"Przeklęta niech będzie rewitalizacja!" Dlaczego centra polskich miast to gołe place?

Drzewa w miastach nie tylko ładnie wyglądają, ale i zachęcają mieszkańców do spędzania czasu poza domem. Dlaczego więc w Polsce wycina się skwery, a na ich miejsce powstają puste place z obowiązkowymi fontannami? O tym Grzegorz Sroczyński rozmawiał z Janem Mencwelem współzałożycielem i przewodniczącym stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.
Zobacz wideo

Grzegorz Sroczyński rozpoczął audycję od cytatu z nowej książki swojego gościa "Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta". Tak jeden z bohaterów opisuje tytułowe zjawisko:

"Przeklęta niech będzie rewitalizacja! Za unijne pieniądze mamy w całej Polsce w miastach małych i dużych plagę rewitalizacji, która polega na przebudowie rynku placów i innych miejsc publicznych, na tzw. uporządkowaniu terenu, czyli wycięciu drzew, które atakują ludzi, likwidacji trawników no i tych strasznych krzaczorów, w których młodzież pije wino. Następnie następuje położenie płyt chodnikowych, kostki Bauma albo tam, gdzie władze na to stać - kostki granitowej. Całość często wieńczy fontanna. Dlaczego władze samorządowe w całej Polsce wycinają drzewa i leją beton? Dlaczego wyborcom to się podoba? (...) W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że to służy tylko jednemu: żeby coś utwardzić. Bo jak się coś utwardzi, a najlepiej zabetonuje, to jest się kimś."

Jan Mencwel tłumaczył, że szaleństwo "betonozy" zaczęło się po wstąpieniu Polski do UE. Centra polskich miast, zwłaszcza mniejszych, przez lata były zaniedbywane. Dlatego gdy tylko pojawiły się unijne środki na ich "rewitalizację", burmistrzowie i prezydenci sięgali po nie ochoczo. Mencwel przyznał, że sam do końca nie rozumie, dlaczego jednak tak powszechnie uznano, że "nowoczesna przestrzeń miejska jest pozbawiona drzew, zieleni i wybetonowana".

Sroczyński dziwił się, że mieszkańcy "nie wywieźli na taczkach" włodarzy, którzy na ogołocenie miasta przeznaczali nierzadko wielkie fundusze. 

- Mieszkańcy w jakiś sposób byli zadowoleni z tego, że coś jest, jakaś poprawa. Że wreszcie na rynku, gdzie przez dekady nie było żadnych zmian, pojawia się jakiś nowy element. Ale z czasem zorientowano się, że tego typu rewitalizację wcale nie jest czymś pożądanym - odpowiedział Mencwel.

Gość Sroczyńskiego wskazał również na inną przyczyną "betonozy" - specyficznie pojmowaną w Polsce troskę o "dziedzictwo narodowe". Przytoczył przykład Ciechanowa, gdzie w 2010 r. usunięto z rynku (obecnie pl. Jana Pawła II) rozłożystych drzew posadzonych tam w latach 50. Prezydent tłumaczył to "przywracaniem historycznego kształtu" tej przestrzeni, gdzie "drzew nigdy nie było".

Jak zauważył Mencwel, trudno mówić o zieleni, która rosła przez 60-70 lat, że "nigdy jej nie było". Natomiast to, że przed wojną w centrum Ciechanowa faktycznie był pusty plac, można tłumaczyć choćby tym, że postrzeganie drzew jako ważnego elementu infrastruktury miasta to dość świeży pomysł. Zrodził się ok. 200 lat temu, zaś wcześniej, jak stwierdził Mencwel, "miasta były dość koszmarnymi miejscami do życia".

Wycinka drzew faktycznie przeniosła więc rynek w Ciechanowie w przeszłość, ale niekoniecznie w czasy jego świetności. - Jest to podszyte taką niechęcią do wszystkiego, co zrobiono po wojnie. Zrobili to komuniści, więc te drzewa to tak naprawdę komunistyczne ziarna - dodał Mencwel z przekąsem. 

Autor "Betonozy" podkreślał, że dziś wielu mieszkańców sprzeciwia się podobnym projektom - i to nie dlatego, że ktoś z Warszawy powiedział im, że kostka Bauma to obciach. Zdaniem Mencwela ludzie dostrzegają po prostu, że drzewa upiększają miasto i przyjemniej się spędza wśród nich czas.

Podał też sposób na przekonanie do tego sceptyków. Wystarczy zabrać ich w upalny dzień na spacer - najpierw na wybetonowany "skwer", a później aleją, wzdłuż której rośnie szpaler drzew. - Temperatura w miejscach zielonych jest nawet o 20 stopni niższa niż na betonowych patelniach. Prowadziliśmy takie badania w Warszawie - na placu Bankowym i pod pomnikiem Starzyńskiego było prawie 50 stopni, a w cieniu drzew 200 m dalej 28 stopni. Myślę więc, że każdy może poczuć to na własnej skórze - mówił Mencwel.

DOSTĘP PREMIUM