Gazem pieprzowym w demonstrujących w Warszawie. Po akcji policji poszkodowane m.in. Biejat, Lempart i Suchanow

Liderki Strajku Kobiet, Marta Lempart i Klementyna Suchanow, zostały potraktowane gazem pieprzowym. Policja użyła gazu wobec demonstrujących w stolicy na placu Powstańców Warszawy.
Zobacz wideo

Środowy protest przeciwko zaostrzaniu prawa aborcyjnego rozpoczął się w Warszawie od godz. 18. Po godz. 20 protestujący zgromadzili się pod siedzibą TVP. Dostęp do gmachu zablokowała policja.

Demonstrantów na placu Powstańców Warszawy otoczył kordon policjantów, a za nim ustawili się funkcjonariusze w białych kaskach. Funkcjonariusze użyli wobec protestujących gazu pieprzowego po próbie przerwania kordonu. Trafiona została m.in. aktywistka Strajku Kobiet Marta Lempart, której pomocy udzielali następnie ratownicy medyczni.

Zdjęcia pokazują, że również Klementyna Suchanow potrzebowała pomocy medycznej. - Są tutaj [na placu Powstańców - red.] bojówki, wyskoczyli z pałami metalowymi na ludzi, zaczęli bić, kogoś wyciągać z tłumu. Policja stała, biernie się przypatrując albo odwracając wzrok, potem zaczęli psikać gazem, właśnie dostałam od nich w oczy. Straciłam wzrok, szczypie mnie wszystko, nie wiem nawet, co się dzieje dookoła mnie - mówiła Suchanow w TVN24.

Partia Razem na Twitterze napisała, że posłanka Lewicy Magdalena Biejat również "dostała gazem po oczach".

Podobnie na Facebooku "Codziennika Feministycznego" pojawiła się informacja, że gaz dostał się również do oczu naczelnej tego tytułu, Kamili Kuryło.

Przed godziną 23 relację live wciąż nadawała posłanka Joanna Schoering-Wielgus. Na jej profilu na Facebooku kilka tysięcy ludzi oglądało, jak policja spisuje kolejnych protestujących. Posłanka, podobnie jak liderki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet apelowały, by nie przyjmować od mundurowych żadnych mandatów. - W zależności od tego, w którym miejscu placu jesteśmy, policja mówi co innego - mówiła posłanka, która z bliska obserwowała rozmowy policjantów z demonstrantami. 

Policja zablokowała dostęp do placu ze wszystkich stron. Protestujący wznoszą okrzyki: "Puśćcie nas do domu". Do otoczonych protestujących kierowany jest przez megafony komunikat z informacją o tym, że zostaną wylegitymowani, a następni zwolnieni.

- Dwie moje koleżanki uciekły z tego kotła po drabinie przez bramę przy ulicy Wareckiej. Mieszkańcy kamienicy podstawili drabinę i pomagali dziewczynom przechodzić, a potem "kierowali ruchem" - mówili, gdzie iść i którędy, żeby stamtąd zwiać. Były wśród nich starsze panie. Jak za okupacji - donosi dziennikarka TOK FM Anna Wacławik-Orpik.

Ogólnopolski Strajk Kobiet podał, że policja zatrzymała co najmniej 13 osób. Część demonstrantów po proteście udała się pod komendę na ulicy Wilczej, aby okazać solidarność z zatrzymanymi. 

DOSTĘP PREMIUM