"Strony antyszczepionkowców są łatwiej dostępne i reagują szybciej niż te, które szczepienia promują"

Anna Mierzyńska wyjaśniała w TOK FM, dlaczego niektórzy dają się przekonać nawet do najbardziej absurdalnych teorii na temat szczepionek. - To są często informacje zmanipulowane, nieprawdziwe, ale też takie, które trudno zweryfikować - mówiła. Zauważyła również, że antyszczepionkowcy prowadzą komunikację sprawniej i skuteczniej niż np. rząd.
Zobacz wideo

Lekarze i specjaliści nieustannie powtarzają, że należy się szczepić, a szczepionka przeciwko COVID-19 jest całkowicie bezpieczna. Rząd pokazuje swoje dane, według których liczba niepożądanych odczynów poszczepiennych, w porównaniu do liczby zaszczepionych osób, jest minimalna. I choć coraz więcej Polaków chce się zaszczepić, szczególnie tych w podeszłym wieku, to jednak wciąż sporo jest osób, które ani w bezpieczeństwo, ani w skuteczność szczepionki nie wierzą. 

Ruchom antyszczepionkowym przyjrzała się Anna Mierzyńska, specjalistka marketingu sektora publicznego, która zajmuje się również analizą funkcjonowania polityki w sieci. Według zebranych przez nią danych, w polskich mediach społecznościowych funkcjonuje 25 antyszczepionkowych kont, które obserwuje ponad półtora miliona użytkowników. To jednak nic, w porównaniu do Wielkiej Brytanii, gdzie kont jest 498, a obserwujących 58 milionów. 

- Podstawą rozwoju tego ruchu jest teraz strach przed szczepionkami. To, że one powstały tak szybko, że są stworzone dzięki nowym technologiom, dzięki rozwojowi genetyki, ten strach potęguje - mówiła w TOK FM Mierzyńska. Zaznaczała też, że ruch antyszczepionkowy nie jest w Polsce czymś nowym, bo największe stowarzyszenie "Stop NOP" działa już niemal dekadę.

Teraz jednak trafia na podatny grunt, ponieważ szczepienia dotyczą już nie tylko dzieci, ale wszystkich. Niezależnie od wieku. - To są dobre fundamenty do tego, żeby przekazywać ludziom informacje, które jeszcze zwiększą ich niepokój. To często informacje zmanipulowane, nieprawdziwe, ale też takie, które trudno zweryfikować, jeżeli nie jest się fachowcem - mówiła rozmówczyni Piotra Maślaka.

Tylko dlaczego właściwie antyszczepionkowcom udaje się docierać i przekonywać do siebie ludzi? Zdaniem Anny Mierzyńskiej jednym z powodów jest to, że strony i profile antyszczepionkowców w sieci są łatwiej dostępne, reagują szybciej niż te, które szczepienia promują. - Mamy informacje z poziomu rządowego, są różne kanały informacyjne, strony. Ale tam nie da się porozmawiać z kimś o swoich wątpliwościach. Można przeczytać tylko to, co jest napisane - zauważała. 

Jedni wierzą, inni widzą pieniądze, a niektórzy sławę

Trudno jednak wskazać jeden powód, dla którego jedni wierzą w teorie antyszczepionkowców, a inni publicznie je promują. Jeżeli chodzi o to drugie, to wśród polskich polityków prym wiodą działacze Konfederacji, na czele z Grzegorzem Braunem. - Politycy Konfederacji robią to zupełnie świadomie po to, żeby budować pozycję polityczną - oceniła Mierzyńska. - Mamy też przykład polityka Konfederacji, który był posłem w poprzedniej kadencji, Jacka Wilka - dodała. Wilk ma dzisiaj swoją stronę internetową, na której sprzedaje szkolenia, książki i porady prawne. Oczywiście takie, które mają "bronić przed przymusem szczepień".

Polska nie jest jednak głównym centrum światowej myśli antyszczepionkowej, są nimi raczej Rosja i Stany Zjednoczone. W USA antyszczepionkowm guru jest Roberty Kennedy Jr, a Anna Mierzyńska domyślała się, że syn byłego prokuratura generalnego USA może angażować się w ten ruch wyłącznie dla rozgłosu. Wyjaśniała też, że interes Rosji jest dość skomplikowany. - Interes Rosji jest podwójny, bo jest też rosyjska szczepionka Sputnik V, która nie jest w tej chwili kupowana przez kraje zachodnie - stwierdziła. - Widać wyraźnie, że w prorosyjskich, prokremlowskich ośrodkach jest budowane przeświadczenie, że wszystkie zachodnie szczepionki są złe i groźne - zauważała. 

Trzonem ruchu są oczywiście ci, którzy naprawdę wierzą w antyszczepionkowe teorie. Ci, do których trafia wypracowana przez działaczy ruchu narracja. - Podstawowym założeniem jest po pierwsze to, że koronawirus nie jest niebezpieczny, taka zwykła grypa, po drugie to, że szczepionka przeciwko COVID-19 jest niebezpieczna, a zwolennikom szczepionek nie można ufać - mówiła Anna Mierzyńska. I zauważała, że wśród ich argumentów pojawiają się takie, które brzmią dość realnie, na przykład to, że szczepionki powodują bezpłodność, ale też zupełnie absurdalne, jak to, że są tworzone w oparciu o abortowane płody. 

Z tym drugim zarzutem rozprawił się na antenie TOK FM biolog medyczny prof. Piotr Rzymski. - Szczepionki RNA nie są opracowywane z wykorzystywaniem linii komórkowych płodów. A więc ani dostępna już szczepionka Pfizera, ani ta, która być może niedługo będzie dostępna, czyli Moderny, nie wykorzystywały linii komórkowych z płodów - podkreślał ekspert. - Owszem, są linie komórkowe, które pochodzą z tkanek abortowanych płodów sprzed wielu lat i są pasażowane nieustannie w laboratoriach. Natomiast one nie mają nic bezpośrednio wspólnego z aborcją. Nikt nie wykonywał aborcji specjalnie po to, aby pozyskać taką linię komórkową - wyjaśniał. 

DOSTĘP PREMIUM