Rząd twierdzi, że chce opodatkować cyfrowych gigantów. Ale to wcale nie giganci zapłacą najwięcej

W kogo uderzy nowa opłata od mediów, którą zamierza wprowadzić rząd? Sami rządzący twierdzą, że w największe, globalne korporacje. Szacunkowe dane mówią jednak, że będzie zupełnie inaczej. Goście TOK FM tłumaczyli, dlaczego płacić będą nie giganci, tylko koncerny medialne, które w porównaniu z nimi są "wagi piórkowej".
Zobacz wideo

Premier tłumaczył, że nowy podatek od reklam ma przede wszystkim uderzyć w globalne firmy, takie jak Apple, Google, Facebook czy Amazon. - Ile one podatków płacą w Rzeczypospolitej, we Francji, albo w Niemczech. Warto takie ćwiczenie wykonać, bo okaże się, że bardzo niewiele. One korzystają z rajów podatkowych - stwierdził szef rządu na konferencji prasowej. Również rzecznik rządu mówił o bardzo zamożnych firmach, które "stać, żeby w sposób solidarny podzielić się przychodami".

Ile w tym jest prawdy? Krzysztof Izdebski z Fundacji ePaństwo podkreślał na antenie TOK FM, że przede wszystkim należy odróżnić podatek medialny i cyfrowy. - To są rzeczywiście dwie różne rzeczy, dwie różne kwestie i dwa różne wyzwania. Oczywiście kontekst też jest bardzo istotny - zaznaczał. - Zwraca się uwagę na te wielkie firmy i kwestię podatku cyfrowego też dlatego, że jest to coś obecnego (...) w debacie publicznej na całym świecie, a niektóre kraje rzeczywiście zaczęły go wprowadzać - stwierdził. 

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

- Chyba nie ma osób, które protestują przeciwko temu, żeby taki podatek został wprowadzony - oceniał Izdebski. Zauważał jednak, że kwestię podatku cyfrowego połączono z podatkiem medialnym, co pozwoliło "rozmyć" całą sprawę. Bo sam podatek medialny już taki słuszny nie jest. - Nie oszukujmy się, ma na celu jakieś ograniczenie rozpowszechniania informacji - stwierdził. Zwracał też uwagę, że nie dyskutuje się o tym, jak wprowadzić podatek cyfrowy, który rzeczywiście obciążyłby światowych gigantów. 

Natomiast prowadząca audycję Agnieszka Lichnerowicz przytaczała szacunkowe dane, według których, po wprowadzeniu nowej daniny, globalni giganci cyfrowi zapłacą między 50 a 100 milionów złotych, a 800 milionów zapłacą pozostałe media w Polsce, których właścicielami są zarówno polskie, jak i międzynarodowe podmioty.

- Mamy tutaj zderzenie podmiotów ogromnych, globalnych, o potężnej sile (...). Z podmiotami, które nawet jeżeli są międzynarodowe, to nie są średniej wagi, one są wagi piórkowej w zderzeniu z platformami cyfrowymi. Największe korporacje medialne są de facto małymi korporacjami w dzisiejszym świecie - zauważała Sylwia Czubkowska ze Spider’s Web.

Podkreślała, że jej zdaniem wciąż warto tłumaczyć, na czym polega zasadniczy problem z proponowaną przez rząd ustawą. - Po pierwsze ona nie wprowadza podatku - zaznaczyła. - Wprowadza coś, co nazywane jest składką. Skoro składką, to nie będzie skierowana, wbrew temu co się mówi, tylko i wyłącznie na służbę zdrowia - wyjaśniała. Jak dodała, może się zdarzyć tak, że te pieniądze będą dostawać media publiczne, co potraktuje się jako wsparcie dla kultury. 

Drugie "zachwianie równowagi" Czubkowska zauważała pomiędzy opodatkowaniem wielkich platform cyfrowych a składką nakładaną od reklam. - Składka od reklam to nie będzie opodatkowanie podmiotów cyfrowych. One nie wszystkie zarabiają tylko na reklamach - tłumaczyła. Jako przykład podała Netflixa, który jest jedną z mocno rosnących platform, szczególnie w czasie pandemii, ale nie będzie objęty opłatą, bo nie jest finansowany z reklam.

- Wypada nam ogromna część rynku prawdziwie cyfrowego, a nagle do tego dołożony jest rynek bardzo tradycyjny, medialny. Owszem, funkcjonujący w Internecie (...), który będzie miał podwójne opodatkowanie reklam - stwierdziła. Choć zwracała uwagę, że regulacje dotyczące "Big Techów" są bardzo trudne. - I z powodu lobbingu, i z powodu kontaktów na linii dyplomatyczno-politycznej, i też z powodu tego, że to są nowe podmioty, które jest być może trudniej regulować niż tradycyjne przedsiębiorstwo - oceniała.  

Przypominała również, że dwa lata temu było pierwsze podejście w Polsce do wprowadzenia "prawdziwego podatku cyfrowego". - Stawka, którą miały płacić platformy cyfrowe, miała wynosić 4 proc. - mówiła Czubkowska. - Były przygotowane założenia projektu ustawy w Ministerstwie Finansów, które zostały schowane po wizycie wiceprezydenta Mike'a Pence'a, który na konferencji ogłosił, że dziękuje Polsce za to, że nie będzie podatku cyfrowego - przypominała. I dodała, że z podatku według tamtego projektu mogłoby trafiać do budżetu państwa nawet miliard złotych.  

DOSTĘP PREMIUM