Rząd chce "zamknąć zimę", ale górale nie odpuszczą. "Będziemy walczyć do końca"

W Małym Cichym nawet w piekarni liczyli na zimę, żeby sprzedać więcej bochenków, bo wcześniej nie szło. Wszyscy nastawiali się, że przyjadą tłumy turystów. Okazało się jednak, że pensjonaty, restauracje i wyciągi mogą stać puste. - To uderza w tysiące firm, a dotknie dziesiątek, może setek tysięcy osób - denerwuje się właściciel wypożyczalni nart.
Zobacz wideo

Armatki śnieżne w Małym Cichym ruszyły, stacja narciarska chwaliła się białym stokiem, wkrótce mieli pojawić się pierwsi narciarze. Właściciele pensjonatów przygotowywali się na zimę, niektórzy wyremontowali pokoje, na turystów liczyli właściciele wypożyczalni sprzętu, okolicznych restauracji, sklepów spożywczych i niemal wszyscy, którzy w Małym Cichym mieszkają. Usłyszeli za to premiera, który zapowiedział, że nie będzie ferii takich jak co roku. Nie ruszą ani hotele, ani restauracje, wciąż nie wiadomo, czy będą działać wyciągi.

- To, co się teraz dzieje, to po prostu tragedia dla Podhala - mówi krótko właścicielka jednego z pensjonatów, położonego tuż obok stoku. - Rząd chce zamknąć zimę, ale wtedy wrócą lata siedemdziesiąte i będzie bieda - wzdycha sołtys Małego Cichego Marek Migiel. - Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, jak to może wyglądać. Ludzie są teraz przygnębieni, ale nie tracą nadziei. Będziemy walczyć do końca - zapowiada.

Zamknięte pensjonaty i wyciągi, a Biedronki otwarte. "To nie jest w porządku"

Turyści przyjeżdżają nie tylko do Małego Cichego, ale zajmują też pokoje w okolicznych miejscowościach. Jedną z nich jest Stasikówka, gdzie swój pensjonat prowadzi pani Karolina. Pierwsze problemy miała jeszcze na początku roku, gdy ledwie po miesiącu działania musiała zamknąć bistro, które zdążyła otworzyć w lutym. - Górale przez to nie poumierają, damy sobie radę i przetrwamy - zaznacza na początku. - Ale są osoby, które się zadłużyły, liczyły na to, że przyjdzie sezon i się odkują - dodaje.

- Gdyby po prostu zamknęli wszystko, to znaczy handel i wszystko inne, to byłoby w porządku. Wtedy czulibyśmy się sprawiedliwie - stwierdza. - Ale to nie jest w porządku, skoro idzie się do Biedronki, a tam się ludzie tłoczą. To jest po prostu nielogiczne - denerwuje się. - Może jest inne wyjście, może trzeba robić badania wszystkim wynajmującym? Poza tym ucierpią nie tylko pensjonaty i wyciągi, bo tutaj wszyscy z tego żyją. Od najmniejszych do największych, począwszy od rolnika, który sprzedaje oscypki - podkreśla. 

W sobotę goście, którzy rezerwowali pokoje, jeden po drugim dzwonili do pani Karoliny. Ale mogła odpowiedzieć tylko, że trzeba czekać, tłumaczyła, że tak naprawdę nie wiadomo, co będzie w styczniu. Na Facebooku w jednej z grup wciąż pojawiają się pytania o noclegi, niektórzy szukają miejsca na delegację, w którą na początku roku muszą zabrać... swoje dziecko i współmałżonka. - Jeżeli mogłabym o coś zaapelować do premiera, to zaapelowałabym o rozsądek - stwierdza pani Karolina.

