Nie stawia jedynek, nie zadaje prac. Skąd wie, że uczeń czegoś nie umie? Sam jej mówi

Anna Szulc uczy matematyki w I Liceum Ogólnokształcącym im. Kazimierza Wielkiego w Zduńskiej Woli. Jak mówi, nauka zdalna niewiele zmieniła w jej sposobie podejścia do uczniów i do nauki. Najważniejsze są dla niej empatia i relacje z uczniami. - Wystarczy dać uczniom jasny przekaz: "jestem tu po to, żeby was wspierać i ułatwiać wam naukę" - mówi w rozmowie z TOK FM.
Zobacz wideo

Anna Szulc od szesnastu lat uczy w liceum, wcześniej prowadziła lekcje matematyki w technikum. Jak mówi, w liceum wypracowała sobie swój sposób na edukację. Opisała go w książce "Nowa szkoła". W jej ocenie, kluczowe są relacje z uczniami - otwartość, tolerancja, zrozumienie, wsparcie. Nieważne, czy chodzi o edukację "w realu", czy o lekcje zdalne.

- Moim zdaniem, największym błędem zdalnej edukacji jest przeniesienie do niej metod niewspierających stosowanych w szkole realnej - mówi nauczycielka. W relacjach z uczniami nie wymaga, by w trakcie lekcji mieli włączone kamerki. Doskonale rozumie, że jednego ucznia może to stresować, a inny nie chce pokazać, że jest na lekcji w piżamie.

Dla Anny ważna jest pewność, że uczniowie są obecni i rozumieją omawiany materiał. Ważne, by wiedzieli, że mogą pytać i błądzić, a nauczyciel jest po to, by tłumaczyć i wspierać. U niej na lekcjach nie ma mowy o zadawaniu 50 zadań do rozwiązania w domu czy o stawianiu jedynek, gdy ktoś czegoś nie potrafi.

Skąd wie, że uczniowie rozumieją matematykę i potrafią rozwiązywać zadania? Bo to oni, gdy mają z czymś problem, piszą do niej, mailują, czasami dzwonią. Nie boją się przyznać, że czegoś nie wiedzą.

Nasza rozmówczyni wie, że kiedy uczniowie mają zaliczać wiedzę na oceny – stopnie, stosują strategie, które ułatwiają osiągnięcie celu – stopnia, dlatego ściągają od siebie wzajemnie, korzystają z rozwiązań z internetu, korzystają z pomocy rodzica, rodzeństwa,  korepetytora. I wcale jej to nie dziwi.

- Jeśli ktoś wie, że jak nie odeśle rozwiązanych zadań, to dostanie jedynkę, lub jest narażony na jakieś niemiłe doznania lub konsekwencje, to będzie szukał sposobu, by jednak te zadania „zrobić”. Każdy z nas w takiej sytuacji będzie szukał sposobu, by nie mieć problemu, nawet kosztem straty czegoś wartościowego, chociażby wiedzy, którą mógłby mieć, gdyby dotarł do powodów niepowodzeń - mówi Anna Szulc. 

- Tyle, że w ten sposób my dorośli uczymy młodzież i się jeszcze pod tym podpisujemy, że zachowania nie fair - ściąganie, nierzetelna praca, odpisywanie - są usprawiedliwione, bo chodzi o to, by mieć dobrą ocenę, stopień. A nie tędy droga - dodaje. I tłumaczy, że sama stara się uczyć młodych ludzi nie tylko matematyki, ale też - choć brzmi to może górnolotnie - życia. - Swoją postawą również uczę tych młodych ludzi zachowań, które mają im służyć w przyszłości - dodaje. 

Anna w pracy stara się rozwijać koncepcję opartą na przenoszeniu odpowiedzialności za proces uczenia się z nauczycieli na uczniów. I mimo, że uczniów nie sprawdza i nie "ściga", to oni uczą się w oparciu o motywację wewnętrzną, bo tylko wtedy można mówić efektywnej nauce, ale też w oparciu o wzajemne relacje i współpracę. Wiedzą, że robią to dla siebie, a jeśli czegoś nie rozumieją czy nie potrafią - nie jest wstydem, ani żenadą się do tego przyznać. - W edukacji chodzi m.in. o to, by uczniowie się uczyli, a nie o to, by ich nauczać. To jest jeden z podstawowych warunków efektywnej nauki. Odtwarzanie wiedzy, zaliczanie na stopień, jest nauką ulotną - tłumaczy nauczycielka.

Przed pandemią raz w miesiącu miała na swoich lekcjach gości - nauczycieli z innych miast i innych szkół, którzy uczyli się od niej, jak uczyć. Dziś - w czasie epidemii koronawirusa - takiej możliwości nie ma. Ale, by dzielić się tym, co sama wypracowała, opierając się na swojej intuicji - bierze udział w webinarach i spotkaniach online.

Szkoła w czasie epidemii koronawirusa - inna, choć nie do końca

Od kilku tygodni uczniowie w polskich szkołach mają lekcje wyłącznie zdalnie. Szkoły zostały zamknięte w ramach obostrzeń związanych z pandemią COVID-19. Kiedy młodzież znów wróci do szkolnych ławek? Odpowiedzi na to pytanie wciąż nie ma. Na razie wiemy tyle, że do 17 stycznia trwają ferie. Pojawiają się zapowiedzi, że być może po feriach do szkół wrócą na początek klasy I-III, a potem starsze. Ale żadnej pewności w tym zakresie nie ma - wszystko zależy od rozwoju pandemii.

DOSTĘP PREMIUM