"Czasem trudno o szklankę wody". Hanna Machińska opowiada o tym, co dzieje się na komendach po protestach

Dr Hanna Machińska, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, jest niemal wszędzie tam, gdzie trafiają zatrzymani uczestnicy protestów. Rozmawia z nimi i interweniuje, gdy naruszane są ich prawa. Jak mówi, w wielu relacjach pojawia się wątek poniżenia tych osób przez policję. I nie ukrywa, że dziwi się słowom Andrzeja Dudy, który w zachowaniu funkcjonariuszy nie widzi nic niepokojącego.
Zobacz wideo

W piątkowym wywiadzie telewizyjnym prezydent Andrzej Duda chwalił działania policjantów podczas protestów kobiet. - Policja zachowuje się w niezwykle profesjonalny sposób. Nikt nie zginął na tych protestach - stwierdził w TVN24. - Jeżeli policja postępuje tak, że nie ma poszkodowanych, to znaczy, że wykonuje swoje obowiązki bardzo dobrze, czasem policja musi działać w sposób bardzo stanowczy - dodał.

Słysząc te słowa, dr Hanna Machińska, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich "łapie się za głowę". - Policja zachowuje się profesjonalnie? Wzorowo? My to oceniamy zupełnie inaczej - mówi TOK FM.

- Słowa pana prezydenta nie odnoszą się do rzeczywistości. Każda manifestacja zaczynała się i kończyła brutalnym działaniem policji. Mówiliśmy przecież m.in. o złamaniu ręki młodej dziewczynie, więc to była zaciekła brutalność. Mówiliśmy też o tym, że osoby doznały bardzo poważnych uszkodzeń kończyn, nasady nosa. Policja rzucała na ziemię, stawiała buty na głowie i wdeptywała nogą głowy manifestantów. I to jest wzorowe zachowanie? - dziwi się Machińska.

Jej zdaniem przekaz płynący z wypowiedzi głowy państwa jest bardzo niepokojący, bo daje sygnał policjantom, że nie ma do ich pracy zastrzeżeń. 

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Hanna Machińska. Zawsze na posterunku

Ostatni protest w obronie praw kobiet odbył się w środę w Warszawie. Zatrzymano kilkanaście osób, około 200 wylegitymowano. Zastępczyni RPO od razu pojechała na komendę przy Wilczej, gdzie spotkała się z zatrzymanymi. Podobnie robiła zresztą przy okazji poprzednich protestów. Jak mówi, w oczach zatrzymywanych widziała bezsilność, czasami strach.

- Nigdy się nie spodziewałam, że doznam takiej traumy, kiedy to, co się dzieje, będzie mi przypominać lata odległe. Był moment, gdy wiedzieliśmy, że policja jest dobrą wizytówką państwa. I nagle co się stało? Coś bardzo złego, co przypomina nam dawne czasy. Odbudowa tego nie będzie prosta i szybka - stwierdza.

W rozmowie z TOK FM Hanna Machińska opisuje to, co widziała i słyszała na komendach i komisariatach w ostatnich miesiącach, w tym w ostatnią środę. Podkreśla, że zatrzymywani to często osoby młode, które zakuwa się w kajdanki. Jednej z nich, jak opisuje, kazano w kajdankach iść nawet do toalety. Zdjęto je dopiero po stanowczej reakcji zastępczyni RPO. Zdarzyło się też, że zgubiono kluczyki od kajdanek. Były również przypadki kajdanek zapiętych tak mocno, że bolały ręce. - Wytwarzana jest atmosfera absolutnego zastraszenia - opowiada nasza rozmówczyni.

Jak słyszymy, z relacji osób zatrzymanych wynikało też, że niektóre z nich były popychane czy uderzane przez policjantów. Zwracano się do nich wulgarnymi słowami. Zatrzymani rzadko mogli  liczyć nawet na kilka łyków wody. Hanna Machińska w środę była świadkiem, gdy policjantka lub pracownik cywilny policji (zastępczyni RPO nie jest pewna jej statusu) na prośbę o wodę odpowiedziała, że "nie jest kelnerką i wody nie będzie nosić". - To było uderzające, bo chodzi nam o to, by była absolutnie najwyższa kultura traktowania ludzi w tej trudnej sytuacji, po zatrzymaniu - mówi Machińska.

Zwraca uwagę na coś jeszcze - w trakcie pandemii policja nie powinna używać gazu, bo gdy osoby zaatakowane gazem zaczynają kaszleć i kichać, to - potencjalnie - mogą rozsiewać wirusa.

Kolejna kwestia to maseczki. - Zauważyłam, że osoby zatrzymane nie dostają od policjantów maseczek. A to niezwykle ważne, bo te maseczki, które miały na sobie, zostały spryskane gazem i muszą je zdjąć - zwraca uwagę Machińska. I dodaje, że kwestia maseczek była jedną z rekomendacji RPO dla policji. Podkreśla też, że - przebywając na komisariatach - widziała szereg policjantów bez maseczek. - Będąc tam, można odnieść wrażenie, jakby pandemii w ogóle nie było - dodaje.

Pani rzecznik przypomina raport Europejskiego Komitetu do spraw Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu lub Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu na temat sytuacji na polskich komisariatach. Raport ukazał się w październiku 2020 roku.

Z raportu wynikało, że większość zatrzymanych osób w rozmowach z przedstawicielami Europejskiego Komitetu mówiła, że były prawidłowo traktowane przez policję. Pojawiło się jednak również szereg zarzutów dotyczących złego traktowania. Odnosiły się głównie do użycia nadmiernej siły w momencie zatrzymania lub bezpośrednio po zatrzymaniu, w stosunku do osób, które nie stawiały oporu.

Złe traktowanie miało polegać m.in. na brutalnym dociskaniu osoby twarzą do ziemi, klęczeniu na jej twarzy lub nadepnięciu na nią. Pojawiały się również zarzuty bolesnego i długotrwałego zakucia w kajdanki zakładane na ręce trzymane z tyłu. - Jednocześnie w raporcie niejako wskazywano na to, jak sytuacja może się rozwinąć - mówi Hanna Machińska - I to się w ostatnich miesiącach dzieje - dodaje.

W jej ocenie, policja nie wyciągnęła wniosków z ustaleń Europejskiego Komitetu, jak również Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur. - Co jest konieczne? Spotkanie z Komendantem Głównym Policji i przedstawienie naszych rekomendacji i zaleceń. Zabiegamy o taką rozmowę - dodaje Machińska.

Po środowych demonstracjach policja informowała na Twitterze, że "nie zabrakło agresywnego zachowania podczas protestów. Wobec policjantów użyto gazu, jak również rzucano w nich różnymi przedmiotami. Jeden z policjantów doznał urazu głowy i został zabrany do szpitala". Napisano również, że "policjanci zareagowali zdecydowanie, używając środków przymusu bezpośredniego w postaci gazu i siły fizycznej. Podczas działań zatrzymano kilkanaście osób m.in. za naruszenie nietykalności cielesnej policjantów".

- Od części osób zatrzymywanych słyszę, że stawia im się zarzut naruszenia nietykalności policjantów, podczas gdy, w ich odczuciu, to ich nietykalność została naruszona - mówi Hanna Machińska. I dodaje, że w każdym przypadku od oceny zdarzenia jest sąd. I już wiele razy sądy w Polsce uznawały zatrzymywanie uczestników protestów za bezzasadne.

DOSTĘP PREMIUM