"GW": Pociął antyaborcyjne plakaty i został uniewinniony przez sąd

"Gazeta Stołeczna" opisuje historię mężczyzny, który pociął antyaborcyjne plakaty na furgonetce Fundacji Pro-Prawo do życia i został za to uniewinniony przez sąd.
Zobacz wideo

Całe zdarzenie miało miejsce ponad trzy lata temu na warszawskim Powiślu. Piotr Roszkowski, jak opisuje "Stołeczna", wracał do domu rowerem i zauważył furgonetkę z antyaborcyjnymi plakatami stojącą przed szpitalem im. Orłowskiego. Zdjął je. Na miejscu pojawiła się policja, wezwana przez działaczy Fundacji Pro-Prawo do Życia. Sprawa trafiła do sądu.

Ten, jak informuje "Stołeczna", uniewinnił Roszkowskiej zarówno w pierwszej, jak i w drugiej instancji, w sprawie karnej. Sąd miał wskazać, że środki użyte przez mężczyznę "nie wykraczały poza dopuszczalne w życiu społecznym ramy".

Jeśli chodzi o sprawę o wykroczenie, tu nie było tak prosto. W sierpniu ubiegłego roku Roszkowski przegrał w pierwszej instancji, ale odwołał się i - jak pisze "GW" - właśnie został uniewinniony.

W rozmowie ze "Stołeczną" mężczyzna apeluje, by nie odpuszczać drogi prawnej, nawet jeśli ta miałaby być dość długa. - Milczenie i bierność to woda na młyn dla tych, którzy chcą nam dać odebrać wolność - mówi.

Fundacja Pro-Prawo do życia to prawicowa organizacja, która słynie z antyaborcyjnych furgonetek poruszających się po Warszawie lub innych miastach i  parkowanych przed szpitalami. Organizacja współpracuje z prawnikami Ordo Iuris. Rzecznik instytutu Bartosz Lewandowski w "Gazecie Stołecznej" oznajmił, że w pierwsze instancji sąd uznał winę Piotra Roszkowskiego (jeśli chodzi o wykroczenie). "Na skutek przedawnienia karalności czynu, Sąd Okręgowy po rozpoznaniu apelacji obrońcy uchylił wyrok i umorzył postępowanie" - podał.

DOSTĘP PREMIUM