Prawnicy pomagają protestującym. "Taka jest potrzeba chwili"

- Adwokaci wychodzą z założenia, że trzeba reagować, trzeba tym ludziom pomóc, bo taka jest potrzeba chwili - mówi mecenas Diana Estreich-Florkowska, jedna z prawniczek, która udziela bezpłatnej pomocy osobom zatrzymywanym podczas ostatnich protestów. Takich inicjatyw jest coraz więcej, nie tylko w Warszawie.
Zobacz wideo

Grupy prawników, którzy w każdej chwili są gotowi pomóc, są w Warszawie, m.in. przy kolektywie SZPILA. Jeśli protestujący zostają zatrzymani, wywiezieni na komendę, prawnik pojawia się tam niemal natychmiast. Nie zawsze od razu zostaje przez policję wpuszczony, ale jest. 

Pomoc prawna jest dostępna nie tylko w stolicy, lecz także w innych miastach. Między innymi w Lublinie, gdzie do mecenas Diany Estreich-Florkowskiej, która koordynuje cały system wsparcia, zgłosiło się kilkudziesięciu prawników. - Rozumieją, że taka jest obecnie potrzeba chwili. Dlatego są gotowi w każdym momencie jechać na komisariat czy do sądu - mówi prawniczka. Pomoc dla aktywistów i aktywistek, ale też innych protestujących, jest całkowicie darmowa.

Kim są ci, którzy jej potrzebują?

Jak mówi nam pani mecenas, wezwania na policję dostają w dużej mierze ludzie młodzi, w tym zwłaszcza studenci i studentki, którzy brali udział w protestach przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej.

Są również osoby pracujące, emeryci, działacze Komitetu Obrony Demokracji, którzy protestują na ulicach już od kilku lat i dopiero teraz spotykają się z tak kontrowersyjnym zachowaniem policji. - Protestowałam w obronie sądów, w obronie Trybunału Konstytucyjnego, w obronie obecności Polski w Unii i w wielu innych sprawach. Zawsze pokojowo i z szacunkiem. Ale dopiero teraz, po raz pierwszy, zostałam spisana. Pewnie dostanę mandat. Czy mnie tym powstrzymają? Absolutnie nie. Dalej będę przychodzić - mówiła nam na proteście w listopadzie jedna z działaczek KOD-u.

Protestujący w ramach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet byli legitymowani i spisywani. - Co ważne, niektórym z nich mówiono, że to jedynie pouczenie i że nie będzie ciągu dalszego, a rzeczywistość pokazuje coś zupełnie innego. Od policji słyszą, że albo przyjmują mandat, albo sprawa trafi do sądu - opowiada mecenas Estreich-Florkowska.

Zarzuty, które są stawiane protestującym, dotyczą m.in. udziału w nielegalnym zgromadzeniu, ale też - co zaskakuje - udziału w zbiegowisku (taki zarzut wcześniej słyszeli głównie pseudokibice). W wielu przypadkach aktywiści byli zatrzymywani nie w czasie protestu, ale dopiero gdy go opuścili, gdy szli w dwu-, trzyosobowych grupach, na przykład na przystanek autobusowy. - Szli w maskach, przestrzegali reżimu sanitarnego, a mimo wszystko byli legitymowani - mówią prawnicy.

Kolejne stawiane przez policję zarzuty to niezachowanie dystansu, niestosowanie się do poleceń policjantów do opuszczenia miejsca zbiegowiska czy zakłócanie czynności legitymowania innych uczestników. - Dla większości osób, które się do nas zgłaszają z prośbą o pomoc prawną, jest to pierwszy kontakt z policją. To są osoby, które wierzą, że powód, dla którego wychodzili i wychodzą na ulicę, jest czymś bardzo istotnym. I to nagłe pogwałcenie ich podstawowych praw i wolności jest dla nich absolutnie niezrozumiałe - mówi adwokatka. Przyznaje, że w oczach części tych osób widać strach, ale z drugiej strony widać w nich siłę do walki o swoje prawa i ogromną determinację.

Adwokaci przekonują, że większość stawianych zarzutów jest absurdalna i w ogóle nie powinna się wydarzyć. W ich ocenie, protesty - co potwierdzają w swoich orzeczeniach sądy w różnych miejscach w Polsce - są legalne i Polacy mają do nich prawo. Bez względu na "covidowe" rozporządzenia rządu.

- Tak, spodziewam się, że sprawy będą się kończyć w sądach. My dalej będziemy tym osobom pomagać - deklaruje mecenas Estreich-Florkowska.

Pisała o tym też w "Gazecie Wyborczej" mecenas Marta Tomkiewicz. "Nagłaśniane i szeroko omawiane w mediach zarzuty przekraczania przez policję uprawnień wobec demonstrujących zmuszają do refleksji nad tym, czy aby na pewno przysługujące obywatelom prawo do pokojowego protestu interpretowane jest przez organy ścigania właściwie. (...) Władze powinny chronić spontaniczne zgromadzenia tak długo, jak długo mają one pokojowy charakter (...). Zaznaczmy, że koszty wszystkich spraw, w których zapadły orzeczenia uniewinniające czy umarzające postępowanie, ponosi w całości skarb państwa" - argumentowała adwokatka, karnistka Marta Tomkiewicz.

Adwokaci m.in. w Lublinie dalej będą pomagać. - Jest to pomoc pro bono, oddolna inicjatywa, każdy adwokat zgłaszał się indywidualnie. Jestem przekonana, że adwokaci wychodzą z założenia, że trzeba reagować, trzeba tym ludziom pomóc, bo taka jest potrzeba chwili - podsumowuje Estreich-Florkowska.

DOSTĘP PREMIUM