Politycy ozdrowieńcy opowiadają, jak oddawali osocze. "Kolega się dusił, widać było, że to bardzo pomogło"

Nie tylko Andrzej Duda oddał osocze, bo wcześniej zrobili to inni politycy-ozdrowieńcy. Robert Telus (PiS) oddał osocze koledze, którego stan poprawił się niemal natychmiast, dawcą został również Artur Dunin (KO), który nie szczędzi jednak słów krytyki. - Ludzie chcą oddać osocze, ale brakuje miejsca, żeby to zrobić - oburza się.
Zobacz wideo

Naukowcy udowadniają, że leczenie osoczem ozdrowieńców może być w wielu przypadkach skuteczną terapią, jednak stacje krwiodawstwa wciąż alarmują, że mają go za mało. Zazwyczaj to, które zostanie pobrane, niemal natychmiast wysyłane jest do szpitali, gdzie dostają je ciężko chorzy na COVID-19. O oddawanie osocza apelują więc nie tylko bliscy chorych i lekarze, ale też politycy, w tym prezydent Andrzej Duda. 

Potencjalnych dawców osocza jest w Polsce wielu, ponieważ liczba ozdrowieńców wzrosła ostatnio do prawie 440 tysięcy. Muszą oni jednak spełnić szereg wymagań związanych z wiekiem, stanem zdrowia czy ilością wytworzonych przeciwciał, żeby ich osocze mogło zostać podane chorym. Sprawdziliśmy, czy ozdrowieńcy spośród polityków dali przykład swoim wyborcom, czyli albo oddali osocze, albo chociaż próbowali. 

Dawcy są, ale miejsc brakuje? Senator Dunin: Nie zadbano, aby to przygotować

Jednym z parlamentarnych ozdrowieńców jest Artur Dunin, senator Koalicji Obywatelskiej, który koronawirusem zakaził się jeszcze w sierpniu. Sam przyznał, że był "mądry po szkodzie", bo podczas posiedzenia jednej z komisji zdjął maseczkę. Później szybko się jednak zrehabilitował. - Zanim pan prezydent, razem z panem premierem, się obudzili, ja już byłem po trzech oddaniach osocza - mówi w rozmowie z TOK FM. - Więcej nie mogę oddać, ponieważ zdrowie nie pozwala. Ale jeżeli zostanę dopuszczony, żeby oddać po raz czwarty, uczynię to - zapowiada. 

Senator nie szczędzi jednak słów krytyki pod adresem rządu. Ocenia, że przez ostatnie miesiące nie zrobiono nic, aby umożliwić ozdrowieńcom oddawanie osocza w takiej ilości, w jakiej jest ono potrzebne. Sam apel prezydenta uważa za puste słowa. - Nie zadbano o to, aby przygotować stacje krwiodawstwa, zwiększyć liczbę miejsc do oddawania osocza - ocenia. - Sam oddawałem osocze w Łodzi, gdzie są cztery stanowiska. Ludzie chcą oddać osocze, ale brakuje miejsca, żeby to zrobić - oburza się. I dodaje, że dla niego oddanie osocza było "naturalną rzeczą". 

Poseł PiS oddał osocze koledze. "Potem miał pierwszą noc, którą mógł przespać"

U kolejnego ozdrowieńca, posła PiS Roberta Telusa, zakażenie wykryto w połowie września. Jak sam wtedy przyznał, początkowo ciężko przechodził COVID-19. Dzisiaj mówi, że odkąd został uznany za ozdrowieńca, osocze oddał już trzy razy. - Jestem wielkim fanem akcji, która namawia do oddawania osocza. Moje dostało już dziewięć osób - mówi w rozmowie z TOK FM.

- Jeden z moich kolegów potrzebował osocza. Okazało się, że mamy tę samą grupę krwi, więc oddałem osocze dla niego - opowiada poseł. - W momencie, gdy podawali mu osocze, od razu poprawiła się saturacja krwi. Było wyraźnie widać, jak bardzo to pomaga. Po otrzymaniu osocza miał pierwszą noc, którą przespał, bo wcześniej się dusił - mówi. I zapewnia, że jeżeli zostanie dopuszczony, to swoje osocze odda po raz czwarty.

