Prof. Sadurski o "zdradzie" polskiego rządu. "Wygląda na to, że są gotowi pójść na całość"

- Elita władzy nie chce być kontrolowana, chce być bezkarna. W związku z tym poświecą najbardziej żywotne interesu narodu w chwili najgorszej katastrofy - tak ostatnie działania polskiego rządu na arenie europejskiej skomentował w TOK FM prof. Wojciech Sadurski.
Zobacz wideo

Prof. Wojciech Sadurski, konstytucjonalista z Uniwersytetu w Sydney, komentował wypowiedzi wiceszefa MSZ Pawła Jabłońskiego, który stwierdził, że w unijnym rozporządzeniu dotyczącym praworządności chodzi tak naprawdę o posłuszeństwo. I sprawi ono, że decyzja o tym, że któreś państwo łamie praworządność, nie będzie podejmowana jednomyślnie. - Absolutnie nieprawdą jest to, co mówił pan minister, że wyłącznie Rada, i to wyłącznie w drodze jednomyślności, może przyjąć decyzje o łamaniu praworządności przez państwo członkowskie. Jest to podwójna nieprawda - stwierdził w rozmowie z Jackiem Żakowskim.

Konstytucjonalista wyjaśniał dalej, że w ramach artykułu 7 istnieje procedura, która kończy się deklaracją ryzyka zagrożenia dla wartości artykułu 2, czyli między innymi praworządności. - Tam nie jest niezbędna jednomyślność, ale większość kwalifikowana - zaznaczył profesor. - Polska, podobnie jak Węgry, są w tej chwili na muszce organów europejskich na podstawie tego pierwszego paragrafu artykułu 7, także absolutnie nie jest niezbędna jednomyślność - dodał prof. Sadurski.

- Jednomyślność jest potrzebna do sankcji kończących się zawieszeniem państwa członkowskiego w prawach głosu w Radzie, czyli de facto usunięciem z najważniejszych decyzji unijnych - tłumaczył dalej. - Tutaj sankcją jest deklaracja, czyli sankcja wyłącznie reputacyjna. Oczywiście można się śmiać, można mówić, że ludzi bez wstydu nie da się zawstydzić, a taka jest dzisiejsza władza w Polsce. Niemniej z punktu widzenia reszty Unii Europejskiej, tego typu deklaracja, zagrożenia czy ryzyka dla tych podstawowych wartości, jest czymś szalenie ważnym i istotnym - zaznaczył. 

Konstytucjonalista podkreślał również, że nie ma jednej formy uznawania, że któreś państwo nie przestrzega zasad praworządności. Jak zauważał, często wypowiada się o tym choćby Trybunał Sprawiedliwości UE. - Między innymi dwukrotnie w sprawcach Polski, w sprawie dwóch ustaw sądowniczych właśnie coś takiego powiedział - zaznaczył. - Trybunał bardzo wyraźnie sformułował kryteria, jakie mogą stosować sady krajowe dla oceniania niepraworządności - dodał prof. Sadurski.

- Polityczne deklaracje tego typu może oczywiście podejmować Parlament Europejski, Rada Europejska, może robić to Komisja, w ramach tak zwanych ram praworządności - mówił dalej. - Czyli absolutnym robieniem wody z mózgu jest mówienie, że istnieje jedna ścieżka w prawie europejskim, która prowadzi do stwierdzania praworządności. I to nam nie zagraża, bo bracia Węgrzy nie pozwolą nam zrobić krzywdy - stwierdził gość TOK FM.

Black Friday w TOK FM. KUPUJESZ 50% TANIEJ, A DOSTAJESZ WIĘCEJ

Jacek Żakowski zapytał swojego gościa, czy jego zdaniem władza jest zdecydowana na "twarde zderzenie ze standardami zachodnimi". - Jak najbardziej - odpowiedział prawnik. -  Władza na pewien wybór. Albo godzi się na neutralną, spokojną kontrolę praworządności u siebie, ale taką samą kontrolę, jaka może być zastosowana do każdego państwa europejskiego. Albo przyjąć, że tego nie chce i gotowa jest poświęcić największe interesy państwa w imię bezkarności - stwierdził. 

- Wygląda na to, że są gotowi pójść na całość - ocenił. Co to oznacza? Zdaniem profesora, Polska zawetuje budżet unijny wraz z Funduszem Odbudowy, po czym Unia i tak go przyjmie, ale w ramach umowy pomiędzy 25 państwami. - Polska retoryka, słuszna i mądra, była taka, że nie chcemy się godzić na Unie dwóch prędkości. Teraz Polska i Węgry de facto doprowadzą do Unii dwóch prędkości, gdyż postawią się poza kluczowym instrumentem strategii unijnej, a mianowicie budżetem - powiedział. 

Profesor Sadurski w mocnych słowach podsumował ostatnie działania polskiego rządu na arenie europejskiej. - Polityka polskiego rządu jest zdradą, jest to zdrada Polski, zdrada interesów narodowych. Jest to rezygnacja z pieniędzy, które się ogromnie należą Polakom, w zamian za bezkarność - oceniał. - Elita władzy nie chce być kontrolowana, chce być bezkarna. W związku z tym poświecą najbardziej żywotne interesu narodu w chwili najgorszej katastrofy. Czy to nie jest zdrada? - pytał na koniec. 

DOSTĘP PREMIUM