Rząd ogłosił zmiany w obostrzeniach. Od 12 lutego otwarte hotele, kina i teatry

Premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że od 12 lutego zostaną otwarte hotele, kina i teatry. Działać będą w ścisłym reżimie sanitarnym. Otwarta zostanie również część obiektów sportowych. - Możemy mówić co najwyżej o pewnego rodzaju kruchej stabilizacji - podkreślił premier. Ocenił, że powrót do "całkowitej normalności" byłby przedwczesny.
Zobacz wideo

Premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że "od wielu tygodni" obserwowana jest stabilizacja liczby zakażeń, ale wciąż niepokojąca jest liczba zgonów. - Możemy mówić co najwyżej o pewnego rodzaju kruchej stabilizacji - stwierdził premier. I podkreślił, że powrót do "całkowitej normalności" byłby przedwczesny. - Przez cały tydzień wsłuchiwaliśmy się w głosy środowisk gospodarczych, ekspertów i Rady Medycznej - zaznaczył.

Morawiecki zapowiedział, że od 12 lutego zostanie otwarta część zamkniętych branż. - Nastąpi otwarcie hoteli, miejsc noclegowych w wielkości do 50 proc. obłożenia miejsc noclegowych. Podobnie z kinami i teatrami - ogłosił premier. 

- Nasze decyzje będą obowiązywać przez dwa tygodnie od przyszłego piątku, żeby wszyscy mogli się odpowiednio przygotować do zmian, ale już teraz musimy być gotowi na różne warianty. COVID-19 jest nieprzewidywalny - zaznaczył Morawiecki. 

Otwarta zostanie również część obiektów sportowych, m.in. stoki narciarskie, boiska, korty tenisowe, ale także baseny. - Wirus najlepiej rozprzestrzenia się w pomieszczeniach zamkniętych, dlatego dopuszczamy wszelką aktywność sportową na terenach otwartych - przekazał premier. - Restauracje, siłownie, kluby fitness i część działalności gospodarczych zostaje nadal zamknięta - przypomniał. 

Z kolei wicepremier i szef MKiDN Piotr Gliński precyzował, że otwarte będą nie tylko kina i teatry, ale też filharmonie i opery. - Decydujemy się na otwarcie basenów, ponieważ tam sytuacja z ewentualnym zagrożeniem wirusem jest mniej ryzykowna, choć oczywiście jest to ryzyko, niż w innych zamkniętych miejscach, gdzie uprawiany jest sport - zauważył. 

Zwrócił także uwagę, że przed otwartymi niedawno muzeami i galeriami ustawiają się kolejki, co świadczy o tym, że Polacy są "spragnieni kultury". - To bardzo dobrze, że w sposób odpowiedzialny, z dużym zaangażowaniem pracowników tych instytucji możemy je udostępniać publiczności - ocenił Gliński. 

Bez zmian pozostały obostrzenia dotyczące szkół. - Jedna rzecz, którą będę rekomendował panu ministrowi Czarnkowi, to jest też otworzenie od marca uczelni medycznych, bo tam mamy i zaszczepioną kadrę, i zaszczepionych studentów, którzy są narażeni na bezpośredni kontakt z wirusem, czyli pracują bezpośrednio z pacjentem - mówił minister zdrowia Adam Niedzielski. - Będziemy chcieli, żeby od marca została przywrócona standardowa nauka na uczelniach medycznych - dodał. 

Niedzielski ostrzegał, że "zestaw luzujący" obostrzenia został wprowadzony "w sposób warunkowy". - Ryzyko transmisji jest duże, więc w kolejnych tygodniach od nas będzie zależało to, co będzie dalej się działo - zaznaczył. - Jeśli sytuacja będzie rozwijała się lepiej, to możliwe, że będą możliwe kolejne luzowania, ale od nas to wszystko zależy czy będziemy przestrzegać reżimu sanitarnego - stwierdził. 

- Decyzje, które podejmujemy, podejmujemy w logice minimalizacji potencjalnego ryzyka transmisji koronawirusa, które nadal jest realnym zagrożeniem - mówił Niedzielski. - Jeżeli będzie przyspieszenie procesu pandemicznego, będę rekomendował wykonanie kroku wstecz i dokonania kolejnych obostrzeń, by utrzymywać pandemię pod kontrolą, czyli na stabilnym co najmniej poziomie - dodał. 

Minister Niedzielski uspokajał, że sytuacja "zaczyna być" pod kontrolą 

Według najnowszych danych Ministerstwa Zdrowia w piątek wykryto 6 053 zakażenia. Już w środę minister zdrowia Adam Niedzielski oceniał, że sytuacja epidemiczna w Polsce jest coraz bardziej opanowana. - Chyba można to coraz odważniej powiedzieć - stwierdził. - Wchodzimy w taki okres, gdzie pandemia w Polsce znajduje się pod kontrolą - dodał. Jak przekazał, liczba zachorowań "waha się ostatnimi czasy w przedziale mniej więcej 5 tys. z kawałkiem średnio tygodniowo".

Dzień później premier Mateusz Morawiecki, zapowiadając, że decyzje dotyczące obostrzeń rząd podejmie w piątek, mówił: "Cały czas w związku z liczbą zgonów, sytuacją wokół Polski, szalejącą epidemią również wokół Polski, musimy być wytrwali, musimy wytrzymać do czasu kiedy szczepionka zacznie działać na odporność zbiorową".

Pojawiły się też głosy naukowców, którzy ostrzegali, że przy odchodzeniu od obostrzeń należy zachować zdrowy rozsądek. - Otwarcie centrów handlowych już ma potencjał na spowodowanie trzeciej falki, bo nie można mówić o wielkiej fali - mówił w TOK FM dr Franciszek Rakowski. - To nie powinna być taka fala, z jaką mieliśmy do czynienia w listopadzie i grudniu. Natomiast dużo zależy od naszej dyscypliny społecznej - podkreślił ekspert.

Co z luzowaniem obostrzeń? Rząd korzysta z amerykańskich badań

Ostatnie przedłużenie obostrzeń miało miejsce pod koniec stycznia. Wówczas do 14 lutego rząd przedłużył zamknięcie hoteli, restauracji i naukę zdalną dla starszych uczniów, ale otworzył sklepy w galeriach handlowych oraz muzea. Zniesiono też godziny dla seniorów.

Minister zdrowia Adam Niedzielski pytany, na czym oparto taką decyzję, powołał się na wyniki badań opublikowane w czasopiśmie naukowym "Nature" jeszcze w 2020 roku. - Bazujemy na wynikach badań zrobionych w Stanach Zjednoczonych, które pokazują, w jakich miejscach dokonuje się transmisja wirusa. Te badania były opublikowane przez pismo "Nature" - stwierdził. 

Decyzję o takim, a nie innym luzowaniu obostrzeń, komentował w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u dr Piotr Karniej z Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego, adiunkt w Katedrze Zdrowia Publicznego na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu. Jego zdaniem rząd mógł nie do końca zrozumieć wyniki badań, na które się powołał. 

 - Te dane nie mówią o ryzyku zakażenia koronawirusem, tylko jest to liczba dodatkowych zakażeń na 100 tys. osób względem scenariusza, który zakładałby otwarcie obiektów bez żadnych ograniczeń - wskazywał, mówiąc o raporcie, który dotyczył 10 największych miast w USA. - Problem jest taki, że rząd nie posługuje się danymi, które są dostępne. A gdy o takie dane jest proszony, wyciąga pierwszy z brzegu artykuł, który wydaje się, że dotyczy koronawirusa i posługuje się nim jako argumentem - ocenił ekspert.

DOSTĘP PREMIUM