Z kolei u Krzysztofa Śmiszka z Lewicy zakażenie potwierdzono na początku października. Poseł apelował wówczas, żeby nie wierzyć koronasceptykom, ale uspokajał, że zakażenie ma u niego łagodny przebieg. - Zamierzam udać się do stacji i swojego osocze zaoferować, ale nie mogę zagwarantować, że stacja mnie zakwalifikuje - mówi poseł. - Trzeba pamiętać, że sama dobra wola może nie wystarczyć - dodaje.

- Procedura przebiegła bardzo sprawnie. Jest specjalny numer telefonu, zaproszono mnie wtedy, kiedy mi to odpowiada. Ale być może w Warszawie wygląda to inaczej, niż w pozostałych miastach - zaznacza. - Docierają do mnie informacje, że mamy dużo ludzi dobrej woli, którzy chcą pomagać innym, ale ta dobra energia społeczna jest w części marnowana przez brak sprzętu - zauważa. Zdaniem posła Lewicy, to pokazuje, że społeczeństwo "jest skłonne sobie pomagać, ale często to państwo nie daje rady. 

Jerzy Polaczek chorował bardzo ciężko. „Osocze jest cenniejsze od złota

Jednym z parlamentarzystów, który bardzo ciężko przechodził COVID-19, jest poseł PiS Jerzy Polaczek. Polityk kilka dni temu wyszedł ze szpitala po pięciu tygodniach leczenia, które przechodził w Katowicach i Głuchołazach. - Osobiście oceniam, że w czasie epidemii osocze jest cenniejsze od złota - stwierdza. - Dla mnie to nie tylko potrzeba serca, jako osoby, która wyszła z tej paskudnej choroby, ale też postanowienie, które wynika z faktu, że widziałem te sytuacje, w których personel ratował życie innych chorych. Ja to przyjmuje jako swój obowiązek - mówi poseł i zapewnia, że wkrótce, gdy tylko będzie mógł, odda osocze.

Sam organizował już zbiórkę osocza dla profesor Karoliny Sieroń, która kierowała oddziałem „covidowym” w katowickim szpitalu. Czyli jednym z tych, gdzie leczył się poseł Polaczek. Jak mówi, na jego apel odpowiedziały setki osób, a po godzinie transport osocza jechał już z Raciborza do Katowic. - Powinno się wzmocnić publiczny przekaz, który byłby adresowany do tych osób, które tę chorobę przeszły - podkreśla nasz rozmówca.

Prezydent apelował… i sam oddał

Po dwóch tygodniach od swojego apelu i niemal miesiącu od informacji o zakażeniu, osocze oddał również prezydent Andrzej Duda. - Zrobię to w najbliższych dniach po zakończeniu właściwych procedur medycznych - mówił 11 listopada prezydent. - Także w ten sposób możemy wspólnie pomóc tym, którzy teraz przechodzą chorobę lub będą ją przechodzić w najbliższym czasie. Niech to będzie wyciągnięta w ramach naszej wspólnoty braterska dłoń - stwierdził.

Na krótkim nagraniu w mediach społecznościowych, które opublikowano w poniedziałek, widać, jak prezydent odwiedził jedno z centrów krwiodawstwa. - Chciałem wszystkich państwa z całego serca zachęcić, wszystkich ozdrowieńców, tak jak ja, do tego, aby sprawdzili, czy te przeciwciała posiadają, czy nie. A jeżeli posiadają, jeżeli będzie ku temu zgoda odpowiednich służb medycznych, oddali swoje osocze po to, żeby pomagać innym - apelował. 

Leczenie osoczem ozdrowieńców to jedna z terapii, którą stosuje się w walce z ciężkimi przypadkami COVID-19. Osocze krwi, pobrane od osób, które przeszły zakażenie i wytworzyły przeciwciała, podawane jest chorym pacjentom. Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu podkreślają, że w przypadku braku szczepionki, to właśnie leczenie osoczem staje się jedną z "ważniejszych strategii leczniczych".

DOSTĘP PREMIUM