Szykują się zasadnicze zmiany w systemie orzekania o niepełnosprawności. Rodzice: Boimy się

Cały system orzecznictwa o niepełnosprawności ma przejść pod nowopowołane Krajowe Centrum Orzecznictwa. Aktywiści społeczni i rodzice dzieci z niepełnosprawnościami nie mają dostępu do prac nad tym projektem. Jak mówią, już czują wielki niepokój, bo część dzieci może na tych zmianach stracić.
Zobacz wideo

Ewa, mama 13-letniej Kasi z Zespołem Aspergera mówi tak: - Boję się. Nie wiem, co będzie. Może się okazać, że moja córka po tych zmianach nie dostanie żadnego wsparcia. Bo ktoś uzna, że nic jej nie jest. Przecież rozmawia, logicznie myśli, radzi sobie z nauką w szkole, pięknie opowiada. A że ma inne problemy, że nie radzi sobie z relacjach? Jest we mnie strach, że nikogo to nie będzie interesować.

Pełnomocnik rządu do spraw osób niepełnosprawnych Paweł Wdówik niedawno w senacie mówił o pracach nad projektem zmian. Szczegółowe informacje nie padły, ale i tak to, co powiedział zmroziło wielu. Wspomniał m.in., że zamiast dwóch orzeczeń jak jest obecnie (orzeczenie o niepełnosprawności plus  orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego) ma być jedno. Wydawać je będzie Krajowe Centrum Orzecznictwa i jego terenowe oddziały. Dziś - jedne orzeczenia wydają specjalne miejskie/powiatowe zespoły, a drugie - poradnie psychologiczno-pedagogiczne. Teraz, jak słyszymy od ekspertów, miałoby to zostać scentralizowane. 

- Żadnych szczegółów nie znamy. I to jest podstawowy problem, że nikt z nami nie rozmawia. Ale można przypuszczać, że to wydłuży procedurę. Już teraz niejednokrotnie na wydanie orzeczenia przez poradnię czeka się miesiącami. Teraz może być jeszcze dłużej. Na razie nie wiemy, kto będzie te orzeczenia wydawał? - zastanawiają się pracownicy poradni.

- Jaki będzie skład zespołu orzekającego? Dziś jednym z kluczowych elementów przy wydawaniu orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego jest opinia ze szkoły. Jeżeli ta opinia tematu nie rozstrzyga, zdarza się, że specjaliści z poradni przychodzą poobserwować dziecko w warunkach naturalnych, wśród rówieśników, w szkole. Czy dalej będzie taka możliwość? - pyta psycholożka, Aleksandra Musielak, obawiając się, że teraz się to zmieni. Na niekorzyść części uczniów. 

Brakuje rozmów, konsultacji ze środowiskiem

Joanna Ławicka z Fundacji "Prodeste" mówi nam, że reforma systemu orzecznictwa mogłaby zostać przeprowadzona, ale po wcześniejszych szerokich konsultacjach społecznych z udziałem wszystkich zainteresowanych stron. Wprowadzanie takich zmian na szybko i bez konsultacji oznacza - w jej ocenie - chaos i ogromne zamieszanie. Zwłaszcza w trakcie pandemii. A takie są obecnie obawy. - Od kilku lat nasi rządzący wprowadzają zmiany z dnia na dzień, kompletnie bez żadnego przygotowania. I to byłaby katastrofa na dzień dzisiejszy - mówi Joanna Ławicka. Obawia się, że nawet jeśli ostatecznie będą jakieś konsultacje społeczne, to krótkie, kilkudniowe, jak to ostatnio często się zdarza.

Czego obawiają się rodzice?

Z zapowiedzi ministra Pawła Wdówika wynika, że po zmianach orzeczenia mają być wydawane na podstawie specjalnej klasyfikacji ICF (Międzynarodowa Klasyfikacja Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia). Chodzi o orzekanie wyłącznie na podstawie rozmowy z osobą niepełnosprawną czy obserwacji jej zachowania przed zespołem orzekającym. Minister mówił o tym, że będzie pięć zasadniczych obszarów, w których - w przeliczeniu na punkty - będzie oceniana niepełnosprawność i "niesamodzielność" danej osoby: jak taka osoba radzi sobie z czynnościami życia codziennego, jak się komunikuje z innymi, jakie są jej zdolności poruszania się i podejmowania decyzji.

