Studenci WUM oburzeni szczepieniami poza kolejnością. "To pokazuje, że są równi i równiejsi"

Studenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego są oburzeni faktem, że kilkanaście znanych osób zaszczepiło się przeciwko COVID-19 poza kolejnością. - Zakładamy, że te osoby mają powiązania z osobami, które je wybrały (do szczepienia) - mówił w TOK FM jeden ze studentów.
Zobacz wideo

Poza osobami z grupy zero, czyli przede wszystkim personelem medycznym, w Centrum Medycznym WUM zaszczepiło się 150 osób spośród rodzin pracowników, pacjentów Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, w tym 18 znanych osób.

Wśród nich był Leszek Miller, Krystyna Janda, Wiktor Zborowski czy Edward Miszczak. Władze WUM tłumaczyły, że osoby te "zgodziły się zostać ambasadorami powszechnej akcji szczepień". Później jednak pojawiały się informacje, które stawiały sprawę w nieco innym świetle. Rektor powołał więc wewnętrzną komisję, aby wyjaśnić sprawę. Swoją kontrolę w placówce zaczęli dziś urzędnicy Ministerstwa Zdrowia.

"Równi i równiejsi"

Oburzeni całą sprawą są również studenci uczelni. Na Facebooku, na profilu "ZUM na WUM", sugerowali, że wpływ na dobór osób, które zostały zaszczepione mogło mieć to, że rektor uczelni "jest wiceprzewodniczącym Rady Fundacji TVN".

Jak ocenił jeden ze studentów w rozmowie z TOK FM, szczepienie poza kolejnością pokazało, że  "są równi i równiejsi". - Jeżeli ktoś został zaszczepiony w innej kolejce, w innym systemie, to trzeba się do tego umieć przyznać - mówił mężczyzna, który wolał pozostać anonimowy. - Wydaje nam się, że cała Polska zobaczyła, że osoby, które chcą promować akcję szczepień, tak naprawdę działają na innych zasadach. Promują po cichu i bez nazwisk, więc zapewne kłamią - zauważał. Jak stwierdził, w ten sposób władza może "załatwiać swoje partykularne interesy" poprzez uczelnię, co również nie podoba się studentom. 

Jednym z kluczowych pytań jest to, w jaki sposób zostały wybrane osoby, które otrzymały szczepionkę. - Tutaj tylko spekulujemy, ale zakładamy, że te osoby mają powiązania z osobami, które je wybrały. Nie wszystko jesteśmy w stanie odkryć, ale wydaje nam się, że te osoby nie są przypadkowe - ocenił student. - Wiemy, że Polacy nie chcą się szczepić, mają duże wątpliwości co do tego. To nie jest kwestia jednej czy dwóch osób, tylko dużej części społeczeństwa. Dlatego jak najbardziej widzimy możliwość promowania akcji szczepień, ale na pewno nie w taki sposób - dodał rozmówca TOK FM.

Student uważa, że promocja nie powinna polegać na tym, że nazwiska osób, które mają akcję promować, utrzymuje się w tajemnicy. - Nie jesteśmy w stanie uwierzyć, że to była rzeczywiście promocja - stwierdził. Jak dodał, w całej akcji zabrakło transparentności, a od powołanej przez rektora komisji oczekują przede wszystkim niezależności.

- Wierzymy, że jak będzie niezależność, to będzie próba odpowiedzi na podstawowe pytania - powiedział. 

- Chciałbym ustalić, jak zostały wytypowane te osoby. Czy była to dodatkowa pula szczepionek, jak została wyodrębniona, czy faktycznie te szczepionki mogły się zmarnować, a jeśli tak, to czemu nie zostały wykorzystane przez pacjentów - wyliczał swoje wątpliwości. 

Zdaniem rozmówcy TOK FM szczepionki pochodziły najprawdopodobniej z pierwszej transzy, która nie powinna trafić do WUM.  - Wiemy, że na naszej uczelni istnieje monitoring - podkreślił i sugerował, że to może bardzo ułatwić ustalenie rzeczywistego przebiegu wydarzeń.

Rektor jednak był przy szczepieniach? Minister publikuje odpowiedź

Początkowo rektor WUM prof. Zbigniew Gaciong twierdził, że nie wiedział o szczepieniu aktorów i polityków, później jednak, w piśmie do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, przekazał, że 30 i 31 grudnia był w miejscu, gdzie odbywały się szczepienia, a wśród oczekujących rozpoznał "kilka znanych postaci". Minister poinformował, że opublikuje odpowiedź rektora, aby każdy mógł wyciągnąć wnioski, bo sprawa ma "nie tylko wymiar formalny, ale też etyczny".

- W tym piśmie jest pośrednie potwierdzenie, że był tam, gdzie były wykonywane szczepienia - powiedział podczas konferencji prasowej. Przekazał też, że pracownicy ministerstwa rozpoczęli już kontrolę na WUM. - Będziemy analizowali, już w tej chwili analizujemy, jaka była proporcja osób zaszczepionych spoza grupy medycznej, czyli personelu, czyli lekarzy, pielęgniarek, ale też personelu oczywiście niemedycznego, który jest zatrudniony w szpitalu - zapowiedział. 

Na antenie TOK FM sprawę szczepienia poza kolejnością komentował Włodzimierz Czarzasty. Przyznał, że choć sam jest pod opieką szpitala WUM, to nie dostał propozycji szczepienia przeciwko COVID-19. Zapewnił też, że gdyby taką propozycję otrzymał, to by jej nie przyjął. - Pozostawiam ocenę moralną tym ludziom, którzy się na to zdecydowali - stwierdził. Z kolei Szymon Hołownia domagał się, aby za aferę odpowiedzialność poniosły najwyższe władze uczelni. - Coś takiego nie powinno się wydarzyć. Jesteśmy na wojnie z wirusem, a na wojnie nie powinno być poczekalni pierwszej klasy - powiedział. 

Politycy i dziennikarze zwracają również uwagę, że sprawa zaszczepienia osób znanych odwraca uwagę opinii publicznej od innych, niewygodnych dla PiS kwestii.  - Winna jest opozycja, bo to celebryci, którzy opozycję popierają. To kolejny absurd, ale PiS w takie historie umie gra. Prawu i Sprawiedliwości znowu udało się pokazać, że winni są wszyscy dookoła tylko nie partia rządząca - mówiła w TOK FM Dominika Długosz. 

DOSTĘP PREMIUM