Prokurator: Przełożeni oczekują teraz szybkich działań i śledztw w sprawie uczestników protestów kobiet

Prokurator powinien być niezależny w ocenie materiału dowodowego - mówił w TOK FM Dariusz Korneluk, współzałożyciel Stowarzyszenia Prokuratorów Lex Super Omnia, który komentował sprawę degradacji śledczego z Warszawy, który przyznał w sądzie, że nie zgadza się z poleceniem swoich przełożonych. Chodziło o jedną z manifestacji Strajku Kobiet.
Zobacz wideo

Kilka dni temu tygodnik "Polityka", a dziś "Gazeta Wyborcza" opisywały historię Wojciecha Pełeszoka. To prokurator z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, który otrzymał sprawę odwołania od postanowienia sądu, który z kolei odmówił zastosowania aresztu wobec jednej z uczestniczek protestów kobiet. Chodzi o demonstrację z 26 października (przed kościołem św. Aleksandra w Warszawie). Kobieta miała rzucić petardą hukową w policjanta i usłyszała zarzut dokonania czynnej napaści na funkcjonariusza. 

Sąd nie znalazł powodów, żeby ją aresztować. Od tego postanowienia odwołała się jednak prokuratura, reprezentowana przez Wojciecha Pełeszoka. Jak podają media, podczas rozprawy prokurator miał powiedzieć, że popiera wniosek o areszt, bo takie dostał polecenie na piśmie, ale się z nim nie zgadza. Z informacji "Polityki" wynika, że został zdegradowany do prokuratury niższego szczebla. 

"Gdzie jest niezależny prokurator?"

Sprawę tę komentował w TOK FM prokurator i współzałożyciel Stowarzyszenia Prokuratorów Lex Super Omnia Dariusz Korneluk. - Ja tego nie rozumiem - przyznał wprost. - Powstaje pytanie, gdzie jest niezależny prokurator? - zastanawiał się, przypominając, że o niezależności prokuratora w ocenie materiału dowodowego mówi przecież polskie prawo. 

Media już jakiś czas temu informowały o tym, że szef Prokuratury Krajowej Bogdan Święczkowski wydał szefom prokuratur zalecenie, żeby ścigali organizatorów protestów w sprawie aborcji, m.in. za przestępstwo sprowadzenia niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia. Czego w takim razie po śledczych można się spodziewać? - Po mnie może się pani spodziewać rzetelnej oceny materiału dowodowego. Tam, gdzie będzie popełnione przestępstwo czy to przez funkcjonariusza policji, czy przez uczestnika demonstracji, tam będę wyciągał konsekwencje i stawiał zarzuty określonej osobie - zapewniał w rozmowie z red. Agnieszką Lichnerowicz prokurator Korneluk.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Dalej przyznał, że "przełożeni oczekują teraz szybkich działań i szybkich śledztw" w sprawie uczestników protestów kobiet, m.in. z artykułu dotyczącego narażenia na niebezpieczeństwo i stworzenia zagrożenia epidemiologicznego. Dalej wyjaśniał, że sprawa nie jest wcale taka prosta, bo "żeby jakaś osoba mogła narazić kogoś na niebezpieczeństwo sama musi wiedzieć, że jest chora" albo - jak mówił prokurator - musi wiedzieć, że jakaś inna konkretna (znana jej z imienia i nazwiska) osoba będąca na tej manifestacji była wtedy zakażona. 

- To nie może być zagrożenie potencjalne, ale realne i bezpośrednie. Tu komentarze czy też orzecznictwo Sądu Najwyższego nie budzi najmniejszej wątpliwości - przekonywał Dariusz Korneluk. - Oczywiście w tym zakresie trzeba przeprowadzać postępowania dowodowe - dodał.

Gość TOK FM przekonywał, że jeżeli śledztwo prowadzone jest właśnie pod kątem stworzenia zagrożenia epidemiologicznego, to powinno dotyczyć "nie tylko organizatorów, ale wszystkich uczestników" danego zgromadzenia. - To są tysiące osób, które trzeba przesłuchać i zapytać, czy brali udział w demonstracji, a jeśli tak, to czy są zdrowi czy chorzy i czy w dni demonstracji wiedzieli, że mogą być źródłem zakażenia - wskazywał Korneluk.

Korneluk o działaniach policji

Prowadząca audycję red. Lichnerowicz pytała swojego gościa także o działania policji, które ostatnio spotykają się z wieloma negatywnymi ocenami (chodzi m.in. o zamykanie uczestników w tzw. kotle czy używanie gazu łzawiącego).

Korneluk przyznał, że na ostatnie działania funkcjonariuszy patrzy z dużym niepokojem. - Jestem prokuratorem z 25-letnim stażem i takich radykalnych działań policji w stosunku do osób manifestujących w gruncie rzeczy pokojowo nie pamiętam - powiedział.

- Pamiętam funkcjonariuszy policji interweniujących na marszach niepodległości, kiedy były używane różnego rodzaju środki pirotechniczne. Tam także nie było takich radykalnych działań, jak mają miejsce dziś. Nie wiem z czego to wynika. Mam wielu znajomych funkcjonariuszy policji i oni sami twierdzą, że nie rozumieją takiej postawy, bo taka konfrontacja rodzi zaraz reakcję z drugiej strony - przekonywał gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM