W Cieszynie otworzyli restaurację mimo zakazu. "Do przyjazdu policji nie było problemu z tłokiem"

Cieszyńska restauracja "U Trzech Braci" przyjmuje klientów mimo koronawirusowego zakazu. - Teraz nie mamy żadnego wsparcia od rządu. Dla wielu osób to jest być albo nie być - tłumaczył w TOK FM menadżer lokalu.
Zobacz wideo

"U Trzech Braci" to restauracja w centrum Cieszyna. Właściciele zdecydowali się jej nie zamykać mimo obostrzeń związanych z koronawirusem.

Jak tłumaczył w TOK FM Tomasz Kwiek, menadżer restauracji, decyzja o otwarciu lokalu związana jest przede wszystkim z kwestiami finansowymi. – Nie mamy już środków na dalszą działalność w takiej formule, jaką proponuje rząd. Jesteśmy dość nową restauracją, działamy od 1,5 roku, więc jesteśmy na dorobku. Przy pierwszym lockdownie, żeby zabezpieczyć bieżącą działalność firmy, wydaliśmy nasze pieniądze – wyjaśniał Kwiek w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

I dodał, że dostarczanie jedzenia do domów klientów stanowi tylko ułamek obrotów sprzed pandemii.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Sytuacja wokół otwartej restauracji zagęściła się w weekend. W sobotę w lokalu pojawiły się w lokalu kontrolerki sanepidu. Z kolei w niedzielę na miejsce przyjechała policja, która próbowała wylegitymować ludzi, znajdujących się w lokalu. Na pomoc restauratorom ruszył poseł Lewicy Przemysław Koperski.

– Do przyjazdu policji nie było problemu z tłokiem w restauracji. To pojawienie się na miejscu 30 funkcjonariuszy spowodowało, że atmosfera stała się napięta i pojawiło się więcej ludzi. I tak dowiedzieliśmy się, że zostanie nałożona na nas kara administracyjna – opowiadał Tomasz Kwiek.

W poniedziałek policja informowała, że podejmowała w weekend interwencje w restauracji czterokrotnie. - Zgłoszenia przekazywane były przez obywateli informujących o nieprawidłowościach, które dotyczyły faktu spożywania posiłków wewnątrz lokalu. Informujemy, że policjanci w trakcie minionego weekendu podejmowali czynności w tej sprawie czterokrotnie, w tym raz udzielając wsparcia pracownikom Sanepidu. Policjanci wylegitymowali łącznie 26 osób. W dziesięciu przypadkach zakończyli legitymowanie pouczeniem. W pozostałych przypadkach przeprowadzone zostaną czynności wyjaśniające - czytamy w komunikacie policji. 

Wiosną firma skorzystała ze wsparcia z tzw. tarcz antykryzysowych, jednak wobec drugiego lockdownu jest już bezradna. – Teraz nie mamy żadnego wsparcia od rządu. Dla wielu osób to jest być albo nie być, więc nie można czekać na jakąś ewentualną pomoc w lutym czy w marcu. Ogłaszając drugi lockdown, rząd obiecał szybko środki i nie z tego nie wyszło, a mamy połowę stycznia. Nie traktuje się nas poważnie, to mocno nie fair – mówił w TOK FM menadżer cieszyńskiej restauracji.

"Chcemy przeciwdziałać zakażeniom"

Dziennikarz TOK FM dopytywał, czy właściciele cieszyńskiej restauracji nie obawiają się, że to w ich lokalu ktoś może zakazić się koronawirusem. – Niebezpieczeństwo istnieje po prostu wtedy, gdy wychodzimy z domu. Nikt nie wie, gdzie się zaraził, czy w sklepie, czy w restauracji. Jak można kogoś obarczać za to winą? – pytał Kwiek.

Po chwili dodał jednak, że w ich lokalu cały czas zwiększany jest reżim sanitarny, szczególnie po weekendowej wizycie policji. – Chcemy przeciwdziałać zakażeniom. Dlatego wprowadzamy dodatkowe środki bezpieczeństwa. Już od poniedziałku np. pojawiło się więcej żeli do dezynfekcji rąk. Szczerze wątpię, żeby ktoś u nas był w stanie się zarazić. Musiałby być to straszliwy pech – podkreślił.

Cieszyńska restauracja nie jest rzecz jasna jedyną, która zdecydowała się na normalną działalność mimo obowiązujących obostrzeń. Na taki krok zdecydowano się m.in. w Ślesinie pod Koninem. A w weekend właściciel klubów z Wrocławia zorganizował imprezę, tłumacząc, że to zebranie partii Pawła Tanajny.

Zwolennikami otwierania restauracji nie są naukowcy. "Ponowne otwarcie restauracji, siłowni i hoteli niesie ze sobą największe ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa" - do takich wniosków doszli naukowcy z Uniwersytetu Stanforda i Uniwersytetu Północno-Zachodniego w Evanston w badaniu opublikowanym w listopadzie 2020 roku w magazynie "Nature". Podobnego zdania są też polscy epidemiolodzy. - Wiemy doskonale, że tam nie ma możliwości noszenia maseczek. Jeśli więc pijemy kawę z osobą chorą, to na pewno też się zarazimy - mówił niedawno w rozmowie z portalem money.pl immunolog dr Paweł Grzesiowski. 

Przypomnijmy, w poniedziałek minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosił, że restauracje pozostaną zamknięte dla gości przynajmniej do 31 stycznia. Do tego czasu posiłki można zamawiać tylko na wynos lub z dowozem. 

DOSTĘP PREMIUM