Sylwester w dobie pandemii. Będzie zakaz używania fajerwerków? "Rząd wysyła nam niejasne sygnały"

Aby uniknąć zgromadzeń i dodatkowej pracy dla pracowników ochrony zdrowia, niektóre państwa decydują się na wprowadzenie zakazu sprzedaży i używania fajerwerków 31 grudnia i w Nowy Rok. Branża pirotechniczna obawia się, że podobne obostrzenia zostaną wprowadzone także w Polsce, a to oznacza ogromne straty.
Zobacz wideo

Najwięcej uwagi, jeśli chodzi o koronawirusowe obostrzenia, skupia się na regulacjach dotyczących Bożego Narodzenia, ferii i jazdy na nartach. Ale są też tacy, którzy ze szczególną niecierpliwością czekają na informacje dotyczące sylwestra i Nowego Roku. Tegoroczne świętowanie będzie zupełnie inne niż zwykle (albo nie będzie go wcale). Z masowych sylwestrowych eventów rezygnują bowiem duże miasta (m.in. Warszawa czy Gdańsk), a i domówki, prywatki może być trudniej zorganizować.

Od lat nieodłącznym elementem zabaw 31 grudnia są fajerwerki. Dla branży pirotechnicznej grudzień to miesiąc prawdziwych żniw. Przedsiębiorcy zastanawiają się więc, czy rząd wprowadzi zakaz sprzedaży fajerwerków i innych tego typu materiałów.

Holandia i zakaz używania pirotechniki

Na takie rozwiązanie zdecydowała się już w listopadzie Holandia. Tamtejszy rząd zakazał sprzedaży i używania większości fajerwerków. Dopuszczalne mają być tylko słabsze materiały, takie jak zimne ognie. Wszystko po to, by odciążyć pracowników służby zdrowia, którzy w sylwestrową noc mają zwykle znacznie więcej pracy. Rok temu, jak podała agencja AP, pomocy medycznej udzielono 1300 osobom, które odniosły obrażenia wynikające z używania fajerwerków.

- Wiosną wszyscy oklaskiwaliśmy pracowników służby zdrowia. W nadchodzącą noc sylwestrową pomagamy naszym ratownikom, nie odpalając fajerwerków - powiedziała ostatnio sekretarz stanu ds. środowiska i transportu publicznego Stientje van Veldhoven. Jednocześnie holenderski rząd ogłosił plan rekompensat w wysokości 40 milionów euro dla sprzedawców materiałów pirotechnicznych, poszkodowanych nowymi obostrzeniami.

"Rząd wysyła niejasne sygnały"

Czy na podobne ograniczenia przygotowuje się branża pirotechniczna w Polsce? - W tej chwili rząd wysyła nam, tak jak i każdej branży, bardzo niejasne sygnały. Większość firm zajmujących się handlem pirotechniką, normalnie szykuje się do sezonu fajerwerkowego - mówi nam Magdalena Rytel-Kuc, prezes Fundacji Rozwoju i Edukacji Pirotechnicznej. Nie kryje jednak, iż są obawy, że zakaz dotyczący sprzedaży petard i fajerwerków zostanie wprowadzony w ostatniej chwili. 

Zwłaszcza, że rząd udowodnił już - przy okazji zamknięcia cmentarzy tuż przed 1 listopada - że tego typu ograniczenia potrafi wdrażać dosłownie z dnia na dzień.

- Wiele firm ma już podpisane umowy z supermarketami. Nie możemy czekać nie wiadomo jak długo na to, by przygotować materiały do wysyłki. W niektórych przypadkach to nawet 300 palet, których zapakowanie wymaga ogromu pracy. Nie mówiąc już o tym, że jeśli nie dostarczymy ich w terminie, czekają nas kary - mówi Rytel-Kuc. - Mamy więc nadzieję, że jednak rząd się na tego typu zakazy nie zdecyduje - dodaje. Gdyby tak się stało, branża poniosłaby - jak mówi nasza rozmówczyni - ogromne straty finansowe. 

