"Idziemy po wolność! Idziemy po wszystko". Protesty Strajku Kobiet w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego

"Idziemy po wolność! Idziemy po wszystko" - to hasło demonstracji Strajku Kobiet, które odbywały się w niedzielę. Jak mówiła w TOK FM Klementyna Suchanow, protestującym nie chodzi już tylko i wyłącznie o walkę o prawa kobiet, ale też szereg innych postulatów. Kilkadziesiąt minut po rozpoczęciu manifestacji policja wylegitymowała pierwsze osoby.
Zobacz wideo

Demonstracji w niedzielę było kilka i odbywały się w różnych miejscach stolicy. Protestujący w 39. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego chcieli podkreślić skojarzenia ostatnich działań wicepremiera Kaczyńskiego z działaniami generała Wojciecha Jaruzelskiego. Dla manifestujących dowodem na podobieństwo jest np. internetowe nagranie, które prezes PiS umieścił w sieci w kulminacyjnym momencie protestów kobiet. W przemowie, przypomnijmy, Kaczyński wzywał do obrony kościołów.

W samo południe w Warszawie rozpoczęła się demonstracja, o której przed jej rozpoczęciem w TOK FM opowiadała Klementyna Suchanow. - Start jest zaplanowany na rondzie Praw Kobiet, czyli dawnym rondzie Dmowskiego, jak mówimy w Strajku. (...) Będzie ruszał w jakimś kierunku, ale jak to dokładnie bywa, nie wiemy dokładnie, gdzie pójdzie - mówiła.

Pytana przez prowadzącego o główne postulatu protestu, Suchanow podkreśliła, że nie jest to już kwestia samych praw kobiet i liberalizacji prawa aborcyjnego. - W ostatnich dniach spotyka nas bardzo dużo przemocy ze strony policji, jak również prześladowań i inwigilacji. Wczoraj wieczorem jakiejś pani w Ursusie do mieszkania wpadła policja i ścigano ją za strzałkę na fladze, którą wywiesiła na balkonie - powiedziała. I podkreśliła, że tego typu akcji jest dużo więcej. - To już nie jest przypadek, że jakiś jeden dzielnicowy czy jeden policjant się obraził. Widać rozkazy za tym stojące - przekonywała Suchanow. 

"Jesteśmy gotowi na przemoc policji"

Hasło niedzielnej manifestacji Strajku Kobiet brzmiało: "Idziemy po wszystko! Idziemy po wolność". Co ono oznacza? Rozmówczyni Przemysława Iwańczyka wskazała, że to właśnie wolność stała się sednem protestów - najpierw samych kobiet - a potem też młodzieży i innych innych osób, które do tych inicjatyw się dołączały. 

- Natomiast hasło "Idziemy po wszystko" wiąże się już raczej z protestami z ostatnich tygodni i postulatami, które się na nich pojawiały. Ich było bardzo wiele, ale ogólnie sprowadzają się do tego, że ludzie po prostu woleliby widzieć Polskę zarządzaną inaczej i lepiej - powiedziała Suchanow.

Dopytywana przez prowadzącego, czy kobiety są gotowe na interwencję policji - Suchanow odparła: "Jesteśmy gotowi na przemoc policji, nazwijmy to wprost". - Policja działa ostatnio przemocowo i brutalnie. Wychodzimy na ulice gotowe, by się z tym zmierzyć - dodała.

Policja blokuje przemarsz

Zaraz po rozpoczęciu protestu policja zaczęła nawoływać do rozejścia się, podkreślając, że zgromadzenie jest nielegalne. 

Manifestacja - zamiast się rozejść - ruszyła ul. Marszałkowską w kierunku Żoliborza. Protestujący skandowali hasła: "Nigdy nie będziesz szła sama", "Rewolucja jest kobietą" i "Chodźcie z nami". Po kilkunastu minutach marszu funkcjonariusze zablokowali drogę protestującym. Ci jednak - poboczem i chodnikami - ominęli policjantów i ich w pewien sposób otoczyli. 

Potem postanowili zmienić trasę marszu. 

Przed godziną 13 stołeczna policja poinformowała na swoim Twitterze, że wylegitymowane pierwsze osoby. "W związku z naruszeniem prawa kierowane będą wnioski o ukaranie do sądu, jak również nakładane są mandaty karne" - podano.

Protest dotarł na Żoliborz

Część manifestujących dotarła na Plac Piłsudskiego i przechodziła obok pomnika smoleńskiego, który został otoczony przez policjantów. Inni uczestnicy protestu poszli w kierunku Wisłostrady i tamtędy na Żoliborz. Około godziny 14 zgromadzeni dotarli w okolice domu prezesa PiS, na ulicę Mickiewicza. 

- Policja apeluje cały czas o spokój, ale tu panuje na razie absolutny spokój. Demonstrujący stoją przed kordonem policji, policja też na razie nie interweniuje, choć jest ich tu bardzo dużo - relacjonował po godzinie 14 reporter tokfm.pl Piotr Barejka.

Godzinę później na Mickiewicza została już niewielka grupa osób. Ale pojawiła się informacja, że jeszcze w niedzielę odbędzie się demonstracja solidarnościowa przed budynkiem Komendy Stołecznej Policji. Chodzi o solidarność z chłopakiem, którego funkcjonariusze mieli zatrzymać przy ul. Zajączka. 

Podobne protesty odbywały się w niedzielę także w innych miastach, m.in. w Krakowie, Łodzi i Szczecinie.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM