Marlena Maląg "padła ofiarą hakerów". Włamali się na jej konto i pisali o "bezmózgich dzikusach"

Na koncie minister Marleny Maląg pojawił się wulgarny wpis, w którym protestujące kobiety porównano do "watahy Papuasów" i "bezmózgich dzikusów". Sama minister szybko poinformowała, że padła ofiarą ataku hakerów, ale po ponad dwóch godzinach wpis nadal był dostępny. To również nie pierwszy raz, gdy polityk PiS pada ofiarą podobnego ataku.
Zobacz wideo

Na oficjalnym koncie Marleny Maląg, szefowej Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, pojawił się wulgarny wpis, w którym minister, rzekomo, pisała, że "jako kobieta i jako matka" nigdy "nie zrozumie ani nie poprze protestujących". "Wulgarne i chamskie zachowanie nie zdobi kobiet" - można było przeczytać we wpisie. Następnie protestujące kobiety zostały porównane do "watahy Papuasów" i "bezmózgich dzikusów zdolnych jedynie do bicia i bezrozumnego uprawiania seksu". "Dla wszystkich bluzgających pseudo kobiet należy stworzyć specjalne rezerwaty, w których będą wykorzystane jako inkubatory" - podsumowano wpis. 

Wulgarny post niemal natychmiast wywołał reakcję samej minister Maląg, która przekazała, że włamano jej się na konto. "Moje konto na Facebooku padło ofiarą hakerów. Do czasu kiedy nie poinformuję o odzyskaniu go proszę traktować pojawiające się posty jako kłamliwą manipulację" - napisała na Twitterze, jednak na Facebooku post... nadal był. I nie został usunięty przez następne dwie godziny.

Włamania na konta polityków PiS. Inni już musieli się tłumaczyć

To nie pierwszy raz, gdy na konto polityka PiS włamują się hakerzy, choć wcześniej ofiarami padali raczej posłowie i radni, a nie ministrowie. Głośno było o pośle Marcinie Duszku, na którego koncie pojawił się wpis o "ślicznotce", która miała być jego nową sekretarką. "Udowodniła już swój profesjonalizm i będzie moją prawą ręką we wszystkich sprawach. Moi koledzy posłowie będą zazdrościć" - brzmiał post. Po kilku godzinach poseł poinformował, że ktoś włamał się na jego prywatne konto, a sprawę zgłosił na policję. 

Ofiarą podobnego ataku padła też posłanka PiS Joanna Borowiak, której przejęto konto na Twitterze. "Możecie sobie protestować, ile chcecie. Jak powiedział Jarosław Kaczyński, zdanie narkomanek-prostytutek i zabójców dzieci nie będzie mieć wpływu na podejmowane decyzje" - napisano przez konto posłanki. Po chwili pojawił się kolejny wpis, wyjaśniający, że komentarz miał zostać... przesłany w prywatnej wiadomości, a później posłanka oświadczyła, że na jej konto ktoś się włamał. To samo przekazała wówczas również rzeczniczka PiS. 

DOSTĘP PREMIUM