Pierwszy w Polsce przypadek zakażenia koronawirusem u norek. Ferma zostanie zlikwidowana

Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska przekazał, że w ciągu najbliższych dni poznamy wynik badania norki z fermy k. Kartuz (woj. pomorskie), u której wykryto SARS-CoV-2. To pierwszy taki przypadek w Polsce, a decyzja o likwidacji fermy została już podjęta. W ubiegłym roku Duńczycy wybili kilkanaście milionów zakażonych norek.
Zobacz wideo

O pojawieniu się choroby u zwierząt poinformowało w niedzielę wieczorem ministerstwo rolnictwa. Informację z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach otrzymało również Ministerstwo Zdrowia. - W tej chwili to badanie jest w obróbce. Chcemy dokładnie poznać, jaki to jest wirus, jaka mutacja - mówił w Radiu Gdańsk wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. Podkreślił, że wyniki materiału genetycznego u zakażonej norki będą znane w ciągu kilku najbliższych dni.

Kraska dodał również, że podjęta została już decyzja o likwidacji fermy, skąd pochodzi zakażona norka. - Trzeba będzie, niestety, te zwierzęta zabić, żeby to się nie rozprzestrzeniało - powiedział wiceminister. - Mam nadzieję, że to jest pojedynczy przypadek, aczkolwiek musimy podjąć wszystkie działania, aby ograniczyć ewentualne przenoszenie wirusa. Jaki to jest wirus, czy on jest zakaźny dla człowieka, to będzie wiadome po badaniach - dodał. Zaznaczył, że sanepid przebada też pracowników fermy.

Branża rozżalona

Na Pomorzu od kilku godzin są przedstawiciele Polskiego Przemysłu Futrzarskiego. "Niestety, spełniły się najczarniejsze scenariusze. Rozporządzenie wydane przez ministra Grzegorza Pudę, nie przewiduje żadnych odszkodowań za eksterminowane zwierzęta. To ewenement na skalę całej Europy" - piszą w przekazanym PAP oświadczeniu.

Hodowcy norek przypominają, że ich ich koledzy po fachu z Danii mają otrzymać "ponad 800 euro za ubitą sztukę". "W sumie duńscy hodowcy dostaną w przeliczeniu blisko 11 mld zł. W Polsce, rząd Prawa i Sprawiedliwości nie przewidział żadnych rekompensat ani odszkodowań dla hodowców. Działania te uważamy za bezprawne i w najbliższych dniach wystąpimy z pozwem zbiorowym przeciwko Skarbowi Państwa" - czytamy.

- Prosimy pana premiera, żeby dokonał audytu w ministerstwie rolnictwa i sprawdził, kto jest odpowiedzialny za przygotowanie tak niepoważnego rozporządzenia, że można w biały dzień wybić własność, którą stanowią w tym przypadku zwierzęta, i nie zapłacić z tego tytułu żadnych odszkodowań - oburzał się w TOK FM Marek Miśko z Polskiego Przemysłu Futrzarskiego.

W niedzielę MRiRW informowało, że aby "zminimalizować zagrożenia dla zdrowia i życia, wdrożono dyspozycje rozporządzeń Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 15 grudnia 2020 r. w sprawie zwalczania zakażenia SARS-CoV-2 u norek oraz z dnia 02 grudnia 2020 r. w sprawie określenia choroby zakaźnej zwierząt podlegającej obowiązkowi zwalczania (SARS-CoV-2 u norek)". Resort przekazał również, że O o sytuacji poinformowany został Prezes Rady Ministrów, Minister Zdrowia i odpowiedni poziom Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

Dania zabiła kilkanaście milionów norek

Przypomnijmy, że na początku listopada duńska premier Mette Frederiksen ogłosiła wybicie wszystkich norek w związku z wykryciem mutacji koronawirusa, który przenosi się na ludzi. Według duńskich służb sanitarnych mogło to zagrozić skuteczności szczepionki przeciwko COVID-19. Kilka dni później okazało się jednak, że taka decyzja nie miała podstaw prawnych.

Ostatecznie duński rząd zdobył poparcie w parlamencie dla planu wybicia wszystkich około 15 mln norek, po czym przegłosowano odpowiednią ustawę. Jednak jeszcze przed przegłosowaniem nowych przepisów na duńskich fermach, na których wykryto koronawirusa, uśmiercono kilka milionów norek. Były one grzebane na specjalnie zabezpieczonych terenach wojskowych. 

DOSTĘP PREMIUM