Chaos w branży? Nic nowego, trwa od wiosny. "To nie dotyczy tylko Podhala"

Jednak właścicielami biznesów w Małym Cichym są nie tylko ci, którzy mieszkają na Podhalu na co dzień, ale też ludzie z całej Polski. Tak jak Bartłomiej, który na stałe mieszka w Bydgoszczy, tam prowadzi swoje biuro podróży, ale zimą jest też instruktorem narciarstwa, ma w Małym Cichym szkółkę i wypożyczalnię sprzętu. - Każdej zimy wysyłamy na narty kilkaset osób z naszego województwa. Na miejscu zatrudniamy instruktorów, którzy tej zimy pewnie nie będą mieli pracy. Nie wiemy nawet, czy nam opłaca się trzymać biuro - wzdycha.

- Ale w naszej branży od wiosny jest chaos informacyjny. Ówczesny minister w marcu mówił, że żadnych kolonii i obozów latem nie będzie, ale potem w lipcu i sierpniu odbywały się normalnie, dzieci mogły jechać autokarem wypełnionym do ostatniego miejsca - opowiada. - To dotyka całej Polski, nie tylko Podhala. Oczywiście najpierw problemy będą mieć pensjonaty i stacje narciarskie, ale czy rząd patrzy na to, że tam pracują tysiące osób? Są ludzie, którzy prowadzą hurtownie spożywcze albo chemiczne, ale żyją tylko i wyłącznie z pensjonatów. Nie nastawiają się na to, że ktoś kupi jeden płyn do mycia szyb - zauważa. 

Wymienia dalej, że w nadmorskich hotelach, które stoją zimą puste, często organizuje się obozy taneczne. Wyciągi narciarskie są przecież nie tylko na Podhalu, ale też w Sudetach czy Pieninach. - Może im się wydawało, że ogłosili coś, co dotyka kilkuset pensjonatów? - ironizuje. - To uderza w tysiące firm, a dotknie dziesiątek, może setek tysięcy osób. Przy pensjonatach pracują często całe rodziny, które z dnia na dzień zostaną pozbawione przychodu przez kilka miesięcy. I to znaczącego przychodu, bo przecież zimą często zarabiają pieniądze na resztę roku - podsumowuje.

Nowe drogi, lampy i świeży śnieg na stoku. A turystów może nie być

Sołtys Małego Cichego mówi, że przedsiębiorcy przygotowali już petycję do premiera, ale też do posłów i senatorów z regionu. Piszą w niej, że zamknięcie pensjonatów zimą oznacza dla wielu z nich bankructwo, zapewniają, że są w stanie sprostać reżimowi sanitarnemu, co udowodnili w sezonie letnim, apelują nie o bony i zapomogi, ale o możliwość pracy, co pozwoli im utrzymać działalność. - Chociaż lato też nie było takie, jak zawsze. Spadek mamy duży, jeżeli chodzi o obroty. Wszyscy się nastawiali, że zima poprawi sytuację - martwi się sołtys.

Opowiada też, że sołectwo przygotowało się na zimowy przyjazd turystów, na dziurawym odcinku drogi położono nowy asfalt, oświetlono też dwie boczne ulice. - Żeby to wszystko jakoś wyglądało, żeby turysta przyjechał i był zadowolony - mówi sołtys. - Pensjonaty są przygotowane, są tablice, jak skutecznie myć i dezynfekować ręce, jest wszystko, co było zalecane przez sanepid. Od wiosny ludzie robili remonty, wszyscy przygotowywali się na zimę. Ale może się okazać, że wyrzucili pieniądze i pracę w błoto - stwierdza.

- Jest niestety ciężko, widzę to po naszej okolicy - wzdycha. - Nawet w piekarni mówią, że mieli nadzieję, że zimą coś się ruszy, więcej bochenków uda się sprzedać. Dostaję od kilku dni telefony, żeby coś z tym zrobić, ludzie przecież nie wiedzą, z czego podatki zapłacą - mówi. - Dla większości z nas dochód na cały rok to są miesiące zimowe. Nie ukrywajmy, że Małe Ciche to nie jest Zakopane, gdzie ludzie przyjeżdżają cały czas. Tylko zimą mamy przepełnione budynki, a w lecie to jest kilka osób - podsumowuje.

DOSTĘP PREMIUM