Drukarz z Łodzi nie poniesie konsekwencji. Ale Sąd Najwyższy "podważył niezależność TK"

Jesteśmy pozbawieni skutecznego przepisu, który chronił przed odmową dostępu do jakiejś usługi. Na podstawie tego przepisu skazywano też osoby, które nie chciały obsłużyć osób na wózku, czy wypraszały matki karmiące z restauracji. Wszyscy zostaliśmy pozbawieni tej ochrony - tłumaczyła adwokatka w rozmowie z Rochem Kowalskim.
Zobacz wideo

Wszystko zaczęło się ponad pięć lat temu, gdy pracownik łódzkiej drukarni odmówił wykonania roll-upu dla fundacji LGBT Business Forum, by "nie przyczyniać się do promocji ruchów LGBT".

Sądy kolejnych instancji uznawały winę drukarza, ostatecznie został uznany za winnego, ale sąd odstąpił od grzywny, powołując się na zapis "kto, zajmując się zawodowo świadczeniem usług (...), umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny". 

Sprawą zainteresował się sam Zbigniew Ziobro, który już jako Prokurator Generalny złożył do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie, czy artykuł 138 kodeksu wykroczeń w tej części, w której penalizuje nieuzasadnioną odmowę usług, nie jest niezgodny z konstytucją. Powoływał się na konstytucyjną "wolność sumienia". 

Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie, w którym stwierdził, że faktycznie ten przepis jest niekonstytucyjny.

- Po tym rozstrzygnięciu Prokurator Generalny wyraził zadowolenie i polecił prokuraturze złożyć wniosek o wznowienie postępowania - w grudniu ubiegłego roku Sąd Apelacyjny rozpatrywał ten wniosek. Sąd Apelacyjny uchylił oba wcześniejsze wyroki. KPH od tego wniosła apelację do Sądu Najwyższego - w "Popołudniu" TOK FM co było dalej przypomniała Karolina Gierdal, adwokatka Kampanii Przeciw Homofobii.

Podczas wtorkowego posiedzenia sąd nie nadał sprawie biegu, wskazując, że nie jest władny tego zrobić. - Sąd stwierdził, że nie istnieje środek prawny, który pozwala kontrolować czy kwestionować mechanizmu wydawania orzeczeń przez Trybunał Konstytucyjny - tłumaczyła adwokatka. Jednocześnie Sąd Najwyższy podzielił się swoimi wątpliwościami.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

- Na przykład, że sędzia nie dawał gwarancji bycia bezstronnym, niezawisłym, gdyż był tzw. sędzią delegowanym. Delegacja jest całkowicie zależna od woli ministra sprawiedliwości, który jest jednocześnie prokuratorem generalnym - relacjonowała Karolina Gierdal. Wątpliwości sądu budzi też to, że w składzie orzekającym Trybunału Konstytucyjnego znalazł się "sędzia dubler". Sąd pytał też, czy to dobrze, że mamy sprawę, w którą tak zaangażował się Prokurator Generalny. - Dobitnie wskazywał tę rolę i podważył niezależność Trybunału Konstytucyjnego, podkreślając, że prokurator generalny mógł się spodziewać rozstrzygnięcia - kontynuowała Gierdal. 

Sąd Najwyższy przypomniał też, że "prawo jest sztuką tego, co dobre i słuszne".

A po orzeczeniu Trybunału pojawia się płaszczyzna dyskryminacyjna. Sąd Najwyższy jednoznacznie wskazał, że to skutek orzeczenia TK. 

- To Trybunał Konstytucyjny i Prokurator Generalny nam to zrobili. Powstała luka prawna, jesteśmy pozbawieni skutecznego przepisu, który chronił przed odmową dostępu do jakiejś usługi. Na podstawie tego przepisu skazywano też osoby, które nie chciały obsłużyć osób na wózku, czy wypraszały matki karmiące z restauracji. Wszyscy zostaliśmy pozbawieni tej ochrony - tłumaczyła adwokatka w rozmowie z Rochem Kowalskim. 

Dopóki nie pojawiła się sprawa drukarza, nikt nie kwestionował tego przepisu.

DOSTĘP PREMIUM