Dodatkowe diety za "zdalne zebrania" sędziów KRS. Rekordziści zarobili ok. 20 tys. zł. "Tutaj stosuje się zasadę TKM"

- Nielegalny organ, jakim jest "neo-KRS" stosuje sposoby wydrenowania funduszy państwowych z osobistymi korzyściami dla siebie - mówił w TOK FM sędzia Waldemar Żurek, komentując pobieranie dodatkowych diet przez członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Niektórzy zarobili w ten sposób ponad 20 tys. zł.
Zobacz wideo

Członkowie "nowej" Krajowej Rady Sądownictwa znaleźli sposób, by zarabiać więcej. Jak? Mechanizm opisał "Dziennik Gazeta Prawna" i RMF FM.

Sędzia KRS otrzymuje blisko 1000 zł diety za każdy przepracowany dzień w radzie. Jeszcze przed pandemią - kiedy członkowie KRS spotykali się nie zdalnie, lecz "na żywo" - przeważnie tego samego dnia odbywały się i posiedzenia komisji działających przy KRS, i posiedzenia plenarne rady, a sędziowie dostawali za wszystko pojedynczą "dniówkę".

Od lipca, kiedy KRS dopuściła możliwość zdalnych posiedzeń, członkowie zaczęli coraz częściej zwoływać spotkania komisji. A nawet, jeśli danego dnia sędzia odbędzie tylko jedno spotkanie, przysługuje mu pełna dieta - niezależnie od tego, ile godzin przepracował i jakie były rezultaty.

Jak wynika z ustaleń RMF FM, niektórzy sędziowie "neo-KRS" w ciągu pięciu miesięcy zarobili łącznie 160 tysięcy złotych. Jednym z rekordzistów miał być Maciej Nawacki, który dzięki temu miał wzbogacić się o ponad 22 tys. zł. Wśród innych sędziów, którzy mieli bogacić się na dodatkowych posiedzeniach znaleźli się m.in. Dariusz Drajewicz (ok. 23 tys.), Arkadiusz Mularczyk (15 tys.) i Jarosław Dudzicz (14,5 tys.).

Sędzia Żurek: To jest coś niebywałego

- Tutaj stosuje się chyba zasadę "TKM" ["teraz, k..., my" - red.] - skomentował w TOK FM sędzia Waldemar Żurek, były rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa. - Nielegalny organ, jakim jest "neo-KRS" stosuje sposoby wydrenowania funduszy państwowych z osobistymi korzyściami dla siebie - dodał.

Dopytywany, czy za czasów, kiedy on zasiadał w radzie, podobne sposoby organizowania komisji w różnych dniach także miały miejsce, przyznał, że zdarzało się, iż władze KRS podejmowały decyzję o dodatkowych posiedzeniach i dodatkowych wynagrodzeniach. Zapewniał jednak, że działo się to tylko wtedy, kiedy było wiele spraw do rozpatrzenia, posiedzenia komisji trwały wiele godzin i "fizycznie było mnóstwo pracy". 

- Tutaj, jak słyszymy, [na dodatkowych posiedzeniach] zbiera się jakaś komisja biblioteczna... - dziwił się sędzia Żurek. - Więcej, ja słyszałem nawet, że dochodziło do tego, że członkowie KRS nie chcieli zgodzić się na plenarne posiedzenie, jeśli nie będzie im wypłacona dieta. To jest coś niebywałego - ocenił.

Jak czytamy w rmf24.pl, to sędzia Nawacki miał być jednym z głównych inicjatorów zwoływania posiedzeń komisji. Dziennikarze podają, że "jest on członkiem czterech z pięciu komisji, które od lipca zbierały się poza terminami posiedzeń plenarnych - to komisje do spraw: ochrony danych osobowych, reformy wymiaru sprawiedliwości, etyki zawodowej sędziów i asesorów oraz bibliotecznej".

Przypomnijmy, Maciej Nawacki to jedna z popularniejszych postaci nowej KRS. Zasłynął m.in. tym, że podarł uchwałę sędziów z Olsztyna - zrobił to w świetle kamer, z nieukrywaną satysfakcją. Uchwała ta dotyczyła poparcia dla zawieszonego sędziego Pawła Juszczyszyna. 

Wcześniej wątpliwości budził zresztą sam fakt, czy Maciej Nawacki został prawidłowo wybrany do KRS. Sędzia publicznie przyznał, że sam podpisał się na swojej liście poparcia, a niektórzy sędziowie z Olsztyna - przed głosowaniem - wycofali swoje poparcie dla niego.

DOSTĘP PREMIUM