Powstał film o protestach ws. Margot. "Nie chciałem robić żadnego krzykliwego manifestu"

- Celem filmu nie było zrobienie jakiegoś piorunującego wrażenia, ale po prostu pokazanie perspektywy osób, które są konsekwentnie w jakiś sposób wykluczone ze społeczeństwa i wobec których prowadzi się bardzo agresywną narrację nienawiści w mediach publicznych - mówił w TOK FM Michał Bolland, reżyser filmu "7-My sierpnia", opowiadającego m.in. o zatrzymaniach po protestach w obronie Margot.
Zobacz wideo

Już w sobotę - w ramach 20. edycji festiwalu WATCH DOCS - premierę będzie miał dokument pt. "7-My sierpnia". Opowiada on o wydarzeniach, które - jak sama nazwa wskazuje - miały miejsce 7 sierpnia tego roku w Warszawie. Bohaterowie i bohaterki filmu to osoby zatrzymane po licznych protestach w obronie aktywistki LGBT Margot. Reżyserem dokumentu jest Michał Bolland, a producentem Kampania Przeciw Homofobii.

Prowadzący Pierwsze Śniadanie w TOK-u Piotr Maślak, który miał już okazję obejrzeć film, przyznał na antenie, że "przeżył wstrząs". Szczególnie ważna, jak mówił, była dla niego scena, w której bohaterowie i bohaterki dokumentu siedzą w milczenia i słuchają "tyrad polityków PiS, Solidarnej Polski i Andrzeja Dudy odczłowieczających ich i je". - To jest scena, która przeraża - powiedział.

Reżyser Michał Bolland podkreślił, że celem filmu nie było "zrobienie jakiegoś piorunującego wrażenia, ale po prostu pokazanie perspektywy osób, które są konsekwentnie w jakiś sposób wykluczone ze społeczeństwa i wobec których prowadzi się bardzo agresywną narrację nienawiści w mediach publicznych". - Tak naprawdę taka scena [o której mówił red. Maślak - red.] miała pokazać to, czego nie widzimy codziennie oglądając "Wiadomości", bo tam widzimy samych polityków. Tu chciałem pokazać, jak reagują konkretne osoby na tego typu wypowiedzi, z czym muszą się mierzyć i jakie są konsekwencje prowadzenia takiej narracji wobec nich - wyjaśniał.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Redaktor Maślak zwrócił uwagę, że film jest "bardzo surowy" - nie narzuca żadnej tezy ani tego, jak odbiorcy mają myśleć na temat wszystkiego, co się wydarzyło.

- Chciałem zrobić film dokumentalny opowiadający losy bohaterów, którzy znaleźli się tam [na ulicach] 7 sierpnia. Nie chciałem robić żadnego krzykliwego manifestu. Chciałem po prostu dać szansę tym osobom porozmawiania o tym, co wtedy przeżyli, z czym musieli się mierzyć. Forma od początku w mojej głowie na ten film była jak najprostsza - przyznał Bolland.

 

"Oni opowiadają tam o walce o swoją wolność"

Cecylia Jakubczak z Kampanii Przeciw Homofobii wskazała, że dla nich ważne było to, by stworzyć platformę, która pozwoli osobom zatrzymanym opowiedzieć po prostu swoją historię - bez cenzury i bez interpretacji medialnej.

- Kiedy spotykaliśmy się w biurze KPH tuż po wydarzeniach z 7 sierpnia, długo debatowaliśmy, jak to zrobić. (…) Doszliśmy do wniosku, że najlepszą formą będzie film - powiedziała. Jak dodała, początkowo nie sądzili, że przyjmie on tak rozbudowaną formę. Kiedy jednak spotkali się z bohaterami i bohaterkami wydarzeń z 7 sierpnia wiedzieli, że to zbyt ważny temat by potraktować go ogólnie. - Oni dali nam za dużo swojego czasu, emocji, serca i myśli, żeby to skrócić do jakiejś małej formy reportażu czy internetowych wywiadów - powiedziała Jakubczak.

- Oni opowiadają tam o walce o swoją wolność, o możliwość codziennego funkcjonowania na równych prawach tak, jak każdy inny. To co jest przerażające, co mówi jeden z bohaterów, że jeszcze kilka lat temu wszyscy mieli poczucie, że pomału, ale sprawy gdzieś zmierzają w dobrą stronę. Niestety od jakiegoś czasu jest zupełnie inaczej. Nastąpił jakiś gigantyczny krok do tyłu i coraz ciężej jest mieć nadzieję, że coś się zmieni - mówił Michał Bolland.

O co chodziło w całej sprawie? Przypomnijmy krótko - Margot, aktywistka LGBT - usłyszała zarzut za uszkodzenie furgonetki z homofobicznymi treściami na plandece i poturbowanie jej kierowcy. Została zatrzymana przez policję w centrum Warszawy, co skończyło się wielkim protestem w jej obronie. Funkcjonariusze zatrzymali wtedy blisko 50 osób. 

DOSTĘP PREMIUM