- Obawiam się, że ten pomysł będzie powodował to, że wsparcia zostaną pozbawione dzieci, które mają niewielkie trudnościi, które nie są widoczne na pierwszy rzut oka, czyli m.in. wysokofunkcjonujące dzieci ze spektrum autyzmu, w tym Zespołem Aspergera - mówi Aleksandra Musielak, psycholożka, wicedyrektorka jednej ze szkół podstawowych w Gdańsku.

Rzeczywiście, minister Wdówik mówił w senacie, że jest "nadreprezentacja" orzeczeń dla dzieci z Zespołem Aspergera (łagodniejsze zaburzenie ze spektrum autyzmu - przyp. red.). Takie dzieci, dzięki orzeczeniom z poradni często mogą liczyć w szkole na dodatkowe wsparcie. Minister powiązał to wprost z pieniędzmi. - To na podstawie orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego wypłacana jest podwyższona subwencja oświatowa. Skutek jest taki, że mamy ogromną nadreprezentację dzieci z Zespołem Aspergera w stosunku do tego, czego należałoby się spodziewać według danych statystycznych. A równocześnie jest też tak, że takie orzeczenia są wydawane przez poradnie, które są prowadzone przez samorządy. Wygodnie jest orzec taką niepełnosprawność, która przynosi więcej pieniędzy - stwierdził Paweł Wdówik.

- Słuchając takich rzeczy, można się załamać - mówi nam pan Adam, tata Wojtka - Jak można mówić o niepełnosprawności tak wprost przez pryzmat pieniędzy? Ja tego nie rozumiem. Przecież tu chodzi o dzieci, o wsparcie dla nich. Bez zwiększonej subwencji i tego realnego wsparcia one w szkole zginą - mówi nasz rozmówca.

Joanna Ławicka z Fundacji "Prodeste" nie ma wątpliwości, że absolutnie nie można mówić o tym, że jest za dużo diagnoz autyzmu. W jej ocenie, światowe dane mówią coś zupełnie innego. - Jeśli chodzi o diagnostykę spektrum autyzmu, to wskaźniki dla całego świata są identyczne. Populacja osób autystycznych to 2-3 procent populacji ogólnej, czyli mówiąc inaczej: 2-3 osoby na 100 to są osoby w spektrum autyzmu. I te dane są niezmienne, niezależnie od tego, w jakim rejonie świata prowadzone są badania na ten temat - wyjaśnia Ławicka i dodaje: - Z całą pewnością nie mamy jeszcze w Polsce 2-3 procent wykrywalności, czyli nasza diagnostyka pozostawia jeszcze bardzo dużo do życzenia mimo tego, że rzeczywiście znacząco przyspieszyła przez ostatnich 10 lat.

- Czy będzie możliwość, by ktoś z zespołu orzekającego przyszedł do szkoły, przedszkola i takie dziecko poobserwował w grupie, kiedy jego zachowanie ulega zmianie? Czy w tej komisji będą zasiadać pedagodzy, psycholog dziecięcy, lekarz odpowiedniej specjalizacji? Bardzo ważne jest to, żeby w zespole zasiadały osoby, które w praktyce wiedzą, jak funkcjonuje system oświaty. I wiedzą, co można zrobić w szkole w pracy z dzieckiem o specjalnych potrzebach edukacyjnych, jak rozwój takiego dziecka wspierać - mówi Aleksandra Musielak.

- Jak system ma się zmienić? Oficjalnie nie wiemy. Nieoficjalnie słyszałem, że będzie mała liczba kategorii subwencyjnych w systemie edukacji - mówi prof. Paweł Kubicki z Inicjatywy Chcemy całego życia. I dodaje, że jeśli to będzie oznaczać, że subwencja np. na dzieci ze spektrum autyzmu będzie niższa, to absolutnie nie będzie to sukces.

- Przecież to nie jest tak, że jeśli dziecko nie dostanie w szkole wsparcia, to zaoszczędzimy 30 tysięcy zł. Taki uczeń będzie z każdym miesiącem coraz bardziej , mówiąc w cudzysłowie, "odstawał" od swoich rówieśników, wypadnie z systemu edukacji, więc potem straty z tego wynikające mogą być liczone do końca życia - dodaje prof. Kubicki.

Chcieliśmy porozmawiać z pełnomocnikiem rządu do spraw osób niepełnosprawnych, Pawłem Wdówikiem o projektowanych zmianach, o tym, co mogą oznaczać dla dzieci m.in. ze spektrum autyzmu, o tym, na jakim etapie są te prace. Ministerstwo ani sam minister nie odpowiedzieli na naszą - wysłaną jeszcze w październiku - prośbę o rozmowę.

DOSTĘP PREMIUM