Ekspert o użyciu gazu wobec posłanki Nowackiej: Dziwię się, że policja nie chce przyznać się do błędu

- Używanie środków przymusu bezpośredniego w postaci miotaczy gazu wobec osób, które nie są agresywne i nie stanowią zagrożenia, jest oczywistym naruszeniem prawa. Dziwię się, że policja nie chce przyznać się do błędu - mówił w TOK FM dr Piotr Kładoczny, ekspert z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. W sobotę policjant dwukrotnie prysnął gazem w twarz posłance KO.
Zobacz wideo

Według części komentatorów ostatnie działania policji związane z protestami są przykładem łamania prawa. Takie stanowisko w felietonie dla "Gazety Wyborczej" przedstawiła m.in. prof. Monika Płatek, przekonując, że to, co robią funkcjonariusze, jest nie tylko naruszeniem konstytucji, ale też ustawy o policji. 

Pytany o tę kwestię dr Piotr Kładoczny przyznał w TOK FM, że trudno oceniać wszystkie działania policji jednocześnie, choć zaznaczył, że są pewne "bardzo konkretne działania, których nie da się w żaden sposób usprawiedliwić" i wskazał tu użycie miotacza gazu wobec posłanki Barbary Nowackiej. 

- Faktycznie można powiedzieć, że od jakiegoś czasu mamy do czynienia z bardziej agresywnym zachowaniem policjantów wobec zgromadzonych. To wynika, moim zdaniem, w sposób jasny z podejścia do tych manifestacji. Policja z gruntu uważa, że one są nielegalne i zamierza konsekwentnie karać wszystkich uczestników tych zgromadzeń, bez względu na to, czy zachowują się agresywnie, czy spokojnie i to powoduje eskalację konfliktu - ocenił dr Kładoczny.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Dopytywany, w jakich przypadkach konkretnie - jego zdaniem - dochodzi do naruszenia prawa - prawnik wskazał dwie sytuacje.

Po pierwsze - to otaczanie i próba wylegitymowania wszystkich osób biorących udział w zgromadzeniu. - Taki "kocioł" powinien być stosowany wtedy, kiedy powstają jakieś grupy agresywne w już istniejącym zgromadzeniu i te grupy chcemy wylegitymować w celu ich ukarania, bo na przykład zachowują się agresywnie i stanowią niebezpieczeństwo dla innych - wskazał.

Prawnik zauważył przy okazji, że funkcjonariusze wydają "sprzeczne komunikaty", bo z jednej strony apelują o rozejście się, a z drugiej - uniemożliwiają opuszczenie zgromadzenia. Jego zdaniem, takie działania nie prowadzą do rozładowania konfliktu, czym powinna zajmować się policja. 

- Po drugie, bezpośrednie działanie i używanie środków przymusu bezpośredniego w postaci miotaczy gazu czy przemocy fizycznej wobec osób, które nie są agresywne i nie stanowią zagrożenia jest również oczywistym naruszeniem prawa - stwierdził Kładoczny. - Powiem szczerze, że bardzo się dziwię, że w tym przypadku użycia gazu wobec posłanki, policja nie chce się przyznać do błędu. To powoduje, że traci twarz - dodał rozmówca Piotra Maślaka.

"Najwyraźniej zmieniła się linia polityczna"

Ekspert Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zwracał uwagę, że policja często tłumaczy się z tego typu wydarzeń, zapewniając, że "sprawa zostanie spokojnie wyjaśniona". Jak mówił, z jednej strony to słuszne tłumaczenia, bo sprawę trzeba wyjaśnić. Ale z drugiej strony podkreślał, że kiedy są nagrania z kamer, to pozostaje pytanie, "czy coś jeszcze jest do wyjaśnienia". 

Na koniec dr Kładoczny przypomniał, że przy pierwszych demonstracjach, które obserwowaliśmy po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, działanie policji było zupełnie inne. 

- Mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdzie funkcjonariusze starli się nie eskalować konfliktu (…). Nawet zdarzały się sytuacje, że bronili uczestników zgromadzeń przed innymi osobami, które miały inne poglądy na ten temat - mówił. - Natomiast najwyraźniej zmieniła się linia polityczna i moim zdaniem policja wykonuje polecenie, które polega z grubsza na następującym przekazie:  "zgromadzenie jest nielegalne, a skoro tak, to należy je rozpędzić" - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM