red.] mówi, że w większości z 600 szpitali w Polsce są oni zatrudnieni i  w większości z nich właśnie tylko katoliccy - powiedziała.

W rozmowie z Mikołaje Lizutem, radna nie kryła zdziwienia, dlaczego w wielu szpitalach nie ma pieniędzy na opiekę psychologa czy psychoterapeuty, "a są pieniądze na to, żeby duchowny jednej konkretnej religii miał tam etat".

Diduszko-Zyglewska wskazała też, że w internecie można znaleźć mnóstwo relacji pacjentek, które opisują, jak takie wizyty duchownych wyglądają. - Wiemy, że ci księża chodzą po szpitalach, że nawet nieproszeni i niewzywani przez żadnego pacjenta wchodzą do sal, zachowują się jak akwizytorzy, którzy nagabują, oferując swoje usługi i nierzadko robią to w sposób, który jest dla osób chorych bardzo trudny - mówiła.

- Opisywałam w swoich tekstach sytuację pani, której dziecko urodziło się za wcześnie i nie wiadomo było, czy w ogóle przeżyje. I ksiądz ją nagabywał, mówiąc jej rzeczy, które dla niej były potworne i nie miały nic wspólnego z tym, co powinna usłyszeć osoba w takiej sytuacji. To jest groteska, która nie ma nic wspólnego z realnym pomaganiem pacjentom i nie ma nic wspólnego z tym, co powinno dziać się w szpitalu - dodała.

Zdaniem Diduszko-Zyglewskiej, tego typu sytuacje można uznać za łamanie praw pacjenta, na przykład do intymności i godności, które także są zapisane w ustawie. - Nie powinien i nie może ktoś, kto nie jest personelem medycznym, chodzić i zbliżać się do pacjentek - przekonywała.

Radna wskazała też, że w odpowiedziach, które otrzymywała od władz Warszawy zwracano uwagę, że do Rzecznika Praw Pacjenta czy dyrektorów poszczególnych szpitali nie spływają skargi na podnoszone przez nią sprawy. Diduszko-Zyglewska przekonywała, że wiele osób nie chce takich formalnych skarg składać w obawie, że - jako pacjenci - będą traktowani gorzej lub spotkają się z jakimiś nieprzyjemnościami. 

- Ja namawiam wszystkie kobiety, które do mnie piszą, żeby jednak decydowały się na te formalne kroki nawet po wyjściu ze szpitala. To nie chodzi o to, żeby zachowywać się wobec kogoś nieprzyjemnie, ale żeby dać jakąś odpowiedź dyrekcji szpitala - powiedziała radna.

DOSTĘP PREMIUM