Policjanci przejechali 17-letniemu Olkowi po stopie. "Potem ze mnie drwili, nie dawali iść się załatwić"

- Drwili ze mnie, zabrali telefon i dokumenty. Bawili się tym, że mieli przewagę - tak według relacji 17-letniego Olka, zatrzymanego pod MEN podczas poniedziałkowego protestu, zachowywali się policjanci. Wcześniej radiowóz przejechał po jego stopie.
Zobacz wideo

Reporterowi TOK FM Szymonowi Kępce udało się porozmawiać z 17-latkiem, który twierdzi, że został zatrzymany przez policję za to, że uniemożliwiał przejazd radiowozu.

W ferworze protestu koła radiowozu przejechały Olkowi po stopie, dlatego w trafił do szpitala. Cały czas był tam pilnowany przez policję. Jak mówi, nie usłyszał powodu zatrzymania, zabrano mu dokumenty, nie mógł skontaktować się z obrońcą.

- Nie mogłem iść się załatwić, bo policjant stawiał nogę w drzwiach. Zabrali mi telefon, nie pozwolili się skontaktować z bliskimi, choć prosiłem wielokrotnie - opowiada Olek. Dodaje, że gdy próbował się dowiedzieć, co się stało z jego telefonem i dowodem osobistym, które zabrali policjanci, usłyszał od funkcjonariuszy: "haha, może się zgubiły?".

Chłopak spędził kilka godzin na komendzie, ale został wypuszczony bez stawiania zarzutów. 17-latek zapowiada zażalenie na działania policji podczas zatrzymania. 

Policja: Protestujący sami się przewracali i rzucali pod koła

W poniedziałek w Warszawie odbyły się kolejne manifestacje po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. przepisów dotyczących aborcji. Po południu demonstrujący protestowali przed MEN, gdzie doszło do zatrzymań.

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji Sylwester Marczak powiedział dziennikarzom, że zaszły "kolejne kuriozalne wydarzenie, które nie powinno mieć miejsca". - Mówimy o kilku sytuacjach niebezpiecznych i trudnych do wytłumaczenia. Mówimy o osobach, które rzucały się pod jadący radiowóz. Same o siebie się przewracały (...) przyklejanie się do bramy MEN. To jest coś, co nie mieści się w logice - mówił Marczak.

Rzecznik KSP podał, że zatrzymano łącznie pięć osób, wylegitymowano ponad 100, wystawiono 25 mandatów karnych i skierowano 70 wniosków o ukaranie.

Zatrzymanie reporterki Agaty Grzybowskiej

Jedną z zatrzymanych była fotoreporterka "Gazety Wyborczej" Agata Grzybowska. Nieoficjalnie wiadomo, że postawiono jej zarzut naruszenia nietykalności policjanta.

Grzybowska została zwolniona po przesłuchaniu w komendzie policji przy ul. Wilczej. W nocy z poniedziałku na wtorek fotoreporterka opublikowała oświadczenie na profilu RATS Agency na Facebooku. "Kiedy wykonywałam swoją pracę, fotografując protest pod Ministerstwem Edukacji Narodowej, zostałam zaatakowana przez policjanta (tylko dlatego, że robiąc zdjęcie, błysnęłam mu w twarz fleszem), a następnie mimo okazania legitymacji prasowej, siłą wrzucona do radiowozu, gdzie próbowano mi wmówić, że to ja byłam agresywna" - napisała. Dodała, że absolutnie nie przyznaje się do stawianych jej zarzutów.

Rzecznik komendanta głównego policji insp. Mariusz Ciarka pytany w poniedziałek o powody zatrzymania fotoreporterki "GW", mimo że pokazała legitymację prasową, powiedział: - Poczekajmy spokojnie na wyjaśnienie tej sprawy.

DOSTĘP PREMIUM