Prof. Stola: Jeżeli w miejsce dyskusji naukowej będziemy mieli pozwy, to czarno widzę przyszłość nauk historycznych

- Tego rodzaju procesy służą temu, by zastraszyć przed podejmowaniem trudnych tematów - tak o wyroku ws. książki "Dalej jest noc" mówił w TOK FM prof. Dariusz Stola. Jego zdaniem, wydarzenie może mieć fatalne skutki dla badań historycznych.
Zobacz wideo

Profesorowie Barbara Engelking i Jan Grabowski muszą przeprosić za nieścisłości, które znalazły się w ich książce "Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski". Tak zdecydował warszawski sąd, który częściowo uznał racje bratanicy sołtysa wsi Malinowo, który według autorów w czasie wojny ograbił Żydówkę i przyczynił się do śmierci innych ukrywających się Żydów.

Wyrok w audycji TOK360 komentował prof. Dariusz Stola, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN i były Dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. - Widać, że sąd próbował wypośrodkować rację między powódką, a raczej organizacją, która za nią stoi, bo wiadomo, że główną rolę w procesie odgrywa de facto przybudówka PiS, czyli Reduta Dobrego Imienia, a racjami przedstawionymi przez historyków - powiedział.

Zdaniem profesora, tego rodzaju procesy służą temu, by zastraszyć innych autorów przed podejmowaniem trudnych tematów. Jak podał, ewentualne konsekwencje trudno ocenić, ponieważ "trudno zmierzyć, ile artykułów czy książek nie powstanie, bo ktoś dwa razy się zastanowi, zanim jakiś temat podejmie".  - Obawiam się, że negatywnie skutki dla badań historycznych już są, ale są po prostu niewidoczne -  nadmienił były dyrektor Muzeum POLIN.

Podkreślał też, że „historycy nie są nieomylni”, a z drugiej strony wskazywał, że historia rzadko kiedy jest jednoznaczna. - Dlatego historycy wytworzyli sobie cały system wzajemnego krytykowania i wytykania błędów na przykład poprzez konferencje czy recenzje. Ja jestem zawsze wdzięczny, jak ktoś wykryje mój błąd, bo mogę go skorygować. Ale sąd nie jest dobrym na to miejscem (…). Jeżeli w miejsce dyskusji naukowej będziemy mieli pozwy, to czarno widzę przyszłość nauk historycznych - mówił rozmówca Adama Ozgi.

W podobny sposób wypowiadał się też w „Wywiadzie politycznym” w TOK FM prof. Antoni Dudek. - Jestem przeciwnikiem rozstrzygania sporów historycznych w sądach - orzekł. - Ten wyrok, w moim przekonaniu, cieszy przynajmniej w jednym wymiarze. Mianowicie, że ci naukowcy nie zostali skazani na żadną karę finansową, bo to automatycznie by zniechęcało wszystkich innych do pisania o rzeczach niewygodnych i trudnych - dodał.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Powódkę Filomenę Leszczyńską, która wniosła pozew przeciwko historykom od samego początku wspierała bliska PiS organizacja Reduta Dobrego Imienia. Dlatego prof. Dariusz Stola ocenił, że w jego opinii cały proces „był tylko pozornie wytyczony przez osobę prywatną”.

- Ta organizacja dostawała pieniądze od rządu PiS. Ale nie tylko. Prominentne postaci związane z tą partią zasiadały we władzach tej organizacji. Minister [Piotr] Gliński był w jej radzie. Prezes tej organizacji [Maciej Świrski – red.] był najbliższym doradcą Piotra Glińskiego w Ministerstwie Kultury, a obecnie jest przewodniczącym rady nadzorczej w Polskiej Agencji Prasowej, więc jest osobą z politycznego mianowania. Tu związki są oczywiste - argumentował prof. Stola.

Przypomniał też, że historycy Centrum Badań nad Zagładą Żydów, w tym autorzy książki "Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski" byli poddawani „nagonce w mediach bliskich rządowi”, a historycy IPN „poświęcili wiele czasu, by wyszukiwać w niej błędy”.

- Mamy zatem taki taśmociąg, to znaczy IPN, którego pracownicy najpierw przeszukują pracę i wyszukują błędy, z czego następnie korzysta Reduta Dobrego Imienia, która wespół z tą starszą panią z Podlasia pozywa historyków. Fakt, że na 1700 stron znaleźli tylko jeden akapit , do którego mogli się przyczepić to jest najlepsza recenzja tej pracy - podsumował prof. Stola.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM