Minister zdrowia oczekuje dymisji rektora WUM. "Doszło do nadużycia władzy. Nałożyliśmy karę"

Minister zdrowia Adam Niedzielski ocenił, że w WUM doszło do nadużycia władzy, a na uczelnię została nałożona kara finansowa. - Kwota kary na tę chwilę wynosi blisko 350 tys. zł - poinformował. Chodzi o sprawę szczepień przeciwko COVID-19 poza kolejnością.

Minister zdrowia Adam Niedzielski podsumował na konferencji prasowej kontrolę, którą w związku ze szczepieniami poza kolejnością przeprowadzono na WUM. Ocenił, że doszło do nadużycia władzy, a na uczelnię została nałożona kara sięgająca 350 tys. złotych. Minister zwrócił się również do rektora uczelni, prof. Zbigniewa Gacionga. - Nie można unikać odpowiedzialności, nie widzę możliwości współpracy w władzami uniwersytetu. Oczekuję dymisji - stwierdził. 

Jak poinformował szef resortu zdrowia, osoby zaszczepione poza kolejnością były zgłaszane jako personel niemedyczny szpitala WUM. - Osoby, które w żaden sposób nie są związane ze szpitalem były zgłaszane na liście, gdzie byli zgłaszani pracownicy niemedyczni Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego - powiedział.

- Co więcej, te osoby były zgłoszone 28 grudnia, czyli na dzień przed oficjalnym rozesłaniem przez Narodowy Fundusz Zdrowia wytycznych, które w tym okresie między świątecznym dopuszczały możliwość szczepienia osób spoza ściśle zdefiniowanego personelu medycznego i niemedycznego zatrudnionego w szpitalu - podkreślił Niedzielski. Zaznaczył, że wyjątki wskazane w piśmie miały dotyczyć osób, które są rodziną bądź pacjentów, którzy są w szpitalu.

"Blisko 200 z 450 osób nie było pracownikami WUM"

Adam Niedzielski przekazał, że z 450 dawek szczepionki, przeznaczonych dla personelu medycznego tej placówki, blisko 200 zaszczepionych nie było pracownikami WUM. Ocenił, że nie jest to skala marginalna. - Blisko połowa tych osób, które zostały zaszczepione, nie była w żaden sposób w relacji zatrudnienia w szpitalu - zaznaczył Niedzielski.

Minister poinformował też, że podczas kontroli zweryfikowano liczbę osób, które zgłosiły wcześniej chęć zaszczepienia się i były skłonne w tym czasie przyjąć szczepionkę. - W tych dniach, kiedy realizowane były szczepienia, były co najmniej 32 osoby z personelu medycznego, które się zgłosiły do szczepienia, a w trakcie tej akcji nie zostały zaszczepione - powiedział. 

Szef resortu zdrowia ocenił, że takie nieprawidłowości wskazują na złą organizację i nierzetelność. - Dlatego też musi pojawić się kara. Kara w przypadku kontroli prowadzonych przez NFZ jest mierzona jako 50 proc. środków przekazywanych za dany okres - przekazał. - To będzie potrącone przy okazji najbliższej faktury. Ta kwota kary na tę chwilę wynosi blisko 350 tys. zł - powiedział.

"Żadnych śladów, że na WUM była akcja promocyjna"

Minister mówił również, że podczas kontroli nie znaleziono "żadnych umów, żadnych śladów zobowiązań związanych z tym, że była na WUM akcja promocyjna dotycząca szczepień". Stwierdził też, że w jego opinii odpowiedzialność prawno-finansowa jest tylko jednym z aspektów całej sytuacji i - jak zaznaczył - nie najważniejszym. - Wydaje się, że najważniejsze, co się stało, to to, że uczelnia medyczna, która jest odpowiedzialna za kształcenie, ale też za kształtowanie postaw młodych ludzi, młodych lekarzy, stała się miejscem, w którym doszło do tak drastycznego nadużycia władzy - ocenił.

To nadużycie władzy polegało na tym - jak kontynuował - że znajomi, osoby, z którymi "ma się pewnego rodzaju relacje" są zapraszane bez kolejki, uwarunkowań na szczepienie.

Niedzielski analizował też przebieg całej sytuacji. Wskazał, że najpierw pojawiały się głosy wypierające, a rektor WUM twierdził, że o całej sytuacji nie wiedział. Następnie, mówił Niedzielski, w internecie zaczęły krążyć zdjęcia rektora witającego jednego z aktorów przybyłych na szczepienie, co było, jak mówił szef resortu zdrowia, ewidentnym zaprzeczeniem wcześniejszych twierdzeń rektora.

- Z drugiej strony słyszeliśmy o akcji promocyjnej. Akcji, która można powiedzieć toczyła się incognito, bo osoby, który ponoć były do tej akcji zaproszone, tak jak weryfikujemy i weryfikowaliśmy to w trakcie drugiej kontroli zleconej na uniwersytecie, nie znaleźliśmy żadnych umów, żadnych śladów zobowiązań związanych z tym, że była to akcja promocyjna - powiedział Niedzielski.

Dodał, że nie było żadnej dyskusji, rozmowy z rządem o współorganizacji takiej akcji promocyjnej. - Nie ma żadnego śladu dokumentu, że taka akcja promocyjna miała w ogóle miejsce - podkreślił minister. I zwrócił się również do osób, które zostały zaszczepione. - Pewnym odpracowaniem tego niesłusznie przyjętego przywileju byłaby praca w charakterze wolontariusza w przychodniach bądź w miejscach, w których można pomóc walczyć z covidem - sugerował. 

DOSTĘP PREMIUM