"Luter zakwestionował Kościół, a dziś mamy rewolucję, która kwestionuje naturalny porządek, czyli rodzinę". Awantura o Kartę Praw Rodziny

Jednego głosu zabrakło radnym z Białej Podlaskiej na Lubelszczyźnie do uchylenia Samorządowej Karty Praw Rodziny. Pomysł, by Kartę uchylić - po raz pierwszy w Polsce - wyszedł od samych mieszkańców, którzy uznają ją za homofobiczną i dyskryminującą.
Zobacz wideo

Karta została przyjęta w Białej Podlaskiej w czerwcu ubiegłego roku. Miała być m.in. odpowiedzą i sprzeciwem wobec podpisanej przez prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego Deklaracji LGBT. Karta mówi m.in. o tym, że "rodzina jest fundamentem państwa prawnego" a małżeństwo to "związek kobiety i mężczyzny". W zamyśle jej twórców ma chronić m.in. przed "seksualizacją" dzieci w szkołach - chodzi choćby o niewpuszczanie do szkół organizacji, które prowadzą zajęcia antydyskryminacyjne czy dotyczące edukacji seksualnej. W Karcie jest również mowa o tym, by samorząd współpracował z organizacjami pozarządowymi w ramach "wzmacniania rodziny i małżeństwa oraz wykluczał finansowanie tych projektów, które godzą w te wartości".

Pod obywatelskim projektem uchwały by uchylić Kartę podpisało się 300 osób. Mieszkańcy, którzy chcieli, by Biała Podlaska wycofała się z Samorządowej Karty Praw Rodziny, uznali, że jest ona szkodliwa i skrajna ideologicznie. "Zapisy pozornie nie wzbudzają zaniepokojenia, ale jeśli przyjrzymy się im bliżej oraz poddamy głębszej analizie, to nabierają one zupełnie nowego, niebezpiecznego znaczenia" - napisali w uzasadnieniu. "Nie da się ukryć, że zapisy najbardziej uderzają w środowisko osób LGBT+, które nie wpisuje się w preferowane wartości środowisk prawicowych i utrakatolickich. Dokument jawnie zagraża edukacji antydyskryminacyjnej czy seksualnej, które są przecież obowiązkowe".

Dyskusja o pomyśle uchylenia Karty - długa i burzliwa

- To jest sprawa walki ideologii z prawdą - grzmiał radny Sławomir Potocki ze Zjednoczonej Prawicy na sesji Rady Miasta. I udowadniał, że rewolucja kulturowa, z którą mamy obecnie do czynienia, zaczęła się od Marcina Lutra. - Luter zakwestionował Kościół, Rewolucja Francuska zakwestionowała Kościół i Chrystusa, rewolucja bolszewicka zakwestionowała Kościół, Chrystusa i Pana Boga, a teraz mamy neomodernistyczną rewolucję, która kwestionuje naturalny porządek, czyli m.in. rodzinę. Po tym czeka już tylko nihilizm, bo nie ma innego etapu - dowodził Potocki. 

Jesteśmy jak żaba, która się gotuje i nie może wyskoczyć z garnka?

- W wielu krajach rewolucja kulturowa, która idzie przez świat, już dokonała wielkiego spustoszenia. Jest to jak ta żaba, która się gotuje i która normalnie potrafiłaby wyskoczyć z garnka, ale jak się pomalutku wrzuci ją do ciepłej wody i będzie się ją gotować, to ona nie wyskoczy. Część z nas nie widzi tych zmian, które występują i które są bardzo dobrze zaplanowane - organizacje takie jak WHO czy ONZ planują to na wiele lat, m.in. w kwestii zmiany rodziny. I widzimy to choćby w języku - w wielu krajach określenia "ojciec" czy "matka" to są już określenia faszystowskie - grzmiał radny Potocki.

