Szczepienia poza kolejnością dla aktorów i polityków. Szymon Hołownia: Logika jak z PRL-u

- Coś takiego nie powinno się wydarzyć. Jesteśmy na wojnie z wirusem, a na wojnie nie powinno być poczekalni pierwszej klasy - tak szczepienia poza kolejnością na WUM komentował w TOK FM Szymon Hołownia. Jego zdaniem sprawa musi zostać dogłębnie wyjaśniona, a odpowiedzialność powinny ponieść najwyższe władze uczelni.
Zobacz wideo

Szymon Hołowania nie ma wątpliwości, że do szczepienia znanych osób poza kolejnością nie powinno dojść. Jak ocenił w Poranku Radia TOK FM, tłumaczenia zaszczepionych, jak i rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, nie wyjaśniają sprawy.

- Jeżeli rzeczywiście te osoby miały najszczersze i najlepsze intencje, myślały, że wezmą udział w akcji promocyjnej, to pytanie, gdzie są relacje z tej akcji. Dlaczego mamy do czynienia z akcją promocyjną, w której cześć biorących w niej udział wciąż się nie ujawniła? - pytał lider ruchu Polska 2050. 

- Myślę, że największą odpowiedzialność ponoszą nie sami zaszczepieni, tylko w pierwszym rzędzie organizator szczepień, czyli Warszawski Uniwersytet Medyczny. Jego rektor powinien się w tej sprawie bardzo jasno wypowiedzieć - podkreślał Hołownia. - Powinniśmy się dowiedzieć, dlaczego taka inicjatywa od niego wyszła, dlaczego była skierowana do tych, a nie innych osób, jak to się miało do szczepienia lekarzy, którzy wciąż czekają w kolejce - dodał w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

Zdaniem Hołowni dotychczasowe wypowiedzi rektora WUM, który powołał na uczelni wewnętrzną komisję do zbadania sprawy, niewiele wnoszą. - Rektor nie powiedział w tej sprawie nic, co by istotnie zmieniało obraz sytuacji, a za wyjaśnienie sprawy chce się wziąć PiS, który ma sam mnóstwo za uszami - zauważał. I przypomniał zakup respiratorów od handlarza broni i maseczek, które nie miały potrzebnych certyfikatów.

Gość TOK FM podkreślił również, że sam się zaszczepi, kiedy przyjdzie jego kolej, a szczepienie poza kolejnością nazywał "logiką z PRL-u". 

- O tym, że ma się gdzieś znajomą panią, która sprzedaje cielęcinę, więc proszę rzucić się teraz do sklepu, bo ona tylnym wejściem tę cielęcinę panu sprzeda - porównywał. - Osoby, które wzięły udział, wykazały się naprawdę dramatyczną niefrasobliwością. Mam nadzieję, że to wszystko zostanie wyjaśnione - zaznaczył. Jak dodał, odpowiedzialność powinien ponieść ktoś z najwyższych władz uczelni, możliwe, że nawet sam rektor. 

Kwestia aborcji tylko w referendum

Na koniec rozmowy z Dominiką Wielowieyską Hołownia odniósł się do pomysłu przeprowadzenia referendum w kwestii zaostrzania prawa aborcyjnego, zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, którym kieruje Julia Przyłębska.

- To oczywiście nieszczęście, że taki wyrok zapadł. Jak zapadł, to oni mogą grać teraz kartą publikowania wyroku wtedy, kiedy im będzie wygodnie - zaznaczył Hołownia. - Oczywiście mówiąc, że czekają na uzasadnienie, bo udają, że to wszystko ma jakieś ramy prawne, a nie tylko ideologicznej wojny, którą toczą - dodał. 

- My stoimy cały czas na stanowisku, że jedyną opcją w tej chwili jest referendum. Powinniśmy wszyscy usiąść i zastanowić się, co zrobić, żeby przygotować proces pisania pytań. To będzie można zrobić wtedy, kiedy PiS nie będzie miał Sejmu, bo Sejm może w tych pytaniach mieszać - stwierdził lider ruchu Polska 2050.

Przypomnijmy, że choć wyrok ws. aborcji zapadł 22 października, to do tej pory nie został opublikowany. Wicemarszałek Sejmu i szef klubu PiS - Ryszard Terlecki - zdradził, że orzeczenie może zostać opublikowane w styczniu. Rada Ministrów stała dotychczas na stanowisku, że wyrok Trybunału nie zostanie opublikowany, dopóki nie zostanie przedstawione jego pisemne uzasadnienie.

DOSTĘP PREMIUM