Sprzedawcy żywych karpi usłyszeli wyrok. Adwokatka: "Liczę, że odejdziemy od tej barbarzyńskiej praktyki"

- Żadnego innego zwierzęcia nie kupujemy żywego i nie potrafimy go zabić. Karp był przez lata traktowany jak gorsze zwierzę. Ten mit, że karp może oddychać przez skórę, to emanacja zakrzywiania rzeczywistości - mówiła w TOK FM mecenas Karolina Kuszlewicz, która przez 10 lat walczyła o wyrok skazujący sprzedawców żywych karpi.
Zobacz wideo

Choć w ostatnich latach kolejne sieci sklepów wycofywały ze swojej oferty żywe karpie, to jednak sprzedaż żywych ryb, które potem klienci nosili do domów w foliowych torebkach, pozostawała legalna. Dopiero po dziesięciu latach procesu i kasacji w Sądzie Najwyższym, Sąd Okręgowy w Warszawie wydał przełomowy wyrok. Na karę więzienia w zawieszeniu skazał trzech pracowników supermarketu, w którym żywe karpie trzymane były w skrzynkach bez wody, a następnie, również bez wody, pakowane klientom do torebek. Sąd uznał, że to znęcanie się nad zwierzętami. 

O taki wyrok od lat walczyła mecenas Karolina Kuszlewicz, która była gościem "Pierwszego Śniadania w TOK-u". - Zaczęłam tę sprawę jeszcze jako aplikantka. Sprawa toczyła się dziesięć lat, bardzo się cieszę z tego wyroku - mówiła w TOK FM mecenas. - Nie chodziło tutaj o oskarżonych, żeby skazać ich na wysokie kary, ale żeby przełamać tę bezkarność w pakowaniu żywych karpi do worków foliowych - wskazała. 

- Ten wysiłek, żeby walczyć, także w imieniu prokuratury, był ogromny. Praca zaczęła się dziesięć lat temu, karpie były wrzucane do skrzynek bez wody i pakowane do reklamówek, ale prokuratura umorzyła to postępowanie - opowiadała mecenas. - Wszystko zaczęło się od jednej osoby, która nagrała film i pokazała jak zwierzęta się męczą. Ostatecznie wygrałyśmy - stwierdziła. 

Mecenas zauważała, że stosunek Polaków do ryb, i ich krzywdy, jest zupełnie inny, niż do innych zwierząt. - W stosunku do ryb zrobiliśmy sobie w głowach nakładki kulturowe i mity, przyzwyczailiśmy się do swojej złej normy. Żadnego innego zwierzęcia nie kupujemy żywego i nie potrafimy go zabić - mówiła. - Ten karp był przez lata traktowany jak gorsze zwierzę. Ten mit, że karp może oddychać przez skórę, to emanacja zakrzywiania rzeczywistości. Trzeba było tłumaczyć, że karp bez wody cierpi. Sąd orzekł, że karp to ryba, więc ma być w wodzie - dodała. 

- Wyrok ma znaczenie symboliczne. Mamy 3 grudnia, w tym momencie sezon sprzedaży żywego karpia trwa, liczę, że ten wyrok będzie oddziaływać na tegoroczną sprzedaż. Liczę, że odejdziemy od tej barbarzyńskiej praktyki sprzedawania żywych karpi, która naraża te zwierzęta na cierpienie - kontynuowała. - Te praktyki były bezkarne przez lata, ale dziś osoby, które to robią, nie mogą czuć się bezkarne - podsumowała. 

Warto również pamiętać, że sprzedaż karpia na Wigilię nie jest polską, odwieczną tradycją. A raczej skutkiem tego, że po II wojnie światowej zanikła możliwość połowu śledzia. Dlatego w latach 50' ówczesny minister handlu zadecydował, że do zakładów trafią żywe karpie. W 1947 roku rybę reklamowało nawet hasło "Karp na każdym wigilijnym stole w Polsce", a na stołach świątecznych zagościł głównie dlatego, że by wtedy jedyną łatwo dostępną rybą. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM