Cimoszewicz: Prezydent nie przegapił okazji, żeby powiedzieć coś głupiego. Chodzi o wydarzenia w USA

Włodzimierz Cimoszewicz ocenił, że Donald Trump skompromitował USA, ale nigdy nie uzna swojej przegranej, bo jest człowiekiem "genetycznie niezdolnym" do tego. Skomentował również sposób, w jaki prezydent Andrzej Duda odniósł się do zamieszek w Waszyngtonie. - Nie przegapił kolejnej okazji, żeby powiedzieć coś głupiego - powiedział w TOK FM były premier i szef MSZ.
Zobacz wideo

Amerykański Kongres już oficjalnie uznał Joe Bidena za zwycięzcę wyborów prezydenckich, a Donald Trump zapowiedział, że dojdzie do "uporządkowanego" przekazania władzy. Choć jednocześnie "całkowicie nie zgodził się" z wynikiem wyborów i stwierdził, że to za nim "stoją fakty". - Miejmy nadzieję, że szok i wstrząs wywołany tym, co się działo przez ostatnie kilkadziesiąt godzin w Waszyngtonie, są wystarczająco silne, żeby powstrzymać podobne wydarzenia w przyszłości - mówił w TOK FM były premier i szef MSZ, a obecnie europoseł, Włodzimierz Cimoszewicz. 

- W sposób bardzo dla niego - egotyka i narcyza - charakterystyczny, w swoim ostatnim przemówieniu powiedział, że była to największa w historii pierwsza kadencja prezydencka, wymieniał swoje sukcesy - komentował przemówienie ustępującego prezydenta USA. Jak dodał, śledził Trumpa, jako polityka, człowieka i biznesmena, od wielu lat. A to, co Trump zrobił z krajem, uznał za kompromitujące. - Wyrządził swojemu społeczeństwu ogromną krzywdę, ale jednocześnie zdruzgotał pozycję USA na świecie. Zarówno przez to, że wywoływał konflikty z przyjaciółmi, jak i przez to, że nieumiejętnie zachowywał się wobec rywali - kontynuował. 

Jednak zdaniem Włodzimierza Cimoszewicza, Donald Trump nigdy nie uzna swojej przegranej. - Dowcip polega na tym, że on jest człowiekiem genetycznie niezdolnym do uznania porażki, nie ma co oczekiwać od niego potwierdzenia, że przegrał. Będzie cały czas mówił, że nie pełni drugiej kadencji przez oszustwa, w związku z czym zachowuje takie szczególne polityczne i moralne prawo do powrotu - oceniał. I dodał, że teraz wiele zależeć będzie od polityków republikańskich, którzy albo mogą odciąć się od Trumpa, albo dalej go wspierać. Ocenił również, że punktem zwrotnym, jeżeli chodzi o preferencje wyborcze Amerykanów, może być realizacja obietnic wyborczych przez Bidena. Bo jeżeli rzeczywiście zaszczepi 100 milionów Amerykanów przez 100 dni, może zyskać ogromną wdzięczność społeczeństwa. 

Z kolei dla Donalda Trumpa zagrożeniem według Cimoszewicza są sądy stanowe, nie federalne.

- Pamiętajmy, że już toczą się rozmaite procesy prawne, w tym także śledztwa kryminalne - zauważał gość TOK FM. Jak wyjaśnił, w sądach federalnych może zdążyć jeszcze zastosować prawo łaski wobec samego siebie, ale w sądach stanowych jest to niemożliwe. - Najpoważniejsze zagrożenie stanowi dla niego śledztwo prowadzone w Nowym Jorku, gdzie chodzi o jego zeznania podatkowe. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa tam są same kłamstwa. Jeżeli zostanie mu to udowodnione, to może stanąć przed sądem jak zwykły obywatel. Będzie bez znaczenia, że był prezydentem i może trafić za to nawet do więzienia - stwierdził Cimoszewicz. 

Zdaniem byłego szefa MSZ wygrana Demokratów w wyborach uzupełniających w Georgii, która sprawia, że pod ich kontrolą są obie izby Kongresu, to dla Bidena fantastyczna wiadomość, ponieważ będzie mógł w pełni realizować swoje projekty. - Albo jest się politykiem z prawdziwego zdarzenia i się przychodzi na określone stanowisko z pomysłami, wiedzą o tym, co się chce zrobić i się to realizuje, albo jest się ślizgaczem, którego interesuje kurczowe trzymanie się stanowisk. Nie sądzę, żeby Biden był takim człowiekiem - stwierdził. 

Na koniec Włodzimierz Cimoszewicz skomentował również słowa Andrzeja Dudy, który stwierdził, że zamieszki pod Kapitolem to "wewnętrzna sprawa USA", a Polska "wierzy w siłę amerykańskiej demokracji". - Nie przegapił kolejnej okazji, żeby powiedzieć coś głupiego - stwierdził gość TOK FM. - Tam się działy rzeczy przeogromne, cały świat na to reagował. Oczywiście przywódcy świata demokratycznego to potępiają, natomiast cieszą się reżimy autorytarne - ocenił. I podsumował, że Andrzej Duda powinien zrozumieć to, co zrozumiał już Lindsey Graham, były wielki sojusznik Trumpa z Karoliny Północnej, który po wczorajszych wydarzeniach stwierdził "enough is enough", czyli "dość tego". 

DOSTĘP PREMIUM