Ofiary gwałtów opowiedziały wstrząsające historie. "Ta książka jest jak krwawiąca rana"

Justynę zgwałcił były chłopak, a rodzice wciąż mówią jej, że chodząc w krótkiej spóniczce, prosi się o kolejne nieszczęście. Łucja odprowadziła sprawcę gwałtu do furtki, dlatego postępowanie zostało umorzone. Te i wiele innych historii opowiedziały w książce "Gwałt Polski" Maja Staśko i Patrycja Wieczorkiewicz, a na antenie TOK FM rozmawiały o niej nasze dziennikarki. - Ta książka jest jak wielka, otwarta, krwawiąca rana - mówiła Anna Piekutowska.
Zobacz wideo

Maja Staśko i Patrycja Wieczorkiewicz w książce "Gwałt Polski" oddały głos ofiarom gwałtów. Opowiadają historie Marty, Renaty, Julii i Magdy, ale też Dawida czy pochodzącej z Kenii Heart. Opisują historię Agnieszki, którą od 10. do 18. roku życia gwałcił kuzyn. Albo Justyny, zgwałconej w wieku 16 lat przez byłego chłopaka, która do dziś słyszy od rodziców, że wychodząc z domu w spódniczce, prosi się o kolejne nieszczęście. Z kolei Katarzyna, zanim została zgwałcona, włączyła dyktafon w telefonie. Policja zmusiła ją, by sama spisała nagranie, a prokuratura mimo to umorzyła śledztwo. Autorki pytają także, ile z nich nie zgłasza przestępstw organom ścigania? Ile nie ma możliwości, by opowiedzieć o tym, co je spotkało?

O książce "Gwałt Polski" rozmawiały w audycji "Poczytalni" dziennikarki TOK FM. - Trzeba sobie tę książkę rozkładać na raty, bo ogrom cierpienia i nieszczęścia jest przytłaczający. Jeszcze bardziej przytłaczające jest poczucie bezsilności - mówiła Paulina Nawrocka. - To nie jest opowieść o złych mężczyznach i kobietach, które miały pecha, tylko to jest opowieść o naszej mentalności, o kraju, w którym do 2014 roku od II Rzeczpospolitej gwałt nie był ścigany z urzędu - zauważała Małgorzata Wołczyńska.

Dziennikarka wymieniała, o czym jeszcze opowiadają bohaterki książki. - O wychowaniu dziewczyn i kobiet na ciche i takie, które nie mają stawiać granic. O braku edukacji, o tym, że nastolatka, która wchodzi w związek i słyszy od partnera, że powinna zgadzać się na seks zawsze i wszędzie - wyliczała. - To są historie o braku wsparcia i ze strony rodziców, i ze strony otoczenia, policji, sądów, adwokatów - dodawała.

Autorki opisały także historię Łucji, w przypadku której postępowanie zostało umorzone, bo odprowadziła sprawcę gwałtu do furtki, a wcześniej uczęszczała na terapię, co biegły sądowy uznał za... próbę przygotowania się do odegrania roli ofiary. Z kolei były chłopak Agaty, kolejnej z bohaterek, który przez trzy dni więził ją, bił i gwałcił, został skazany tylko na karę w zawieszeniu. 

Dziennikarki TOK FM zgadzały się ze sobą, że to książka, która z perspektywy pojedynczych historii pokazuje dużo szerszy, systemowy i społeczny problem.

- Dla mnie wspólnym elementem był z jednej strony wstyd przed mówieniem o tym, ale wstyd także rodziny, otoczenia, które słyszało o tym, co się zdarzyło. Ale to wstyd osób, które doznają przemocy, a nie wstyd osób, które ją stosują - zauważała Katarzyna Murawska. - Drugi element, który wydał mi się wspólny, to poszukiwanie pomocy i częste nieznajdowanie tej pomocy, tylko mierzenie się z kolejnymi przeciwnościami, atakami, oskarżeniami - dodała.

Gwałcić może też mąż, nie tylko obcy mężczyzna. "Ta książka jest jak krwawiąca rana"

Autorki opowiadają w książce historie kobiet z dużych miast, ale także ze wsi i mniejszych miejscowości, nie tylko kobiet wykształconych, ale też pracownic fizycznych i bezrobotnych, zarówno studentek, jak i dojrzałych kobiet. - Aż głupio mi o tym mówić, ale momentami byłam zła na te dziewczyny, dlaczego tak się zachowują - przyznała Paulina Nawrocka. - Myślę, że autorki liczyły się z tego typu reakcjami, dlatego są tam rozmowy z psychologami, z osobami, które próbują wytłumaczyć, z czego wynika to zachowanie - dodała.

Dziennikarki zwracały uwagę, że w opisanych historiach niezwykle często sprawcami gwałtów nie są obce osoby, ale te znane ofiarom. Czasami nawet bardzo im bliskie - członkowie rodzin, byli partnerzy albo przyjaciele. - Te kobiety próbują dalej żyć, ale często to jest życie w głębokiej depresji, ciągłym lęku, z myślami, że gdziekolwiek idą, to szykują się na ryzyko bycia zgwałconą - mówiła Małgorzata Wołczyńska. - Często wcześniej uniknęły gwałtu cudem, bo na przykład wracały promem i ktoś im pomógł, gdy pijani mężczyźni już gonili. Była również taka historia - zauważała. 

Poza tym zauważały, jak rzadko sprawcy gwałtów ponoszą odpowiedzialność, a pytania niektórych policjantów dzisiaj są podobne do tych, które padały w latach osiemdziesiątych. Przypominały historie kobiety, która cieszyła się, że skazany sprawca umarł w więzieniu, bo inaczej musiałaby żyć obok niego, kiedy odsiedziałby już wyrok. Przytaczały dane Centrum Praw Kobiet z 2005 roku, według których prawie 38 proc. prokuratorów i ponad 40 proc. policjantów uważało, że jeśli kobieta pozwala na pieszczotę, to nie ma prawa do przerwania kontaktu seksualnego. 

- Kobiety, opowiadając swoje historie, często wspominały: moje ciało należało zawsze do wszystkich, a nie do mnie. Mama mówiła, w co mam się ubierać, jak mam wyglądać, ciotka, wujek, całowali mnie i brali na ręce. Należałam do nich, tylko nie do siebie - zauważała Katarzyna Murawska. - Niezwykle ważne jest rozmawianie z dziećmi, i nie tylko, o granicach, jak mogą jest stawiać - podkreśliła. 

Dziennikarki zwracały także uwagę, że książka obala pewien mit, że do gwałtu dochodzi wtedy, kiedy kobietę w ciemnej uliczce zaatakuje obcy mężczyzna. Bo tak samo gwałcić może mąż albo partner. - Mam wrażenie, że ta książka jest jak wielka, otwarta, krwawiąca rana. Wwierca się w brzuch. Ja mam trudność, żeby po tej lekturze wrócić do rzeczywistego świata - podsumowała Anna Piekutowska

DOSTĘP PREMIUM