Prokurator poprosiła o cofnięcie "zesłania", bo choruje na depresję. Zaskakująca odpowiedź jej szefów

Katarzyna Szeska, która miała być delegowana z Warszawy do Jarosławia na Podkarpaciu, poprosiła Prokuratora Krajowego o zmianę decyzji. Ze względu na depresję, na którą choruje. W odpowiedzi przełożeni wysłali ją do lekarza-orzecznika, by sprawdził, czy nie powinna odejść z zawodu.
Zobacz wideo

Katarzyna Szeska jest jednym z tych prokuratorów, którzy 18 stycznia z dnia na dzień dowiedzieli się, że są delegowani kilkaset kilometrów od domu. Jak mówią, odbierają to jednoznacznie jako szykany - m.in. za to, że otwarcie krytykują to, co dzieje się w prokuraturze i za to, że należą do Stowarzyszenia Prokuratorów "Lex Super Omnia". Przełożeni zapewniają, że delegować można każdego, a w tym przypadku chodzi - jak przekonywano - o wzmocnienie kadrowe w związku z pandemią mniejszych jednostek w kraju.

Smaczku sprawie dodaje fakt, że w Jarosławiu wcale nie ma braków kadrowych - szefowa tamtejszej prokuratury przekazała, że na 9 etatów wszystkie są obsadzone.

"Tak, mam depresję"

Pani prokurator do Jarosławia nie pojechała, jest na zwolnieniu lekarskim. Po raz pierwszy publicznie przyznaje: "Tak, mierzę się z depresją". Nie kryje, że podłożem problemów są m.in. szykany, których doświadcza ze względu na to, że otwarcie mówi, co myśli i że działa w "Lex Super Omnia". - Nie było łatwo zmierzyć się z problemem, stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie: Tak, jestem chora. Bo prokuratorzy mają grubą skórę, ja też ją mam. Ale trzeba być przede wszystkim uczciwym wobec siebie. I w momencie, kiedy widzi się, że przestaje się panować nad swoimi emocjami, trzeba poszukać pomocy. Oprócz tego, że jesteśmy prokuratorami, jesteśmy ludźmi. Jednego boli kręgosłup - drugiego boli dusza - mówi w rozmowie z TOK FM.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Jak dodaje, wie, że z problemem depresji mierzą się też inni śledczy. - Natomiast my się wstydzimy mówić o tym otwarcie. Ja uznałam, że muszę się tym podzielić, m.in. z szacunku dla innych prokuratorów, by wiedzieli, dlaczego nie pojechałam do Jarosławia - wyjaśnia Szeska.

W prokuraturze zaszła wysoko

- Moje stany depresyjne nie powstały 18 stycznia, czyli w dniu, w którym otrzymałam pismo o delegowaniu mnie do Jarosławia - tłumaczy Katarzyna Szeska, prokurator z 20-letnim stażem w zawodzie. Była m.in. rzecznikiem prasowym Prokuratury Okręgowej w Warszawie i Prokuratury Krajowej, a także rzeczniczką prokuratora generalnego. Za "dobrej zmiany" w 2016 roku została zdegradowana do pracy w Prokuraturze Rejonowej na warszawskiej Woli.

- To, że zostałam przydzielona do pracy na swoistą "resocjalizację zawodową", system traktowania mnie przez moich najwyższych przełożonych, czyhania na każdy mój błąd - to wszystko spowodowało, że - jako że jestem tylko człowiekiem - mój organizm powiedział: stop. W 2019 roku musiałam podjąć leczenie - ładnie to ujmując - moich emocji - tłumaczy Szeska.

W odpowiedzi na prośbę o cofnięcie delegacji do Jarosławia dostała pismo z Prokuratury Krajowej. "(...) okoliczności podniesione przez Panią wywołały poważne zaniepokojenie stanem Pani zdrowia" - napisał dyrektor biura kadr Prokuratury Krajowej. Wspomniał również, że wykazuje "głęboką troskę" o jej zdrowie. W tym samym zdaniu napisał jednak również, że wystąpi o to, by panią prokurator przebadał lekarz orzecznik z ZUS, czy "z powodu choroby lub utraty sił zachodzi trwała niezdolność do pełnienia obowiązków prokuratora".

- Wydawałoby się - przy pierwszym czytaniu, że w tym piśmie z wielką troską podchodzi się do mojego zdrowia. Ale nie, tak wcale nie jest. To pismo to szyderstwo - nie ma wątpliwości Katarzyna Szeska. 

Pani prokurator jest pod opieką fachowców i to od nich usłyszała, że nie powinna udawać się teraz w delegację. Ze względu na depresję. - Nie boję się pracy i chcę pracować, ale na dziś najważniejsze dla mnie jest zdrowie - mówi i dodaje, że czuje się dobrze, ale wciąż - zgodnie z radami lekarzy - potrzebuje spokoju i wyciszenia.

DOSTĘP PREMIUM