Pani Ewie tuż po porodzie zabrano dziecko "ze względów bezpieczeństwa". Mogła je odebrać dopiero po 5 dniach

Pani Ewa złapała koronawirusa, gdy była w ciąży. Straciła smak i węch, potem pojawiły się objawy zagrażające ciąży. Lekarz uznał, że trzeba przeprowadzić cesarskie cięcie. Po porodzie kobieta usłyszała, że dziecko musi zostać od niej oddzielone "ze względów epidemicznych". Czy jednak faktycznie było to konieczne?
Zobacz wideo

Pani Ewa (imię zmienione) urodziła w szczycie pandemii, na początku listopada. Bała się porodu, bo wiedziała, że ze względu na koronawirusa zamykane są niektóre porodówki. Starała się jednak nie stresować na zapas i powtarzała sobie, że wszystko będzie dobrze. Uspokajali ją wszyscy - mąż, lekarz, rodzina.

W ostatnim trymestrze ciąży okazało się jednak, że przyszła mama złapała koronawirusa. U pani Ewy wystąpiły wszystkie charakterystyczne objawy: gorączka, kaszel, utrata węchu i smaku.

- Wtedy się bardzo mocno wystraszyłam, nie wiedziałam, co będzie. Lekarz powiedział, że muszę mieć zrobione badania krwi, a nikt nie chciał mi ich wykonać - opowiada kobieta. Ostatecznie udało się dzięki pomocy koleżanki pielęgniarki. I całe szczęście, bo wyniki badań wskazywały na to, że pani Ewa musi mieć wykonane cesarskie cięcie.

Kobieta pojechała do szpitala w Puławach. - Trafiłam na kilkuosobową salę, razem z innymi pacjentkami COVID-owymi - opowiada. Na miejscu dowiedziała się, że dziecko nie będzie mogło zostać przy niej po porodzie. Tłumaczono to względami bezpieczeństwa.

- Nikt mnie nie pytał o zdanie. Usłyszałam taki komunikat i tyle. To dla matki tuż po porodzie jest straszne przeżycie, nikomu tego nie życzę. Ale starałam się zrozumieć, że to dla dobra mojego maluszka - mówi pani Ewa. Została wypisana po dwóch dniach, ale swoją pociechę mogła odebrać dopiero po pięciu, gdy lekarze uznali, że nie stanowi już zagrożenia dla dziecka.

Czy oddzielanie dzieci od matek jest zasadne?

W sprawie dzieci oddzielanych od matek tuż po porodzie kilka tygodni temu interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich. Wysłał do resortu zdrowia zapytanie o następujący zapis z ministerialnych wytycznych dla szpitali: "Opieka matki jest możliwa wtedy, gdy nie jest już ona zakaźna. Przestrzega się przed wypisem noworodka do domu, jeśli przebywa w nim osoba poddana izolacji, gdyż grozi to brakiem przerwania łańcucha epidemicznego, znacznym prawdopodobieństwem zakażenia dziecka i brakiem możliwości monitorowania jego stanu w warunkach domowych, co może być zagrożeniem dla jego życia”.

- Zalecenia te rodzą obawę nieuzasadnionej ingerencji władzy w życie prywatne i rodzinne. W wielu sytuacjach kobieta czuje się dobrze, nie ma dolegliwości, może karmić dziecko. Korzyści z tego płynące zostały potwierdzone w badaniach naukowych. Noworodki i małe dzieci są w grupie niskiego ryzyka, rozdzielenie powoduje zaś niekorzystne konsekwencje dla zdrowia i życia dziecka - tłumaczy Adam Bodnar.

W odpowiedzi przedstawiono mu stanowisko konsultantki krajowej w dziedzinie neonatologii prof. Ewy Helwich z końca października. Zgodnie z nim, to matka zakażona SARS-CoV-2 powinna zdecydować, czy mimo możliwości zakażenia dziecka, chce przebywać z nim od chwili urodzenia, czy też woli izolację dziecka i karmienia pokarmem odciągniętym z jej piersi.

"Z kolei wypis do domu, gdzie ktoś z rodziny jest zakażony, trudno uznać za optymalny z punktu widzenia epidemiologii, dlatego "nie zaleca się" takiego rozwiązania. W ocenie Pani Profesor, przyjęty sposób postępowania jest rozsądnym zaleceniem, szczególnie biorąc pod uwagę, że często rodziny wielopokoleniowe mieszkają w ciasnych mieszkaniach. Noworodek może być nosicielem zakażenia, które okazać się może bardzo groźne np. dla jego dziadków" - napisał do RPO wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. Podkreślił, że są to tylko zalecenia, a nie nakazy, więc porodówki nie mają obowiązku się do nich stosować.

- Mnie nikt nie dał żadnego wyboru. Zabrano dziecko i tyle. Usłyszałam tylko, że to dla jego dobra. Dostawałam jedynie od położnych zdjęcia, na którym widziałam swojego noworodka - mówi pani Ewa. Podobnych historie można znaleźć wiele na forach i portalach społecznościowych.

Wcześniaki również są izolowane

Ale to nie jedyny problem, z jakim borykają się w pandemii świeżo upieczone mamy. Ze względów epidemicznych ograniczona została też możliwość odwiedzania wcześniaków w szpitalach.

Dla przykładu w Szpitalu Klinicznym nr 4 w Lublinie ustalono specjalny grafik odwiedzin. Większość rodziców może zobaczyć swoje maluchy tylko raz na kilka dni. Wszystko po to, by chronić wcześniaki przed zakażeniem. - Przesyłamy rodzicom na bieżąco zdjęcia i filmy z ich dziećmi - mówią położne. Chcą w ten sposób stworzyć rodzicom choć namiastkę bliskości. Starają się też z dziećmi rozmawiać i trochę im "matkować", trzymając za rączkę, śpiewając czy przytulając, by pomóc im przetrwać trudny dla wszystkich czas pandemii.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM