"Urzędnicy nie chcą już urzędolić". Czy to koniec niezrozumiałej nowomowy?

Kto z nas nie znalazł się nigdy w sytuacji, gdy patrzył na pismo z urzędu i nijak nie mógł zrozumieć, o co w nim chodzi? Groźnie brzmiące frazy, długie zdania (tzw. taśmociągi), pełno paragrafów i numerów artykułów. W upraszczanie języka urzędowego od lat angażuje się dr Tomasz Piekot. Pierwsze efekty już są. - Urzędnicy nie chcą już "urzędolić" - przekonywał w TOK FM.
Zobacz wideo

- "Urzędolenie" to używanie języka urzędowego z przesadną formalizacją. W sposób sztuczny czasem bardzo niegrzeczny, by zbudować dystans do obywatela lub do klienta, bo firmy też urzędolą - zaznaczył dr Piekot z Pracowni Prostej Polszczyzny Uniwersytetu Wrocławskiego. Jak dodał, w naszym kraju język urzędowy i firmowy mają ze sobą wiele wspólnego. Wszystko przez słusznie minione czasy PRL-u, kiedy nie było zbyt rozbudowanej strefy komercyjnej i w zasadzie wszystko było "urzędowe". 

"Uprzejmie informuję"

"Mając na celu", "zważywszy", "procedować" - to tylko kilka z przykładów sformułowań, które można zobaczyć w urzędowych pismach. Dr Piekot wraz z zespołem od około ośmiu lat stara się ten język upraszczać.

Pytany, czy to trudne zadanie - przyznał, że zależy to od struktury urzędu i ulokowania urzędników w hierarchii. - Bo na przykład młodzi stażem urzędnicy bardzo by chcieli pisać przyjaznym, prostym językiem. Przychodzą do pracy i naprawdę świetnie piszą. Tylko niestety szybko przechodzą rodzaj fali w wojsku - zauważał gość TOK FM.

Jak dodał, "fala" ta oznacza między innymi dopisywanie przez starszych kolegów bądź przełożonych fraz w stylu "uprzejmie informuję", które mają sprawić, "żeby było poważniej". - I ten "rytuał przejścia" kończy się przeważnie tym, że po kilku tygodniach taki urzędnik pisze już "jak trzeba" - skwitował dr Piekot. 

Przyznał, że zmian w pisaniu oczekują już nie tylko najmłodsi urzędnicy, ale także ci najwyżej postawieni. Jest to bowiem dobrze postrzegane i traktowane jako udane działanie wizerunkowe. - Natomiast z urzędnikami średniego szczebla jest już różnie - stwierdził ekspert z Pracowni Prostej Polszczyzny.

Oprócz pewnych przyzwyczajeń posługiwanie się skomplikowanym językiem wynikać może też z obaw, strachu. Urzędnicy, jak wskazywał dr Piekot, boją się zmieniać podpisywane przez siebie pisma - upraszczać je, skracać czy parafrazować. Gdyby okazało się, że coś pominęli lub napisali niepoprawnie, mogłaby czekać ich za to kara. Łatwiej i bezpieczniej - z ich punktu widzenia - jest zatem przepisać lub skopiować z internetu jakiś konkretny zapis. 

Przystanek "na życzenie"

Gość TOK FM podkreślił, że w urzędniczej nowomowie widać jednak pewne zmiany. Podał niedawny przykład z Wrocławia, gdzie przystanki "na żądanie" zmieniono na przystanki "na życzenie". - Jeden z mieszkańców zaprotestował. Powiedział, że źle się czuje, kiedy stoi na przystanku i ma tam napis "na żądanie", bo on nie ma żadnych żądań. On sobie tylko życzy, żeby kierowca się zatrzymał. To ciekawa zmiana relacyjności, choć symboliczna - skomentował językoznawca. 

Inny przykład przywołał gospodarz audycji - Przemysław Iwańczyk. Dziennikarz mówił, że kilka dni wcześniej dostał pismo z urzędu skarbowego, które napisane było w niezwykle jasny sposób.  - Powiadomiono mnie, żebym naniósł korektę na swoje zeznanie podatkowe, ponieważ wkradł się błąd. Prostym językiem wyszczególnione było, co z czym się nie zgadza. Była prośba, by to poprawić i przynieść znów do odpowiedniego okienka. Można? Można - chwalił dziennikarz.

Podobny zachwyt, tyle że nad listem z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, wyraziła niedawno była minister cyfryzacji Anna Streżyńska. Na swoim profilu na Facebooku przyznała, że zapomniała opłacić ZUS i otrzymała list z informacją o zadłużeniu. "JESTEM ZACHWYCONA. Po pierwsze, list nie jest wezwaniem do zapłaty, nie jest bezosobowy i urzędniczy. Jest spersonalizowany i niezwykle grzeczny" - pisała Streżyńska.

Dr Piekot przyznał, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych był jedną z tych instytucji, z którą jego zespół współpracował. Opracowania przygotowane przez Pracownię Prostej Polszczyzny - jak dodał - rozesłane zostały także do wielu innych urzędów i widać, że część z nich stosuje zastosowane tam porady. 

Jedną z nich jest to, by pismo urzędowe składało się z dwóch części. - Pierwsza kartka powinna być takim listem przewodnim, trochę jak list motywacyjny, który wysyłamy, by zdobyć pracę. Najlepiej 2-3 akapity, relacyjne i przyjazne. I on powinien zapowiadać, że na pozostałych stronach są już szczegółowe analizy, uzasadnienia, wyjaśnienia i tak dalej - wyjaśniał gość TOK FM.

Natomiast na kolejnej stronie powinna się znaleźć już szczegółowa rozpiska paragrafów, artykułów, wyjaśniających od strony prawnej daną sprawę.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

DOSTĘP PREMIUM