Testowanie nauczycieli na COVID-19. Dyrektor podstawówki: Testy nie dają informacji, czy ktoś już przebył zakażenie

Ponad 165 tys. nauczycieli chce poddać się testowi na obecność koronawirusa. Zdaniem Tomasza Huka, dyrektora jednej z katowickich podstawówek, testy przesiewowe to dobry pomysł, bo będzie wiadomo, "jak wiele osób jest zakażonych". Ale, jak mówił w TOK FM, takie testy nie pokażą, którzy nauczyciele mają przeciwciała.
Zobacz wideo

Dziś (11 stycznia) rozpoczęła się akcja testowania nauczycieli. Jak informuje reporter TOK FM, zgłosiło się ok. 165 tys. nauczycieli klas 1-3 szkół podstawowych, pracujących w szkłach specjalnych oraz pracowników obsługi administracyjnej. Testowanie odbywa się w 600 punktach wymazowych, potrwa do 15 stycznia. Wyniki nauczyciele mają poznać przed ewentualnym powrotem do pracy stacjonarnej.

Pomysł testowania chwalił w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u Tomasz Huk, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 11 z oddziałami integracyjnymi w Katowicach. Ale program nie jest doskonały. Bo dzięki badaniom przesiewowym, jak mówił gość Piotra Maślaka, będzie wiadomo, "jak wiele osób jest zakażonych". - Natomiast te testy nie dają informacji, czy ktoś już przebył zakażenie, nabył przeciwciała - mówił.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Dodał, że lepiej by było, gdyby nauczyciele i pracownicy administracji mieli robione testy na przeciwciała, bo wiadomo by było, czy już przebyli chorobę.

Kiedy powrót uczniów do szkół?

W tym tygodniu mamy się dowiedzieć, czy i kiedy uczniowie wrócą do szkół.

Jak deklarował dyr. Huk, "jeśli nie będzie drastycznych obostrzeń, to szkoły są przygotowane" na powrót uczniów. Podkreślił też, że większość nauczycieli chciałaby już wrócić do szkoły. - W rozmowach z dzieciakami na półkoloniach też słyszę, że chciałyby już mieć kontakt z rówieśnikami, wyjść z domów. Dzieci potrzebują namacalnego, realnego kontaktu, a nie tylko przez ekran komputera. Mimo że nauka zdalna idzie coraz lepiej - tłumaczył. 

Z zapowiedzi przedstawicieli rządu wynika, że największe szanse na powrót do szkół mają uczniowie najmłodszych klas. Piotr Maślak pytał swojego gościa, z czego wynika taka zapowiedź.  - Te najmłodsze dzieci, z tego co czytamy, tak się nie zarażają. Myślę, że następne wrócą klasy ósme, bo mają w tym roku egzamin. A potem klasy maturalne - mówił dyrektor.

Ale, jak podkreślił, to jedynie spekulacje, bo wszystkie kraje borykają się z podobnymi decyzjami i nie ma jednego właściwego algorytmu dotyczącego powrotu uczniów do szkół.

DOSTĘP PREMIUM