Łukasz Piebiak znany z afery hejterskiej zgłosił swoją kandydaturę do neo-KRS. Prosi o poparcie sędziów i obywateli

Były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak, który podał się do dymisji po tzw. aferze hejterskiej, zgłosił swoją kandydaturę do Krajowej Rady Sądownictwa. Jak sam ocenił, jego doświadczenie i wiedza dotyczące realnego stanu wymiaru sprawiedliwości będą niezmiernie pomocne.
Zobacz wideo

Zmiana na stanowisku szefa neo-KRS to nie koniec przetasowań. Były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak ogłosił, że chce kandydować do rady, którą za czasów PiS radykalnie upolityczniono.

Były zastępca min. Zbigniewa Ziobry zamierza zgłosić swoją kandydaturę na wolne miejsce sędziowskie w KRS, które powstało po przejściu w styczniu w stan spoczynku przez sędzię Teresę Kurcyusz-Furmanik. 20 stycznia marszałek Sejmu wydał obwieszczenie o rozpoczęciu procedury zgłaszania kandydatów na członka KRS. Zgodnie z przepisami pod taką kandydaturą musi podpisać się 25 sędziów lub co najmniej dwa tysiące obywateli.

"Szanowni Państwo, podjąłem decyzję o zgłoszeniu swojej kandydatury do Krajowej Rady Sądownictwa. Każdego któremu leży na sercu idea prawdziwej, głębokiej i skutecznej reformy wymiaru sprawiedliwości proszę o poparcie" - napisał na Twitterze były wiceszef resortu sprawiedliwości.

Z kolei na Facebooku Łukasz Piebiak opublikował obszerne oświadczenie, w którym zwrócił się do obywateli i sędziów o podpis pod jego kandydaturą.

"Żywię głębokie przekonanie, że reforma, która jest niezbędna dla Polski i jej obywateli, zostanie dokończona. Jest to nie tylko potężne wyzwanie legislacyjno organizacyjne spoczywające na władzy politycznej i aparacie administracyjnym podległym Ministrowi Sprawiedliwości, to również kompleks powinności i uprawnień spoczywających na Krajowej Radzie Sądownictwa, z odpowiedzialnością za stan kadry sędziowskiej na czele" - napisał.

Jak sam ocenił, jego doświadczenie i wiedza dotyczące realnego stanu wymiaru sprawiedliwości będą niezmiernie pomocne w tym dziele. "Dlatego zwracam się do każdego z Państwa o wsparcie mojej kandydatury swoim podpisem. Dla wzmocnienia demokratycznej legitymizacji mojej kandydatury chciałbym uzyskać poparcie nie tylko sędziów ale i maksymalnie dużej grupy obywateli, którym idea prawdziwej, skutecznej reformy wymiaru sprawiedliwości leży na sercu" - dodał były wiceminister.

Sędzia Piebiak, afera hejterska i dymisja. "Wyrażał zgodę na większe akcje"

Łukasz Piebiak zrezygnował z funkcji wiceministra sprawiedliwości 20 sierpnia 2019 roku po publikacji Onetu, w której opisany został kontakt, jaki ówczesny wiceszef MS utrzymywał z kobietą o imieniu Emilia. Kobieta miała prowadzić akcje dyskredytujące sędziów, którzy krytykowali zmiany w wymiarze sprawiedliwości, które forsował rząd Zjednoczonej Prawicy. Wszystko miało się dziać za wiedzą i sugestią Piebiaka.

Sędzia-wiceminister zarzuty, postawione w tekstach Magdaleny Gałczyńskiej, nazwał "pomówieniami".

- Ta rzekoma afera zaistniała tylko w sferze medialnej.(...) Wykreowano aferę, która miała uderzyć w Zjednoczoną Prawicę poprzez atak na ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego, będącego liderem jednej z partii obozu rządzącego. Ja nie byłem celem tej "afery", lecz środkiem do osiągnięcia celu, czyli wygrania przez opozycję wyborów parlamentarnych - bronił się Piebiak w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną".

Po odejściu z resortu sprawiedliwości Łukasz Piebiak pozostawał na urlopie. Po jego zakończeniu nie wrócił do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Pracuje obecnie w Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości. Jak podawały w ubiegłym roku media, Łukasz Piebiak zgłosił swoją kandydaturę na sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Już na początku ubiegłego roku prokuratura zgromadziła 13 tomów akt w sprawie afery w Ministerstwie Sprawiedliwości, ale... nikomu nie postawiła zarzutów. 

Sprawę prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie, która nie ujawniała wówczas szczegółów, potwierdzała tylko, że dokumentacja jest bardzo obszerna. "W toku prowadzonego śledztwa przeprowadzono szereg czynności procesowych ukierunkowanych na zabezpieczenie i koncentrację dowodów mających znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy" - informował prokurator. 

Sama Emilia Szmydt mówiła we wrześniu 2019 roku w rozmowie z "Wyborczą", że Łukasza Piebiaka poznała na "zwykłej popijawie". Potwierdziła także wcześniej ujawnioną informację, że na komunikatorze WhatsApp istniała zamknięta grupa "Kasta". Szmydt opowiadała też, że pierwsze kontakty w tej sprawie miała z sędzią Jakubem Iwańcem, również odwołanym po publikacjach dotyczących afery. Jak wspominała, Łukasz Piebiak "wyrażał zgodę na większe akcje". - No i on mi za nie dziękował - twierdziła. W jej opinii Piebiak za akcje w internecie załatwił też awans jej mężowi Tomasza Szmydtowi.

DOSTĘP PREMIUM