Mówił też o "normalnej rodzinie", gdzie "jest ojciec i matka, i gdzie dziecko ma najlepsze wychowanie". Dowodził, że trzeba promować taki model rodziny, by nie dochodziło do rozwodów, które są "największą plagą" obecnych czasów.

"Normalna rodzina? Powinien pan przeprosić mieszkańców"

- Normalna rodzina, czyli tata, mama i dziecko? Czyli rozumiem, że inne rodziny są nienormalne? Bo jeśli tak, to chciałbym, żeby pan za te słowa przeprosił - przeprosił tych mieszkańców, te rodziny, które nie mają możliwości być pełną rodziną. Z różnych przyczyn - ripostował radny Robert Woźniak z Koalicji Obywatelskiej.

Mariusz Michalczuk z Koalicji Obywatelskiej przekonywał, że nie można mówić o jednym, właściwym modelu rodziny. - Były takie wypowiedzi na komisjach Rady Miasta: "O, ale ty to jesteś nie z prawidłowej rodziny, bo u ciebie nie ma matki i ojca". Szanowni państwo, trochę powagi. Nikt z nas nie jest przeciwko rodzinie - przekonywał radnych PiS Mariusz Michalczuk.

Radny Sławomir Potocki jednak nie odpuszczał. Dowodził, że bez Samorządowej Karty Praw Rodziny zagrożona będzie edukacja w szkołach. - Były przypadki - nie w Białej Podlaskiej na szczęście, ale były - że do szkół wchodziły organizacje pozarządowe typu Ponton (organizacja od lat prowadząca rzetelną i merytoryczną edukację seksualną w szkołach - przyp. red.) i dokonywały seksualizacji dzieci. To jest opisane, wiele jest takich przypadków. I chociażby, żeby tego uniknąć, lepiej dmuchać na zimne - przekonywał Potocki.

O jeden głos za mało, by Kartę uchylić. Ale...

Ostatecznie Rada Miejska w Białej Podlaskiej nie uchyliła Samorządowej Karty Praw Rodziny. Zabrakło jednego głosu - głosu radnego z Koalicji Obywatelskiej, który był nieobecny. Nieoficjalnie wiadomo, że z powodów zdrowotnych.

- Oczywiście, że nie jesteśmy zadowoleni z wyniku głosowania. Remis w głosowaniu oznacza niekorzystny wynik. Zabrakło głosu jednego radnego. Nie udało sie przekonać radnych Zjednoczonej Prawicy, że Karta jest aktem dyskryminującym, wykluczającym i namawiającym prezydenta do łamania prawa. Mówię tu chociażby o zakazie wynajmowania mienia miejskiego na organizowanie spotkań chcących zmiany art 18 Konstytucji. Jeżeli będę chciał lobbować za małżeństwami jednopłciowymi, to zgodnie z kartą nie mogę tego robić na publicznym placu - mówi nam Jakub Motyczka, jeden z mieszkańców i pomysłodawców uchylenia SKPR. - Radnych nie przekonało również to, że za jakiś czas możemy pożegnać się ze środkami unijnymi - dodaje.

- A wypowiedzi radnych? No cóż. Były pytania merytoryczne i te trochę mniej. Były też niezrozumiałe tyrady radnego Sławomira Potockiego, który rozsławił już Białą Podlaską twierdzeniami, że joga to grzech, a Olga Tokarczuk jako pochodząca z Ukrainy dręczycielka narodu polskiego nie zasługuje na upamiętnienie uchwałą rady miasta - mówi Motyczka.

Czy pomysł uchylenia Samorządowej Karty Praw Rodziny powróci? - Nie wiemy jeszcze, czy będziemy wnosić pod obrady jeszcze raz pomysł uchylenia Samorządowej Karty, ale na pewno będziemy się przyglądać rozwojowi sprawy. Radni Zjednoczonej Prawicy zapowiedzieli aktywne działania więc i my nie będziemy leniuchować - dodaje Motyczka.

DOSTĘP PREMIUM