Ciarka: Policja nie znała trasy marszu. Redaktor TOK FM: Przecież ogłaszano ją przez megafon!

Inspektor Mariusz Ciarka rozmawiał z Rochem Kowalskim. Redaktor TOK FM próbował ustalić założenia działań policji podczas niedzielnej manifestacji Strajku Kobiet, przepytywał go również o ich sens.
Zobacz wideo

Rzecznik Prasowy Komendanta Głównego Policji Mariusz Ciarka podkreślał w Popołudniu Radia TOK FM, że przed niedzielną manifestacją w mediach społecznościowych pojawiały się groźby pod adresem policjantów. Przywołał wpisy, których autorzy zapowiadali m.in. użycie koktajli Mołotowa.

Wyjaśnił, że dlatego nie może podać, ilu policjantów zabezpieczało demonstrację. - Nie podajemy nigdy informacji nt. naszych sił i środków opinii publicznej, bo to mogą być wskazówki dla osób, które nie mają pokojowych zamiarów, ale szukają zaczepek i zadym - tłumaczył Ciarka.

- I widział pan w niedzielę te zadymy? Albo koktajle Mołotowa? - zapytał prowadzący audycję Roch Kowalski. Ciarka przyznał, że protest miał spokojny przebieg i od razu dodał, że to "dzięki policjantom".

Inspektor szybko przeszedł do zarzutu, który regularnie powtarza się w policyjnych komunikatach o marszach Strajku Kobiet. - Niestety, to zgromadzenie, podobnie jak inne w poprzednich dniach, nie zostało zgłoszone w Urzędzie Miasta - mówił. Wtrącił mimochodem, że tego samego dnia w Warszawie odbyły się 3 lub 4 inne zgromadzenia, na które miasto wyraziło zgodę.

Kowalski postanowił przejść do konkretów. - Czy 83 radiowozy do ochrony domu Jarosława Kaczyńskiego to dużo czy mało? - pytał. - To środki adekwatne - stwierdził Ciarka. 

- Pamiętajmy, że organizatorzy podawali, że marsz miał liczyć wiele tysięcy osób. To nie jest wina policji, że mieliśmy do czynienia z frekwencyjną klapą. My swoje siły przygotowaliśmy właśnie na wielotysięczne zgromadzenie - odpowiadał rzecznik. Dodał również, że radiowozy służą "nie tylko do przemieszczania policjantów", lecz również "do naturalnej osłony".

- Nie sądzę, żeby policja była od oceniania, czy manifestacja była frekwencyjnym fiaskiem - stwierdził Kowalski. Rzecznik policji odpowiedział, że chodziło mu o nie tylko o ocenę sukcesu zgromadzenia, ile o stwierdzenie, że w większym tłumie siły policji nie wydawałby się tak duże.

Padło też pytanie, dlaczego manifestującym nie pozwolono przejść najprostszą trasą z Centrum na Żoliborz, tylko kierowano ich w boczne uliczki, a w końcu na Wisłostradę. Według Ciarki, policja... nie znała planowanej trasy marszu (choć, przypomnijmy, do informacji o zakładanej frekwencji udało się jakoś dotrzeć). - Niestety, organizatorzy nas o tym po prostu nie informują - ubolewał inspektor.

- Panie rzeczniku, byłem wczoraj na tej manifestacji zawodowo. Słyszałem, jak przez głośniki organizatorzy wprost informowali, jaka jest trasa przemarszu: Marszałkowska-Andersa-Mickiewicza - zaprotestował Kowalski.

- Gdyby organizatorzy - zgodnie z ustawą o zgromadzeniach - zgłosili wcześniej, którędy idzie marsz, policja zabezpieczyłaby odpowiednio trasę. To nie wygląda tak, że ktoś krzyczy przez głośnik: "teraz idziemy taką a taką ulicą" i policja w ciągu 2-3 minut zatrzyma tramwaje, skieruje na inne trasy autobusy, wstrzyma ruch drogowy, poinformuje ludzi, żeby tą trasą nie jechali... - mówił Ciarka.

Kowalski zauważył, że działania policji doprowadziły do jeszcze większych utrudnień w ruchu. - Wyprowadzono ludzi na Wisłostradę, którą jeździły auta. Manifestujący szli między nimi - wytknął.

- Cały czas były nadawane komunikaty, żeby zgromadzeni zeszli na chodnik, ponieważ zajmują pas ruchu nielegalnie - odpowiedział Ciarka. - Dlaczego zabiera się prawo do korzystania z drogi mieszkańcom Warszawy, którzy wracają z pracy, jadą odebrać dzieci z przedszkola lub do osób chorych? - pytał retorycznie.

Kowalski odparł: - Tak wyglądają manifestacje. Widział pan manifestację, która szła tylko chodnikiem i nie zajmowała pasa drogi? Rzecznik w odpowiedzi powtórzył, że demonstracja była nielegalna, więc nie dało się jej zabezpieczyć. 

- Mam wrażenie, że żyjemy w dwóch różnych miastach. W Warszawie często mają miejsce demonstracje spontaniczne i są przepuszczane pasem ruchu. Tak zresztą było wielokrotnie w przypadku manifestacji Strajku Kobiet - odparł Kowalski.

Ciarka przywołał przykład posłanki zaatakowanej torebką. - Pani poseł Scheuring-Wielgus została w niedzielę uderzona przez starsza panią torebką, dlatego że ta pani była zdenerwowana. Oczekiwała na autobus i nie mogła się doczekać. Co przechodziła przystanek, to demonstracja się tam przemieszczała. Tej pani po prostu puściły nerwy. To przykład na poparcie moich słów, a nie tego, co pan mówi: że ludzie w Warszawie są przyzwyczajeni do demonstracji - argumentował policjant.

- Dziwi mnie, że mówi pan z takim spokojem o tym, że jakaś kobieta zaatakowała posłankę - skwitował Kowalski. A Ciarka odpowiedział, że kobiecie tej zostały przedstawione zarzuty. 

DOSTĘP PREMIUM