W udostępnionym kilka dni temu komunikacie prasowym Fundacja Rozwoju i Edukacji Pirotechnicznej zwracała zresztą uwagę, że w tym roku "wyjątkowo mocno liczy na sprzedaż detaliczną i odbiorców indywidualnych".

- Trudno powiedzieć jak dokładnie będzie wyglądało tegoroczne sylwestrowe świętowanie, ale nie sądzę, by Polacy zrezygnowali w tę noc z fajerwerków. Niekoniecznie muszą z nich rezygnować także organizatorzy samorządowi - uważa Marta Smolińska, wiceprezes fundacji. Jak przekonywała, zorganizowanie przez miasto jednego dużego pokazu sztucznych ogni byłoby pomysłem, który pozwoliłby uniknąć gromadzenia się na ulicach i placach, bo mieszkańcy mogliby oglądać fajerwerki z domów.

Warto jednak przypomnieć, że od kilku lat coraz więcej miast rezygnuje z pokazów sztucznych ogni w sylwestra ze względu m.in. na dobro zwierząt. Na taki krok zdecydowała, chociażby Warszawa, gdzie zamiast fajerwerków, mieszkańcy w Nowy Rok podziwiali pokaz laserowy.

Dr Grzesiowski: Najprostsze środki niekoniecznie są skuteczne

Dr Paweł Grzesiowski - pediatra, ekspert w dziedzinie profilaktyki zakażeń - przyznał, że na wprowadzenie ewentualnego zakazu dotyczącego sprzedaży fajerwerków patrzy z pewnym dystansem. - Uważam, że najprostsze środki niekoniecznie zawsze są skuteczne - ocenił.

- Trzeba wyjść do przodu i zastanowić się, o co tak naprawdę nam chodzi: czy o zakaz sam w sobie, czy o to, żeby ludzie się nie gromadzili. Ja jestem za tym drugim rozwiązaniem - powiedział. Ekspert przypomniał, że spotkania w tłumie są w dobie pandemii niebezpieczne i powinno się wyeliminować pretekst do ich organizowania, także w sylwestra. - Ale gdyby można było zrobić pokazy sztucznych ogni oglądane na przykład z okien swoich mieszkań, to nie widzę w tym żadnych problemów - przekonuje w rozmowie z tokfm.pl.

Gdy o ewentualny zakaz sprzedaży materiałów pirotechnicznych zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia,  uzyskaliśmy odpowiedź, że kwestia "wykracza poza kompetencje ministra". Wysłaliśmy także pytania do kancelarii premiera - na odpowiedź czekamy.

Przypomnijmy, zgodnie z aktualnymi obostrzeniami dotyczącymi walki z koronawirusem w Polsce, w imprezach i spotkaniach organizowanych w dom może uczestniczyć maksymalnie pięć osób. "Do tego limitu nie wliczamy osoby zapraszającej na imprezę oraz osób, które wspólnie mieszkają lub gospodarują z tą osobą" - czytamy na rządowej stronie gov.pl. Oprócz tego nie mogą działać kluby nocne, dyskoteki czy inne miejsca udostępnione do tańczenia.

Obostrzenia te obowiązują do 27 grudnia. Jeśli liczba nowych zachorowań na COVID-19 nie zacznie znów niepokojąco rosnąć, rząd - od 28 grudnia - ma zamiar wprowadzać nowy "etap stabilizacji", który zakłada powrót do podziału kraju na trzy koronawirusowe strefy - czerwoną, żółtą i zieloną - w zależności od stopnia szerzenia się epidemii w danym regionie.

W czerwonej strefie zasady dotyczące zgromadzeń nie zmienią się - nadal będzie organizował limit pięciu osób. Jednak już w strefie żółtej limit ten zwiększy się do 25 osób, a w zielonej - do 100.

DOSTĘP PREMIUM