Powrót do szkół. Dyrektorka podstawówki: Jest stres. W moje ręce złożono zdrowie pracowników i uczniów

- Dostawałam od moich uczniów zdjęcia z ferii: z Krupówek, z molo w Sopocie. Nas zamyka się w jednej sali na pięć godzin z małym tłumem dzieci, wśród których może być bezobjawowy zakażony. To może być olbrzymi problem - mówiła w TOK FM Danuta Kozakiewicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie. Apelowała, by jak najszybciej zacząć szczepienia nauczycieli przeciwko COVID-19.
Zobacz wideo

Od 9 listopada uczniowie klas I-III uczyli się zdalnie. Dziś wrócili do szkół. Wielu uczniów i ich rodziców od dawna czekało na ten dzień, bo nauka zdalna dała im się we znaki. Jak mówiła w rozmowie z reporterem TOK FM jedna z mam, jej córka bardzo tęskniła za koleżankami.

Powrót najmłodszych uczniów to duże wyzwanie dla dyrektorów szkół.  – Jest stres, nerwy i olbrzymie poczucie odpowiedzialności. W moje ręce złożono zdrowie pracowników i uczniów – mówiła w TOK FM Danuta Kozakiewicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

W szkołach muszą być przestrzegane ostre wytyczne sanitarne. Zgodnie z nimi zajęcia powinny być zorganizowane tak, żeby uczniowie różnych klas mieli jak najmniejszy kontakt ze sobą.

Dyrektor Kozakiewicz podkreśliła, że tak samo powinno być w świetlicach. – U nas po skończonej nauce w klasach niemal wszystkie dzieci trafiają do świetlicy. Tego momentu nie można zlekceważyć. Świetlice trzeba traktować na tych samych zasadach co klasy – mówiła w rozmowie z Rochem Kowalskim.

Kolejnym wyzwaniem jest jedzenie w szkole. – Musimy zabezpieczyć spożywanie posiłków. Po każdej klasie odbywa się dezynfekcja. Tak samo jest w przypadku korzystania z toalet. Przerwy każdy oddział spędza oddzielnie, w rotacji – wyliczała.

Każda klasa powinna - w miarę możliwości - mieć lekcje w jednej sali, z tym samym nauczycielem. Z tym akurat będzie problem, bo takiej możliwości nie ma w przypadku np. lekcji języka obcego, religii czy zajęć w świetlicy.

– Tej wytycznej nie jesteśmy w stanie spełnić w stu procentach. Dlatego dla tych nauczycieli zasady są jeszcze ostrzejsze. Bez bliskości z dzieckiem, z ciągłym zasłanianiem nosa i ust, choć i tak to nie jest pełne bezpieczeństwo – wskazywała dyr. Kozakiewicz.

"Egoizm społeczny"

Dyrektorka warszawskiej podstawówki narzekała na to, że rząd nie zdecydował się na zaszczepienie nauczycieli przed rozpoczęciem nauki w szkołach. Ograniczono się do jednorazowego testowania, które odbyło się w ubiegłym tygodniu.

- Dostawałam od moich uczniów zdjęcia z ferii: z Krupówek, z molo w Sopocie. Były tam z rodzicami, w tym tłumie, a teraz od razu wracają do szkół. Rozumiem, że o seniorów trzeba zadbać w pierwszej kolejności, ale wśród nas jest wiele starszych osób. Seniorzy mogą się izolować (w domach), my nie. Nas zamyka się w jednej sali na pięć godzin z małym tłumem dzieci, wśród których może być bezobjawowy zakażony. To może być olbrzymi problem – oceniła gościni TOK FM.

Kozakiewicz dodała, że nie można wykluczyć scenariusza ze wzrostem zachorowań i ponownym zamknięciem szkół do czasu szczepienia nauczycieli. A na to przyjdzie nam poczekać. Bo choć nauczyciele są w tzw. grupie "1", to z planów rządu wynika, że szczepienie tej grupy zawodowej zacznie się najwcześniej w kwietniu.

– Tutaj powinien decydować "egoizm społeczny". Bo zdrowi nauczyciele to pracująca szkoła, a pracująca szkoła, to pracujący rodzic, a rodzic w pracy to "ruszająca" gospodarka. Jak spojrzymy na to, jak na taki łańcuszek zdarzeń, to (szybkie) szczepienie nauczycieli jest w interesie nas wszystkich – oceniła rozmówczyni Rocha Kowalskiego.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM